czwartek, 31 grudnia 2015

Podsumowanie sezonu 2015


    Formuła 1 w tym roku mnie nie zaskoczyła. Ubiegłoroczny sukces powtórzył Lewis Hamilton, nie byłam z tego za bardzo zadowolona ponieważ za kandydata na mistrza uważałam Nico Rosberga, jednak ten przejeździł cały sezon w cieniu swojego rywala.  Zadziwiła mnie forma w Ferrari, rok 2015 był dla nich dużo bardziej owocny w sukcesy niż poprzedni. Jednak co do McLarena to nie był to udany sezon, chyba najgorszy w swoim istnieniu. Kierowcy zamiast o podia i wygrane walczyli o przetrwanie. Niestety mimo posiadanych tytułów mistrzowskich ani Jenson Button ani Fernando Alonso nie zdołali pokazać swoich możliwości. Powodem był niezbyt udany bolid. Mam jednak nadzieję że 2016 będzie dla nich łaskawy. W przyszłym sezonie nie zobaczymy już Susie Wolff, która postanowiła zakończyć karierę. Nie będzie już kierowcą testowym w Williamsie ani w żadnym innym teamie. Będzie mi jej bardzo brakować w padoku.  
Przykrą rzeczą którą przeżyłam związana z F1 była śmierć Julesa Bianchiego, który odszedł w połowie lipca. Zmarł na skutek obrażeń z wypadku podczas GP Japonii.Walczył dzielnie.  Jego odejście było szokiem dla świata Formuły 1, był pierwszą ofiarą śmiertelną w tym sporcie od pond 20 lat. Może jakoś specjalnie tego nie okazywałam, ale bardzo mnie to dotknęło. Muszę tu też wspomnieć o innym kierowcy Formuły 1 - Justinie Wilsonie, który zmarł niewiele ponad miesiąc po Julesie. Jego odejście było spowodowane obrażeniami po wypadku  w wyścigu Indy Car.
   Cały rok obserwowałam poczynania Roberta Kubicy w Rajdach WRC. Były dobre jak i złe momenty, niestety z przewagą tych drugich. Trochę mi było żal patrzeć na naszego rodzynka kiedy po raz kolejny w jego samochodzie pojawiła się usterka. W tym sezonie Kubica założył prywatny team. Sam zabrał się za zarządzanie w nim oraz pełnił jednocześnie rolę kierowcy. Trochę trudno jest połączyć te role ze sobą. Jeszce nie wiadomo gdzie pojedzie w nowym sezonie. Jedni obstawiają że pozostanie w rajdach a inni że wróci na tory wyścigowe w serii DTM. Sam zainteresowany jednak nie wie co będzie robił w przyszłości, nie wyklucza nawet przerwy. Jednak pozytywną wiadomością jest jego  start w Monte Carlo w 2016!
   Miniony rok był kolejnym spędzonym na prowadzeniu tego bloga. W grudniu minęło trzy lata odkąd założyłam ten grajdoł z rysunkami o i F1. Mam nadzieję że nadchodzący rok sprawi że zmotywuję się aby dodawać więcej rysunków.

sobota, 26 grudnia 2015

Mika jak z obrazka

Miałam w planie zrobić jakieś rysunki związane ze świętami ale lenistwo wzięło górę. Po męczących kilku tygodniach chciałam odpocząć od siedzenia nad książkami.
Ze względu na brak czasu nie rysuję nic. Jest trochę wolnego więc postaram się kreatywnie to wykorzystać.
Zabrałam się za pewną prace. Tak naprawdę jest to nowa wersja starego rysunku, jednak chciałabym zobaczyć ile wypracowałam przez ten czas. Nie wiem dlaczego ale lubię porównywać swój progres.
Lecz dzisiaj nie o tym, pokaże wam coś gotowego, coś co stworzyłam jakiś miesiąc temu. Kiedyś wspominałam że sto razy bardziej wolę rysować ołówkiem niż za pomocą tabletu graficznego.Szkic tej pracy powstał na kartce lecz wrzuciłam go na komputer, ponieważ stwierdziłam że farbami go tylko zepsuję.
Ślęczałam nad nim kilka dni przez długie godziny. W rezultacie powstała ta praca. Według mnie Mika Hakkinen na tym portrecie jest bliższy temu prawdziwemu. Pomysł stworzenia rysunku od nowa pojawił się spontanicznie na jednej z lekcji. Potem poprawiłam go w domu, bo szkoda mi było posłać go do teczki Niedokończone. Rysunek podoba mi się ale zawaliłam w kwestii brwi. Co do tułowia to wzorowałam się na jego poprzedniku. Tło było robione spontanicznie bo białe zlewało się z kombinezonem.
Ten bazgroł po prawej przedstawia pierwszą wersję Hakkinena. Tak zmieniła mi się kreska od końca lutego, jednak nie we wszystkich postaciach.

czwartek, 24 grudnia 2015

Rajdowe wojaże Roberta Kubicy: Rajd Wielkiej Brytanii

Ostatni rajd. Kiedy to wszystko  minęło ? Pamiętam jak dziś jarałam się nowym wyglądem auta Kubicy a teraz już sezon ma się ku końcowi.
Jak zwykle pokładałam swoje nadzieje w polskiej załodze. Moje kibicowanie przyniosło rezultaty bo Kubicy udało się dojechać do mety na dziewiątej pozycji. W dodatku znalazł się w pierwszej trójce podczas ostatniego odcinka specjalnego, co dało mu dodatkowy punkt. Podczas tego weekendu łącznie zdobył ich trzy więc to nie jest aż tak źle. Lepsze wyniki Roberta poprawiły mi humor.
Spędziłam kolejny sezon kibicując Kubicy w rajdach. Gdyby nie on to bym nie odkryła tego sportu. Ten rok był raz lepszy raz gorszy. Po przejeździe Power Stage został zapytany w wywiadzie co zamierza robić w przyszłym sezonie. Niestety nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Jedni w 2016 roku widzą go w serii DTM a inni dalej w rajdówce. Z jego strony cisza, jednak wiadomo że wystartuje w rajdzie Monte Carlo. Niestety nie wiem czy zdecyduje się na cały sezon. Śledzę losy Roberta już kilka lat więc stwierdzam ze jest to dla mnie jako kibica jedna wielka niewiadoma. Nie jestem w stanie przewidzieć tego co on chce zrobić, bo jak sam twierdzi: Lepiej po cichu robić swoje a potem zaskoczyć wynikiem. W innym wywiadzie powiedział że nie wyklucza tego że może zrobić sobie wolne od ścigania się.
Tak więc niezależnie od tego którą ścieżkę wybierze ja pójdę za nim, tak samo jak zrobiłam wtedy, kiedy postanowił spróbować swoich sił w rajdach ...

wtorek, 22 grudnia 2015

Rajdowe wojaże Roberta Kubicy: Rajd Hiszpanii

Kiedy zaskoczenie spowodowane niespodziewanymi punktami Kubicy minęło, przyszedł czas na podbój hiszpańskich oesów.
Może to głupio zabrzmi ale te kilka punktów zdobyte w ostatnim rajdzie przez naszego kierowcę uświadomiło mi że do końca sezonu zostało jeszcze kilka imprez i nie jest powiedziane że to już koniec. O nie!
Mimo iż byłam optymistycznie nastawiona do całej tej sytuacji  to niestety moje prognozy nie sprawdziły się.
Przez awarie nie udało się  dojechać w punktach. Polska załoga zajęła ostatecznie jedenaste miejsce. Nosz kurde, jedno oczko wyżej i byłyby punkty. Tak więc Robert i Maciek wrócili do domu z pustymi rękami.
Ten rajd jednak przyniósł kilka niespodzianek. Oglądając Power Stage miałam nadzieję że Ogier jak zwykle przejedzie genialnie i  nie da szans konkurencji. Gdybyście widzieli moją minę, kiedy zobaczyłam że obecny mistrz świata rozbija swojego Volkswagena i tym samym odpada z zawodów. Taki obraz jest bardzo rzadki bo Ogier przyzwyczaił mnie jak i innych kibiców do tego że jest najlepszy i błędów praktycznie nie popełnia. Cóż, nawet najlepszym się zdarza...
Zwycięzcą okazał się Andreas Mikkelsen. Sam zainteresowany dowiedział się o tym na mecie, chociaż widać było na jego twarzy zaskoczenie, chyba sam był pozytywnie zaszokowany informacją ze to właśnie on okazał się najlepszy w hiszpańskim rajdzie.

czwartek, 17 grudnia 2015

To jest już koniec...

Dokładnie pamiętam jak w marcu tego roku oglądałam pierwsze zawody nowego sezonu. Wtedy w mojej głowie pojawił się pewne pytanie: Jak on się skończy ? Wyścig w Abu Zabi wydawał mi się tak odległy. Jednak czas płynął aż wreszcie nadszedł ten moment kiedy pod koniec listopada w telewizji obejrzałam ostatnią Grand Prix.
Zawsze tor Yas Marina kojarzył mi się z jesienią, czasem kiedy w Formule 1 panuje napięta atmosfera. Każdy chce jak najlepiej wypaść,walczyć o punkty na miarę swoich możliwości.
W Abu Zabi niestety sprawa mistrzostwa się nie rozstrzygnęła, bo od dawna wiadomo że to właśnie najlepszym kierowcą zostanie nie kto inny tylko Hamilton.
Wygrana Rosberga, drugie miejsce Lewisa i niespodziewane podium Raikkonena - tylko tyle było mi potrzebne do szczęścia. Byłam zadowolona z trzeciego miejsca Kimasa, ponieważ ostatnio na podium jest widziany niezwykle rzadko.  Drugi kierowca Ferrari - Sebastian Vettel zajął czwartą pozycję. Trochę bolało mnie to, że Bottas nie dojechał do mety w punktach.
Sezon już się skończył. Cała zabawa zacznie się od nowa w marcu 2016 roku.  Kolejny rok minął mi na oglądaniu Formuły 1. Brakuje mi tego sportu, jednak przez tą przerwę nie będę leniuchować.
Miałam napisać coś sensowniejszego i umieścić ten post na blogu już dawno temu lecz jestem zawalona nauką, czasem wydaje mi się że doba jest za krótka aby to wszystko ogarnąć.

środa, 9 grudnia 2015

Robert Kubica Moja Pasja

 
Jest to oficjalnie moja druga biografia o Kubicy. Pamiętam że długo zastanawiałam się nad jej kupnem bo w domu miałam już jedną książkę o karierze polskiego kierowcy . Ciekawość wzięła górę i nawet się nie obejrzałam jak wracałam z księgarni z nową lekturą w rękach.
Biografia szybko podbiła moje serce. Książka  w większości zawiera wywiady z nim i dlatego wydaje mi się niezwykła. Robert po przez rozmowę opowiada nam o sobie. Dowiedziałam się o nim kilku ciekawych rzeczy.
Najbardziej podoba mi się zawsze jeden fragment, ten w którym mały Robert wyprasza od rodziców miniaturkę dorosłego samochodu. Właśnie wtedy rozwinęła się u niego pasja. Czasem taka mała rzecz która wydarzyła się w dzieciństwie  może zadecydować o tym co będziemy robić w przyszłości. I przez to że taki brzdąc którego ledwo z nad stołu widać, jeździł do upadłego slalomem pomiędzy butelkami z wodą po podwórku, dziś może się pochwalić tym co osiągnął w rajdach i w Formule 1 do której zapewne wróci. Skąd wiem? Otóż wierzę w niego, że mu się uda. Jest on niezwykle uparty i dąży do celu. 
W jednym miejscu pada takie pytanie : "Gdybyś przerwał karierę zawodnika to co byś zaczął robić ? " Na co Robert Kubica odpowiada: " Zostałbym w wyścigach. Coś by się znalazło do roboty "
I teraz to co mówię każdemu co pyta dlaczego wybrał rajdy : Z powodu tego że jego ręka jest mniej sprawna, Robert nie zrezygnuje ze ścigania się. W rajdowce jest więcej miejsca niż w kokpicie bolidu. Od razu, jeszcze podczas rehabilitacji ze względu na prawą rękę nie jest możliwy strat w F1 która jest odzwyczajona od dużego wysiłku.
Dużo osób krytykuje go za to jak jeździ. To droga wolna, niech spróbują sami posiedzieć za kierownicą rajdowego samochodu i zobaczą jak to jest ciężko. Gdyby nie potrafił jeździć to nie byłby tym kim jest i nie zaszedłby tak daleko.
Jak woli startować w WRC to proszę bardzo.  Jeśli kiedyś powie " Przykro mi, bardzo chciałem ale nie udało się. Nie wrócę do Formuły 1 bo mi na to zdrowie nie pozwala" to nie będę smutna. Albo jeśli ogłosi światu że " Po długiej rehabilitacji w końcu zasiądę za sterami bolidu." to będę zadowolona. A z resztą ... nie ważne którą drogę wybierze, ważne że będzie szczęśliwy. Ja i tak będę mu kibicowała. Tak  samo w rajdach czy innych wyścigach jak w Formule 1. Nie będę jak chłopaki z mojej klasy których wiedza ograniczała się tylko do Kubicy i kiedy nagle przed sezonem 2011 miał wypadek, F1 przestała ich interesować. Potem łatwiej było im Roberta krytykować, choć nie znali w ogóle najprostszych faktów z jego życia i ile zajął mu powrót do zdrowia. Pytanie: Jacy z nich kibice ? Odpowiedź : Żadni! Tylko sezonowi.
Dlaczego polecam tę książkę ? Czytając ją ma się wrażenie jakbyśmy sami z nim przeprowadzali ten wywiad.To co mówi RK wcale nie jest głupie. Nie ma tam wiele o jego życiu prywatnym, ale sporo o karierze. Jeśli kogoś to interesuje, to naprawdę warto przeczytać.
Robert siódmego grudnia skończył trzydzieści jeden lat. W jego życiu zaczął się kolejny etap. Pozostaje mi tylko życzyć mu szczęścia w dalszej karierze. Jeszcze nie zdecydował czy zostaje w rajdach czy wraca do wyścigów jednak mam nadzieję że podejmie dobrą decyzję.  Wszystkiego najlepszego Robert, chociaż te życzenia są lekko spóźnione.

wtorek, 1 grudnia 2015

Moje przygody z autografami mniej lub bardziej znanych kierowców : Krzysztof Hołowczyc

Z poprzednich  postów możecie się domyślić że gdzieś teraz blog powonień obchodzić swoje trzecie urodziny. Stworzyłam go będąc jeszcze w gimnazjum. Z początku miałam publikować tylko swoje prace - stąd właśnie pochodzi nazwa, jednak z biegiem czasu odeszłam trochę od tematu.
Niby nie planowałam nic związanego z trzecią rocznicą, jednak wczoraj w mojej skrzynce pocztowej znalazł się pewien list.
W kopercie znajdował się autograf z dedykacją od Krzysztofa Hołowczyca o który wysłałam prośbę ponad dwa tygodnie temu. Kim jest Hołek każdy mniej więcej wie. Jest on jednym z najbardziej znanych w Polsce kierowców, tuż obok Kubicy.
Pomysł na zdobycie jego podpisu był spontaniczny. Po prostu któregoś dnia wstałam i stwierdziłam że fajnie by było posiadać autograf jakiegoś sławnego kierowcy. Na początku zabrałam się za wysyłanie próśb do polskich zawodników. Wybór padł na Hołowczyca i jeszcze kilku innych. Do wczoraj moja skromna kolekcja liczyła tylko trzy autografy, w której znajdował się między innymi ten z dedykacją od Mateusza Damięckiego, jednak je wszystkie zdobyłam osobiście a nie po przez wysyłanie listów z prośbami.
Oczywiście na tym nie chcę zakończyć. Planuję  zdobyć ich więcej, jednak teraz skupię się na podpisach kierowców Rajdowych, Formuły 1, oraz tych, którzy jeżdżą w innych seriach.
Tak więc w trzecią rocznicę rozpoczynam kolejny etap mojej pasji. Zobaczymy ile będę mieć autografów za rok.

sobota, 28 listopada 2015

Rajdowe wojaże Roberta Kubicy: Rajd Korsyki

Po tym jak Kubica postanowił opuścić rajd w Australii miałam nadzieje na dobry wynik na Korsyce.
Myślałam że to dłuższe wolne pomoże przygotować się zespołowi.
Co to tej całej imprezy mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony Robert cały czas miał pecha, który pozbawił go szans na walkę o punkty przez cały rajd, jednak udało się je niespodziewanie zdobyć w niedziele podczas ostatniego odcinka specjalnego, który jest dodatkowo punktowany. Takiego wyniku się nie spodziewałam, czułam się miło zaskoczona. Mimo iż załoga Kubica - Szczepaniak w ogólnej klasyfikacji tego rajdu znajdowała się poza pierwszą dziesiątką, to drugie miejsce na Power Stage sprawiło iż nie wrócili do domu z pustymi rękami.
Owszem ciesze się że RK zdobył dwa punkty na Korsyce, jednak uważam że dobry wynik powinien przełożyć się cały rajd a nie tylko na końcówkę. Ten sezon nie układa się dla niego zbyt dobrze, szkoda że osoba którą podziwiam nie może startować w fabrycznym teamie, który zapewne pozwoliłby mu na dużo lepszy wynik i nie musiałby jednocześnie jeździć i być szefem ekipy. Nie musiałby godzić ze sobą tylu obowiązków, co na pewno by mu bardzo pomogło.
Korsykowe wojaże wygrał Jari-Matti Latvala. Fajnie jest zobaczyć kogoś innego na pierwszym stopniu podium niż Sebastiana Ogiera.

niedziela, 22 listopada 2015

A tym czasem na Interlagos ...

Formuła zawitała w końcu do Brazylii. Ten kraj znajdujący się w Ameryce Południowej jest niezwykle bogaty w wyścigowe talenty. To stamtąd pochodzi właśnie Ayrton Senna, Rubens Barrichello, Felipe Massa czy Felipe Nasr. Nie mogę także zapomnieć o Bruno Sennie, który jest siostrzeńcem wspomnianego wcześniej trzykrotnego mistrza świata ale niestety nie jeździ już w stawce bo z Formułą 1 pożegnał się po sezonie 2012.
Wyścig był moim zdaniem raczej średni. To znaczy na początku miałam nadzieję że Hamilton i Rosberg będą toczyli dłuższy pojedynek między sobą. Wydawało mi się że Hamilton będzie bardziej walczył  o zwycięstwo bo przed wyścigiem mówił że chciałby zając pierwszy stopień podium na tym torze. Prawdą jest że Lewis zwyciężał już w swojej karierze na większości torów ale jedną z niezdobytych wysp jest właśnie Interlagos. Tutaj nasuwa mi się postać Rubensa Barrichello,który w Formule przejeździł kilkanaście sezonów ale ani razu nie zwyciężył. Co prawda startował dwa razy z pierwszego pola ale ten rezultat nie przełożył się na wyścig.
W Brazylii kolejne zwycięstwo odniósł Nico Rosberg, drugi do mety dojechał Lewis Hamilton. Ostatnie miejsce na podium zajął Sebastian Vettel. Tuż za pierwszą trójką dojechał Kimi Raikkonen - kolejny zawodnik Ferrari. Cieszę się że słynny zespół z Maranello nie powtórzył porażki z Meksyku i obaj kierowcy zdobyli duże punkty. Rok temu ku uciesze Brazylijskich kibiców na podium stał ich reprezentant - Felipe Massa.  Niestety w tym roku nie udało mu się powtórzyć tego sukcesu.
Do końca sezonu pozostał jeszcze jeden wyścig. Mistrz jest już znany więc dla niektórych to już tylko formalność. Pojawiło się kilka pytań odnośnie tego co będę robić po zakończeniu sezonu. Na pewno nie opuszce bloga. W tym czasie będę zajmowała się recenzjami książek jak i filmów o tematyce wyścigowej. Nie zabraknie także rysunków.
Wracając do tematu trzecich urodzin to jakoś specjalnie nie będę ich obchodzić, jednak planuję COŚ, tylko nie wiem kiedy to COŚ  co wam chcę zaprezentować przyjdzie do mnie pocztą. Mam nadzieję że w miarę szybko. Jeśli nie, mówi się trudno. . .

środa, 18 listopada 2015

Ale Meksyk!

Nie ukrywam że niecierpliwie czekałam na Grand Prix Meksyku. Ten wyścig był dla mnie nowością, mimo iż inauguracja odbyła się już w latach sześćdziesiątych.  Przez ponad ostatnie dwadzieścia lat nie pojawiała się tam Formuła 1 ale to zmieniło się pierwszego listopada tego roku. Pierwsze od lat Grand Prix Meksyku na torze nie tkniętym przez erę Michaela Schumachera było bardzo wyczekiwane nie tylko  przeze mnie ale i przez resztę kibiców.
Z pierwszej linii ruszyły oba Mercedesy zwyczajowo z Rosbergiem na czele.  Niby nic w tym dziwnego, zakładałam że Hamilton zdoła pokonać swojego rywala  z zespołu i przejmie pałeczkę lidera jednak los chciał inaczej i na najwyższym stopniu podium stanął Nico a Lewis musiał zadowolić się drugim miejscem. Niespodziewanie za Srebrnymi Strzałami znalazł się Bottas reprezentujący barwy Williamsa.
Niestety tor Autódromo Hermanos Rodriguez nie był po raz kolejny łaskawy dla Ferrari. Słynny włoski team w całej historii tego toru wygrał tylko dwa razy. W tym roku ani Vettel ani Raikkonen nie dojechali do mety i Ferrari było zmuszone opuścić Meksyk bez punktów, z resztą tak samo jak McLaren.
Wysoko znaleźli się także kierowcy Red Bull Racing - Kvyat i Ricciardo którzy dojechali tuż za podium.
W taki oto sposób Rosberg został pierwszym od od ponad dwudziestu lat zwycięzcą tego wyścigu. Teraz jego nazwisko będzie widnieć obok  wielkich kierowców jak Senna, Prost, Mansell czy Clark, którzy kilka dekad wcześniej także odnosili tam wielkie sukcesy.
Sezon zbliża się już niestety do końca. Pozostało już niestety tak niewiele jednak mam już jakieś wstępne plany i ambitnie spędzę przerwę, która potrwa do marca . Na przestrzeni końca listopada - początku grudnia mój blog będzie obchodził już trzy lata istnienia ( wliczając te trzy miesiące na Onecie), jednak nie będę tego jakoś szczególnie obchodzić.

sobota, 31 października 2015

Mercedesy z reguły wygrywają parami ale mistrz jest tylko jeden!

Czytając moje poprzednie posty mogliście się zapewne dowiedzieć że nie jestem fanką dominacji jednego kierowcy. Uwielbiam walkę do ostatniego wyścigu, zakrętu który ma wyłonić tego wybrańca - mistrza świata.
Już w Austin stało się jasne że Hamilton nie ma sobie równych i to właśnie on założy mistrzowską koronę po raz trzeci w  swojej karierze.
Ale po kolei. Pogoda w Austin nie dopisywała praktycznie cały weekend. W piątek odwołano jedną sesję treningową a sobotnie kwalifikacje przełożona na niedzielę ze względu na to że lało. Obawiałam się najgorszego czyli odwołania zawodów lub skrócenia ich i oddania kierowcom tylko połowy punktów. Jednak huragan Patrycja okazał się łaskawy dla Formuły i wyścig odbył się zgodnie z planem.
Miałam nadzieję ze Rosberg po świetnych kwalifikacjach zdoła utrzymać pierwsze miejsce w wyścigu jednak Lewis już na pierwszym okrążeniu zdołał wyprzedzić swojego kolegę z zespołu i objąć prowadzenie. W między czasie Nico spadł na piątą pozycję. Momentalnie za Lewisem znaleźli sie kierowcy Red Bull Racing. Miałam nadzieję że albo Ricciardo albo Kvyat powalczą p pierwsze miejsce w takim stylu jak kilka lat temu, kiedy ten zespół zdobywał podia i tytuły mistrzowskie.
Po raz pierwszy od dawna wyścig podobał mi się od początku do końca. Na torze naprawdę dużo się działo, nie mogłam się nudzić. Obecna była walka jak i Safety Car. Mimo iż Grand Prix nie należało do tych, które mogłabym oglądać jednym okiem, to mam mieszane uczucia.
W Austin wygrał Lewis Hamilton, drugi była Nico Rosberg a trzeci Sebastian Vettel.  Do mety nie dojechało ośmiu kierowców. Trochę smutno mi było, że wielu kierowców którym kibicowałam w tym wyścigu odpadło. Zawiodłam się trochę na RBR bo z początku im dobrze szło, a tak właściwie to tylko Ricciardo dojechał w punktach. po obiecującym starcie myślałam że coś więcej uda im się wycisnąć  z tegorocznego bolidu. Kolejną przykrą sprawą jest to że na mecie nie było żadnego reprezentanta Williamsa.
W dosyć nieciekawy sposób wyścig zakończył także Kimi Raikkonen. Najbardziej przeżywałam jego wycofanie się bo liczyłam na dobry wynik w wykonaniu Icemana.
Do końca sezon pozostały jeszcze trzy wyścigi. Mistrza już mamy ale poszczególni kierowcy będą  walczyć o wyższe pozycje w generalce. Tak więc widzimy się już za niedługo w Meksyku ...

czwartek, 22 października 2015

Siła Lewisa i niespodziewane podium Checko - Grand Prix Rosji 2015

Rosja jest stosunkowo nowym państwem które gości u siebie Formułę 1. Rok temu odbyły się inauguracyjne zawody na torze w Soczi. W poprzednim sezonie w wyścigu wiało nudą i w tym roku liczyłam także na powtórkę z przeszłości.
Zaczęło się od pierwszej pozycji Rosberga na starcie. Mimo iż Hamilton także startował z pierwszej linii to miałam wrażenie że ta Grand Prix będzie należeć właśnie do Nico. Już na pierwszym okrążeniu pojawił się Safety Car, ze względu na kolizję Hulkenberga i Ericssona.W  między czasie Max Verstappen reprezentujący barwy Toro Rosso przebił oponę w swoim bolidzie i musiał zjechać na nieplanowany pit stop.Po neutralizacji Rosberg dzielnie bronił swojej pozycji, jednak awaria w jego samochodzie pozbawiła go prowadzenia a następnie zmusiła do wycofania się z wyścigu na ósmym okrążeniu. Szybko pałeczkę lidera przejął Hamilton i nie oddał jej do końca wyścigu. Najlepsze działo się dopiero pod sam koniec wyścigu. Obserwowałam jak Bottas nadrabia sekundy i coraz bardziej zbliżał się do Sergio Pereza. Zawodnik Force India ma słabszy bolid i kwestią czasu było wyprzedzenie go przez fina. Jednak meksykański zawodnik zwany Checko został wyprzedzony nie tylko przez niego ale także przez Kimiego Raikkonena, spadając na piątą pozycję. Jednak jest takie powiedzenia: Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. W przypadku Pereza sprawdziło się ono znakomicie. Kiedy Raikkonen zaczął coraz bardziej zbliżać się do Bottasa wiedziałam że bój o najniższy stopień podium stoczą właśnie ci dwaj kierowcy. Kiedy zastanawiałam się nad atakiem Kimasa i ewentualną dalszą ucieczką Valtteriego wydarzyło się coś, czego się nie spodziewałam. Między kierowcami  Williamsa i Ferrari doszło do kontaktu i obaj wypadli po za tor. W ten sposób Perez odzyskał stracone trzecie miejsce i utrzymał je aż do mety.
Moim zdaniem wypadek był z winy Raikkonena a nie Bottasa. Tak czy inaczej obaj zmarnowali szanse na podium.
Pierwszą pozycję zajął Hamilton. Drugi był Vettel a trzeci Perez, który była nawiększą niespodzianką tego wyścigu. Smutno mi było że do mety nie dojechali kierowcy którym najbardziej kibicowałam w GP Rosji, czyli Rosberg oraz Grosjean, który rozbił swój bolid na dwunastym okrążeniu, ale niestety wyścigi mają to do siebie że są nieprzewidywalne.

czwartek, 8 października 2015

Nudna Japonia

Zawsze twierdziłam że Grand Prix Japonii kojarzy mi się nie tylko z Senną i Prostem ale także z Laudą i Huntem. W 1976 roku między tą ostatnią dwójką toczył się spór o tytuł mistrzowski. Gdyby w tamtym wyścigu Lauda nie zdecydowałby się na rezygnację ze startu z powodu złych warunków to dziś miałby o jeden tytuł więcej. W rezultacie po koronę sięgną Hunt z jednopunktową przewagą nad rywalem.
Jednak nie jestem w stanie zapomnieć co działo się tam rok temu. Nie chodzi mi to wcale o to że wygrał Hamilton a Rosbergowi nie udało mu się go pokonać. W ostatnim wyścigu rozgrywanym na Suzuce ucierpiał Jules Bianchi, który zmarł w lipcu tego roku. Powodem śmierci były obrażenia właśnie z wypadku który miał miejsce w ostatnim GP Japonii.Mimo iż Formuła 1 straciła jednego z najlepszych zawodników, którego talent mógł zaprocentować w przyszłości bo przejście do lepszego zespołu było tylko formalnością to staram się żyć dalej.  To był pierwszy taki wypadek i pierwsza śmierć jakiej byłam świadkiem oglądając F1. Wydarzenia sprzed roku utknęły mi w pamięci  prawdopodobnie na zawsze, jednak przedstawienie musi trwać. 
Pole position należało tym razem do Rosberga, jednak ten nie zdołał on obronić tej pozycji na starcie. Lepszy okazał się Hamilton który od razu pomknął do przodu.  Rosbergowi, udało się powoli odzyskać utracone pozycje, jednak nie doszło do tego na co najbardziej liczyłam czyli do zaciętej walki dwóch Mercedesów. Po Singapurze ruszyła lawina pytań o obecną formę Srebrnych Strzał, jednak zła forma zespołu w poprzednim wyścigu mogła być tylko wypadkiem przy pracy. Hamilton i Rosberg zamknęli usta krytykom którzy twierdzili że po zmianie przepisów dotyczących ciśnień w oponach zwycięstwo Mercedesa stanie się tylko marzeniem.
Pierwszy jak zwykle Hamilton, tuż za nim dojechał Rosberg. Najniższy stopień podium zajął zwyczajowo Sebastian Vettel.
Nie podobał mi się ten wyścig bo był nudny.  Pierwsza trójka była taka sama jak w zeszłym roku, no może nie całkiem bo w między czasie Vettel zdążył przejść z Red Bulla do Ferrari.
Tak więc oczekuje na już niecierpliwie na  Rosję :)

piątek, 2 października 2015

Szczęśliwi i pasjonaci Formuły 1 czasu nie liczą - Grand Prix Singapuru

Zróbmy nocny wyścig! Będzie fajnie! Tak chyba myślała osoba która postanowiła zorganizować Grand Prix po zmroku. Pomysł był jak najbardziej dobry - jak dotąd w Formule 1 nie było czegoś takiego jak wyścig w godzinach nocnych rozgrywany przy sztucznym oświetleniu.Pierwsze zawody odbyły się w 2008 roku, jednak ten tor mimo iż nie może pochwalić się takim stażem w kalendarzu F1 jak Monako czy Monza to jest jednym z moich ulubionych.
W tym roku kolejne zwycięstwo na tym torze do swojego nazwiska dopisał Sebastian Vettel. Niemiec jeżdżący od tego roku w barwach Ferrari wygrywał tu już wcześniej.
Nie wiem czy wiecie ale już odkąd Królowa Motosportu  zawitała na Marina Bay Street Circuit czyli już od ośmiu sezonów nie było wyścigu w którym nie pojawiłby się samochód bezpieczeństwa. Tor ten jest bardzo wąski, szerokie pobocza to tylko marzenie więc niezwykłą trudność sprawia wyprzedzanie, za to bardzo łatwo jest zakończyć wyścig na barierze.
W tym roku tradycji stało się zadość. Pierwszy wyjazd spowodowała kolizja Massy i Hulkenberga. Drugi  z kolei ...  kibic! Z początku byłam zdezorientowana , bo wszystkie bolidy całe ale kiedy okazało się że jakiś facet wlazł sobie ot tak na tor i spaceruje sobie [ Nawiasem mówiąc, jak on się tam do cholery dostał?] Po tym incydencie przestałam twierdzić ze wszystko już w tym sporcie już widziałam. Po kolejnej neutralizacji zaczęła się na nowo walka o pozycje i przewagę nad innymi rywalami.
Vettelowi udało się dowieźć zwycięstwo do mety, kolejne z resztą dla Ferrari. Drugi zameldował się Daniel Ricciardo. Kolejne podium dla Red Bull Racing okazało się niespodzianką, jednak nie taką jak trzecie miejsce Kimiego Raikkonena. W porównaniu do Włoch ten wyścig był dla Kimasa dużo lepszy, jednak wolałabym oglądać go jako zwycięzce. Do końca sezonu jest jeszcze kilka wyścigów i mama nadzieję ze przez ten czas Raikkonen  będzie częściej na podium.
W tym wyścigu najdziwniejszym faktem okazało się to że nikogo z Mercedesa nie było w pierwszej trójce. Hamilton ze względu na awarię bolidu zmuszony był się wycofać a Rosberg dojechał na czwartym miejscu.
Pozostaje mi wierzyć że to był zwykły wypadek przy pracy, jednak przeraża mnie wizja reszty sezonu, który jest całkowicie zdominowany przez Hamiltona ...

sobota, 26 września 2015

Powtórka z rozrywki: Hamilton zwycięża na Monzy

Monza to jeden z tych torów, które pamiętają czasy pierwszego sezonu Formuły 1 z 1950 roku. Cholernie klimatyczny, związany z historią Włoch jak samo Ferrari. Z reszta wątpię czy jedno potrafiło by istnieć bez drugiego. I jak sobie pomyślę że przyszłość Monzy w F1 jest niepewna to aż mnie w środku przewraca.  Podczas tego Grand Prix zawsze wracam myślami do wydarzeń z 2006 roku czyli czasów kiedy Kubica po raz pierwszy stanął na podium. Fajnie było go widzieć w najlepszej trójce obok Schumachera i Raikkonena. To właśnie wtedy pokazał że nie przypadkiem znalazł się w  F1.
Podczas tegorocznych zawodów miałam nadzieję że wysoka pozycja w kwalifikacjach Kimiego pomoże mu w walce z Hamiltonem. Po cichu liczyłam także na Vettela który razem z Rosbergiem znajdował się za ich plecami. Kiedy spodziewałam się że Raikkonen wystrzeli ja z procy i będzie próbował odebrać Lewisowi prowadzenie jednak po zgaśnięciu świateł nie ruszył! Ba, spadł nawet na koniec stawki. Wtedy straciłam jakiekolwiek nadzieje na zwycięstwo Ferrari w swoim domowym wyścigu. Wątpię że to była wina Kimasa. Nie wierzę że jest w stanie aż tak zepsuć start, obstawiam że raczej coś musiało się zepsuć w bolidzie, który jest naszpikowany elektroniką. Jednak pozycja Raikkonenna w teamie z Maranello jest niezagrożona, ponieważ podpisał kontrakt na kolejny sezon i dalej będziemy mogli oglądać go w Ferrari. Do jego fotela byli przymierzany między innymi Valtteri Bottas, jednak on także najprawdopodobniej zostanie na starych śmieciach.
W nieciekawy sposób Grand Prix skończyła się dla obu kierowców Lotusa. Już przed dziesiątym okrążeniem mogli się pakować. Po sukcesie w Spa myślałam że uda się Grosejanowi i Maldonado zapunktować ale jednak się przeliczyłam.
Moim zdaniem wyścig był ... nudny! Miałam cichą nadzieje że Rosbergowi mimo słabych kwalifikacji uda się jakoś wybić i uzyskać dobry rezultat, jednak musiał się wycofać. Problemy z samochodem po raz kolejny dały się we znaki. W ten sposób tytuł mistrzowski się od niego oddalił a przepaść dzieląca jego i Hamiltona wzrosła do pięćdziesięciu trzech punktów. Przez to że nie udało mu się dojechać w pierwszej dziesiątce zmniejszyła się jego przewaga nad Vettelem, więc jego ewentualne wicemistrzostwo jest zagrożone.
W wyścigu najlepszy okazał się  Hamilton, który po raz kolejny odniósł zwycięstwo, w dodatku drugi rok z rzędu. Drugie miejsce zajął reprezentant Ferrari - Sebastian Vettel. Niespodziewanie na najniższym stopniu podium znalazł się Felipe Massa. Szkoda mi Rosberga który niestety nie może zaliczyć tej Grand Prix do tych najlepszych. Żałuję trochę że Lotus nie powalczył tym razem o punkty, jednak z trzeciego miejsca Massy i czwartego Bottasa jestem zadowolona. Kimi ostatecznie był piaty ale jednak po udanych kwalifikacjach byłam pewna że powalczy o zwycięstwo. Po za tym na dobrych pozycjach dojechali kierowcy Force India. Sergio Perez i Nico Hunkenberg którzy dojechali kolejno na szóstym i siódmym miejscu.  Ze startu może myć także zadowolony Marcus Ericsson, który zajął przedostatnie punktowane miejsce. Nie mogę zapomnieć także o zawodnikach Red Bulla. Ricciardo i Kvyat dojechali na ósmej i dziesiątej pozycji.
Przyglądając się temu zespołowi nie powiedziałabym że jeszcze wcale nie tak dawno odnosili zwycięstwa a  nawet tytuły mistrzowskie. Gdybym była nowicjuszem w tym temacie to bym uznała go za team który walczy o przetrwanie i punkty a nie o mistrzostwa. W barwach Red Bulla Vettel zdobył wszystkie swoje tytuły, więc liczę że w przyszłości czerwone byki pokażą  na co je stać. Może uda im się to w Singapurze ?

środa, 23 września 2015

Myślałam że nie doczekam czasów kiedy Lotus będzie jeszcze kiedyś na podium.

Tor Spa Francorchamps można uznać za jedyny w swoim rodzaju. Kiedyś piętnastokilometrowa pętla została skrócona do niewiele ponad siedmiu, ale mimo wielokrotnej przebudowy i modernizacji to okrążenie jest najdłuższe w całym kalendarzu.
Osoba, która kojarzy mi się z tym miejscem to nie kto inny niż sam Michael Schumacher. Właśnie w Belgii w sezonie 1991 wystartował w swoim pierwszym wyścigu w karierze a rok później odniósł tam swoje pierwsze zwycięstwo. Schumi zwyciężał tam aż sześć razy, jednak najbardziej spektakularną wygrana odniósł w 1995 startując podajże z szesnastej pozycji. W 2011 podczas tej Grand Prix obchodził dwudziestolecie pierwszego wyścigu a zaledwie rok później swój trzy setny start ( i tak ma mniej niż Barrichello).
W tym roku z pierwszej linii startowały oba Mercedesy. Niestety już na okrążeniu formującym z rywalizacji zmuszony był wycofać się Nico Hulkenberg.
Po wystartowaniu Hamilton zdołał utrzymać swoją pozycję. Niespodziewanie do przodu przebił się Sergio Perez. Chwilowo miała nadzieje że zdoła on powalczyć z liderem jednak bolid Force India jest dużo słabszy niż samochód Mercedesa. Rosberg całkiem zawalił start, jednak z biegiem czasu udało mu się uzyskać stracone pozycje. Liczyłam na walkę obu Mercedesów jednak Hamilton nie miał zamiaru oddawać pozycji. Pod koniec wyścigu rozwinęła się ciekawa akcja między Sebastianem Vettelem a Romainem Grosjeanem. Była to walka o najniższy stopień podium między kierowcami Ferrari i Lotusa. Myślami byłam za Groszkiem jednak byłam przekonana że Seba obroni pozycję, bo przecież ma cztery tytuły mistrzowskie i lepszy samochód. W dodatku miałam w pamięci rozróbę Romaina na torze Spa w sezonie 2012 po którym sędziowie postanowili usadzić go na jeden wyścig i przez to nie  mogłam zobaczyć go we Włoszech. Jednak Ferrari w swoim 900 wyścigu trochę przedobrzyło z obliczeniami i jedna z opon Vettela nie wytrwała do końca wyścigu i rozpadła się. Kierowca musiał zjechać na nieplanowaną wymianę opon i w ten sposób stracił pozycję.
Wyścig wygrał Hamilton, drugi był Rosberg a trzecie miejsce niespodziewanie zajął Grosjean.  Bardzo cieszyłam się z pierwszego w tym sezonie podium dla Lotusa. Ostatnio Romain był na podium w 2013 roku podczas Grand Prix USA. Sezon 2014 był dla niego ubogi w punkty bo tylko dwa razy ukończył wyścig w punktowanej pierwszej dziesiąte.
Trochę żałuję że na mecie nie widziałam Daniela Ricciardo, który zwyciężył w zeszłym roku na tym torze, jednak usterka w jego bolidzie nie pozwoliła tym razem na dobry wynik.
Jestem zadowolona z czwartego miejsca Kvyata oraz  piątej Pereza. Williamsy dojechały na szóstej i dziewiątej pozycji. Przyznam szczerze że liczyłam na coś więcej w wykonaniu tej ekipy.
Nie ukrywam jednak że podium w postaci Hamilton, Rosberg, Grosjean podoba mi się i to bardzo.

sobota, 19 września 2015

Gdybym nie widziała to bym nie uwierzyła - Grand Prix Węgier.

Hungaroring jest chyba jednym z tych torów, który ściągał najwięcej Polskich kibiców. Znajduje się on stosunkowo blisko naszego kraju, w dodatku jest powiązany z Robertem Kubicą, który debiutował w tej Grand Prix w 2006 roku jako zastępca Jacquesa Villeneuva - etatowego kierowcy BMW Sauber , który podczas poprzedniego wyścigu doznał kontuzji.  Polak dojechał do mety na siódmej pozycji, jednak został zdyskwalifikowany ponieważ jego bolid okazał sie za lekki. Robson jednak nie musiał wracać na fotel trzeciego kierowcy ponieważ zespół postanowił rozwiązać kontrakt z Villeneuvem, co zapewniło mu starty do końca sezonu w miejscu Kanadyjskiego mistrza świata z 1997 roku.
Hungaroring jest szczególny głownie dlatego iż Grand Prix które odbywało się na tym torze było pierwsze po za żelazną kurtyną ( zainteresowanych odsyłam do książki od historii )
W tym roku pierwszą linię obstawiły oba Merce z Hamiltonem na czele. Byłam pewna że skończy się ja zawsze, jednak dużą niespodziankę sprawił mi Sebastian Vettel którey wyprzedził obie Srebrne Strzały. Z resztą jego wyczyn powtórzył Kimi Raikkonen - drugi kierowca Ferrari. Ostatecznie Lewis który startował z Pole Position ostatecznie spadł na czwarte miejsce, tuż za Rosbergiem. Kiedy próbował dopaść rywala wypadł po za tor. Zdołał wrócić, jednak dodatkowe sekundy sprawiły że spadł na dziesiątą pozycję. I to wszystko na pierwszym kółku!
Po za interesującym początkiem nic przykuwającego uwagi się nie działo po za walczącym o wyższe pozycje Hamiltonem i kontaktem między Maldonado a Perezem na dziewiętnastym okrążeniu co kosztowało Meksykanina wyjazd po za tor.
Na czterdziestym trzecim okrążeniu zawodnik Force India - Nico Hulkenberg znalazł się po za torem i uderzył w bandę. Mocowania od przedniego skrzydła najprawdopodobniej odpadły i wpadło ono pod bolid. Zawodnik spowodował  pojawienie się Samochodu Bezpieczeństwa. Elementy z samochodu porozrzucane były na torze, obok wyjazdu z boksów. Wtedy sędziowie postanowili  przepuścić kierowców przez aleję serwisową aby wirażowi szybciej uwinęli się z robotą. Po neutralizacji od nowa zaczęła się walka o dodatkowe sekundy nad przeciwnikiem. Jednak duże rozczarowanie przeżyłam kiedy na pięćdziesiątym trzecim kółko Raikkonen zjechał do alei serwisowej a następnie zatrzymał się na swoim stanowisku i po zmianie ogumienia zgasił silnik. Było już wiadome że Kimi wycofuje się z wyścigu. Po dobrym starcie liczyłam na miejsce na podium, jednak tym razem tylko na marzeniach się niestety skończyło.
Na sześćdziesiątym czwartym okrążeniu podczas walki Ricciardo i Rosberga doszło do incydentu. W bolidzie Daniela zostało uszkodzone przednie skrzydło a w Mercedesie Nico jedna z tylnych opon. Sędziowie postanowili nie karać żadnego z nich.
Na Węgrzech na najwyższym stopniu podium staną niespodziewanie  Sebastian Vettel. Jest to dla niego już drugie zwycięstwo w tym sezonie jak i w barwach Ferrari. Niespodzianką okazała się druga pozycja Daniłła Kvyata. Na trzecim miejscu znalazł się Daniel Ricciardo. Śmiem twierdzić że ten tor jest dla niego szczęśliwy po rok temu też stał tutaj na podium.
Niestety w pierwszej trójce nie znaleźli się kierowcy Mercedesa- ani Rosberg ani Hamilton. Jest to dla mnie zaskoczenie ponieważ od dłuższego czasu nie było wyścigu aby któryś z reprezentantów Srebrnych Strzał nie znalazł się na podium.
Nie tylko to mnie zadziwiło. Największe wrażenie wywarło na mnie to iż oba McLareny dojechały w punktach, a zwłaszcza że Alonso znalazł się na piątej pozycji. Jaki jest ten team w tym sezonie wszyscy wiedzą, Zamiast walczyć o podia, albo chociaż o środek stawki to przeważnie okupują tyły ze względu na słabe bolidy więc te dwanaście punktów zdobytych wspólnie przez Alonso i Buttona można uznać za coś niezwykłego.

piątek, 28 sierpnia 2015

Rajdowe wojaże Roberta Kubicy: Rajd Niemiec

Po zakończeniu rajdu Finlandii miałam nadzieję że start w Niemczech przyniesie zespołowi kolejne punkty. Impreza jeszcze się nawet dobrze nie zaczęła a załoga Kubicy jak zwykle z problemami. Ten rajd już na początku był pechowy ze względu na wymianę silnika, za co sędziowie kierując się regulaminem postanowili ukarać Polaków doliczając im nadprogramowe pięć minut. Jednak nie tylko dodatkowy czas spowodował kiepski. Pierwszego dnia nie obyło się bez przygód. Załoga Kubica-Szczepaniak miała nieprzyjemną sytuację na siódmym odcinku specjalnym. Niewielki błąd w winnicy spowodował wypadnięcie z trasy i zbicie przedniej szyby. Jednak ze względu na słabą widoczność trzeba było się jej pozbyć więc do mety dojechali w goglach i z naturalną klimatyzacją.
Problemy pojawiły się także na bodajże trzynastym odcinku specjalnym, gdzie Polska załoga urwała koło, jednak miałam okazje oglądać ich na Power Stage zamykającym ten rajd.
Na ostatnim niedzielnym oesie Kubica startował jako pierwszy i uzyskał czas 9.10.9, jednak później okazało się że Ott Tanak miał taki sam czas przejazdu.
Tak więc Robert ukończył Power Stage na piątym miejscu ale z czwartym czasem. Niewiele brakowało mu do pierwszej trójki a  wiadomo że ostatni odcinek specjalny jest dodatkowo punktowany ale tylko do trzeciego miejsca. Z punktami czy nie Kubicy jakoś udało się dotrzeć do mety co już dla mnie jest powodem do szczęścia jednak tegoroczne Niemieckie wojaże w  jego wykonaniu to ciut za mało. Obstawiałam że dojedzie w pierwszej dziesiątce i będzie wyżej w generalce, jednak chyba moje oczekiwania były zbyt optymistyczne.
Po kolejnym wygranym rajdzie Ogier jeszcze bardziej umocnił się na fotelu lidera i raczej wątpię czy ktoś zdoła mu odebrać tytuł mistrzowski.
Następna impreza odbędzie się w Australii ale jednak Kubica zrezygnował ze startu w krainie kangurów, z resztą nie on jeden.Tak czy inaczej Roberta zobaczymy dopiero w październiku na Korsyce, jednak mam nadzieje że ta przerwa dobrze im zrobi bo chciałabym zobaczyć ich jeszce kiedyś w pierwszej dziesiątce.

piątek, 21 sierpnia 2015

Rajdowe Wojaże Roberta Kubicy: Rajd Finlandii.

Sukces, jakim było dojechanie na ósmym miejscu w Rajdzie Polski sprawił że byłam myśli że wszystkie porażki Roberta Kubicy to już przeszłość. Z utęsknieniem czekałam na kolejną rundę która miała się odbyć w zimnej Finlandii - ojczyźnie mistrzów Formuły 1 takich jak Kimi Raikkonen, Keke Rosberg czy Mika Hakkinen. Przyznam że siadając przed telewizorem miałam nadzieje że Kubica i Szczepaniak dadzą rady powtórzyć to co się działo w Polsce.
Początek był dobry jednak dopiero potem pojawiły się problemy między innymi z alternatorem, którego zadaniem jest wytwarzanie prądu w samochodzie. Mimo tego  Polska załoga jechała dalej jednak na osiemnastym odcinku specjalnym, pod sam koniec wypadł z trasy, rozbijając przy tym auto. Nikomu nic się nie stało jednak Kubica jak i Szczepaniak dotarli do mety ... pieszo.
W Finlandii zwycięstwo odniósł Jari- Matti Latvala niesiony dopingiem swoich rodaków. Pokonał on co prawda Ogiera jednak  nie ma  szans w dogonieniu go w klasyfikacji generalnej. Latvala obecnie zajmuje czwartą pozycję, tracąc trzy punkty do Madsa Ostberga więc ma jeszcze szanse na podium na koniec sezonu. Z kolei całkowicie inna jest sytuacja między liderem - Sebastianem Ogierem a wiceliderem - Andreasem Mikkelsenem jest aż siedemdziesiąci osiem punktów więc Francuz ma mocną pozycję.
A Kubica ? Obecnie zajmuje szesnastą pozycje z sześcioma punktami. Do końca sezonu pozostało jeszcze kilka innych rajdów więc mam nadzieję że Polska  załoga zdąży się jeszcze wykazać.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Legendy Formuły 1

Nieodłączną częścią Formuły 1 są ludzie, którzy ryzykują życie dla swojej  pasji. Ta książka opowiada właśnie o nich. Są to różne osoby, z różną historią, wiekiem i usposobieniami, ale wszystkich łączy jedno - miłość do ścigania.
Autor umieścił w niej trzydziestu najznakomitszych kierowców, którzy na stałe zapisali się na kartach historii tego niebezpiecznego a za razem ekscytującego sportu. Nie mogło tam zabraknąć wielkich nazwisk jak Schumacher, Hakkinen, Senna, Fangio, Lauda czy Fittipaldi. Pojawiają się także obecni mistrzowie tacy jak Alonso, Hamilton oraz Button.
W tej lekturze przedstawione są krótkie  a zarazem ciekawe biografie całej trzydziestki więc można się dowiedzieć jak zaczynali wielcy mistrzowie.
Na tą książkę natknęłam się w Empiku w 2012 roku. Z czasem okazało się że do były najlepiej wydane dwie dychy w moim życiu, bo to właśnie ona rozwinęła we mnie miłość do historii i do innych kierowców, którzy ścigali się kilka dekad przed moimi narodzinami. Jedak z biegiem czasu który poświęcałam i dalej poświęcam na poznawanie świata wyścigów to szczerze mówiąc nie polecam jej, chociaż byłaby idealna dla osób które  dopiero zaczęły swoją przygodę z Formułą 1. Brakuje mi tutaj kilku kierowców jak John Surtees, Keke Rosberg, Kimi Raikkonen czy Johen Rindt ale kij z tym. Jedyne co mi przeszkadza  i jednocześnie skreśla tą książkę to błędy. Autor pomylił się w jednym z tytułów Jacka Brabhama, wskrzesił Tazio Nuvolariego i przyznał mu tytuł mistrzowski dwadzieścia trzy lata po śmierci, nie uwzględnił tego iż w 1999 roku Schumacher po wypadku wrócił na dwa ostatnie wyścigi bo jego zdaniem kontuzja wycofała go do końca sezonu. Tak samo jak i zaczął  karierę w Benettone zaczął rok później niż to było naprawdę.
Tak czy inaczej ta książka mimo interesujących osobowości które zostały opisane nie jest w gronie tych, które lubię, jednak moje zdanie byłoby całkiem inne gdyby nie pojawiły się te błędy przez które łatwo wprowadzić czytelnika w błąd.

środa, 29 lipca 2015

Rajdowe wojaże Roberta Kubicy: Rajd Polski

W tym roku odbył się siedemdziesiąty drugi Rajd Polski. Inauguracyjne zawody odbyły się w latach dwudziestych ubiegłego wieku, dziś ta impreza swoim stażem ustępuje tylko Monte Carlo i jest drugą najstarsza tego typu.
Rajd odbył się w tym samym czasie co Grand Prix Wielkiej Brytanii ale udało mi się obejrzeć to co dzieje się w WRC jak i Formule 1. Oprócz Kubicy w domowej rundzie mogliśmy podziwiać jazdę Krzysztofa Hołowczyca. Miałam nadzieję że będzie jeszcze zwycięzca tego rajdu - Kajetan Kajetanowicz ale on postanowił inaczej brać udział w  tej imprezie bo nie jako kierowca ale komentator telewizyjny :)
Pierwszy odcinek specjalny odbył się we czwartek na torze Mikołajki Arena. Załoga Robert Kubica- Maciek Szczepaniak miała startować prawie na samym końcu. Ich przeciwnikami był zespół Madsa Ostberga i Jonasa Anderssona. Polska załoga okazała się tylko gorsza od Sebastiana Ogiera, który uzyskał najlepszy czas przejazdu. Jednak nie Francuz był bohaterem dnia tylko Kubica który uzyskał znakomity wynik przed własną publicznością.
Ten rajd był dobry w wykonaniu Roberta. Nie wygrał żadnego odcinka specjalnego ale na tarasach meldował się dosyć wysoko.  Koszmarny okazał się Power Stage, gdzie Polak złapał gumę i zmarnował szanse na utrzymanie siódmego miejsca. Końcówka nie była szczęśliwa także dla Latvali bo uszkodził swój samochód i także nie miał najlepszego czasu.
Rajd Polski wygrał Sebastian Ogier i powiększył przewagę nad rywalami. Robert opuścił Polskę z czterema dodatkowymi punktami na swoim koncie. Sytuacja może wyglądałaby inaczej gdyby nie odwołano jednego z odcinków specjalnych ze względu na kibiców którzy stali w bardzo niebezpiecznych miejscach. Rozumiem każdy chcę Kubicę, Hołka czy Mikelsena ale nie musi  stać tak blisko, no chyba że na 100% wierzą w umiejętności kierowcy ale moim zdaniem stanie przy samej drodze to istna głupota bo o wypadek nietrudno.
Swego czasu pojawiły się plotki że Robert wystartuje  jeszcze w dodatkowym  rajdzie w Polsce, miał być to Rajd Warmiński, jednak Kubica zdementował je.
Teraz  nie mogę się doczekać kiedy Robson będzie się ścigał w Filnandii. Mam nadzieje że pójdzie mu dobrze i zdobędzie kolejne punkty.

niedziela, 26 lipca 2015

Wyścigowe święto na Silverstone

Nieodłącznym elementem Formuły 1 są trzy tory : Monako, Monza i właśnie Silverstone. To właśnie tam 13 maja 1950 roku odbyły się inauguracyjne zawody pierwszego oficjalnego sezonu Formuły 1, sezonu od którego zaczęto przyznawać mistrzostwa. Wyścig zakończył się triumfem Fariny, kierowcy Alfy Romeo, który jest uważany za pierwszego mistrza świata Formuły 1.
Tegoroczne kwalifikacje wygrały Mercedesy i to właśnie Hamilton i Rosberg startowali z pierwszej linii, co już drugi sezon nie jest dla mnie zaskoczeniem. Jednak byłam bardzo zdziwiona kiedy kierowcy Williamsa pokonali Mercedesy i znaleźli się na przodzie stawki. Bardzo dobrze wystartował Felipe Massa, który w kilka sekund dogonił rywali i objął prowadzenie. Brawa także dla drugiego kierowcy Williamsa- Valtteriego Bottasa, który także obezwładnił Srebrne Strzały. Ciekawi mnie reakcja Hamiltona kiedy najpierw wyprzedził go Massa a potem Bottas.
Już na pierwszym okrążeniu pojawił się Safety Car.  Ze względu na kolizję odpadli obaj kierowcy Lotusa - Grosjean i Maldonado oraz Button. Dla Jensona nigdy nie była to szczęśliwa Grand Prix. Nigdy nie odniósł zwycięstwa w swojej ojczyźnie, ba nawet nigdy nie miał okazji stać tutaj na podium chociaż w Formule 1 jeździ już od 2000 roku. Jego najwyższą lokatą w Brytyjskim wyścigu było tylko czwarte miejsce.
W tym wyścigu miałam nadzieję że Massa w końcu odniesie zwycięstwo. Od czasu swojego wypadku na Hungaroringu w 2009 roku niestety nie odniósł żadnego zwycięstwa. Zaczęło się wspaniale ale przez deszcz skończyło się jak zwykle. Wyścig wygrał Hamilton, za num uplasował się Rosberg i Vettel. Byłam pewna ze w tym wyścigu któryś z kierowców Williamsa będzie na podium ale oba Mercedesy i bolid Ferrari  okazali się lepsi. Na czwartym i piątym miejscu znaleźli się wcześniej wspomniani Massa i Bottas. Dalej byli już  Kvyat, Hulkenberg, Raikkonen, Perez, Alonso, Ericsson, Mehri i Stevens. Na dwudziesty kierowców na mecie zameldowało się tylko trzynastu wraz z Felipem Naserm który wycofał się jeszcze przed startem ze względu na awarię.
W tym wyścigu pierwszy punk dla McLarena zdobył Fernando Alonso, dojeżdżając na dziesiątej a jednocześnie ostatniej punktowanej pozycji.
Pozostaje mi mieć nadzieje że Williams odniesie sukces na Węgrzech.

niedziela, 19 lipca 2015

Dobrzy kierowcy mają to do siebie, że niestety bardzo szybko odchodzą ...

Wiele razy zachwycałam się sportem jakim jest Formuła 1. Imponowały mi samochody, odwaga kierowców, adrenalina, walka do ostatnich metrów o zwycięstwo. Tyle razy czytałam o słynnych zawodnikach czy zespołach, które na stałe zmieniły historię tego sportu. Jednak często zapominam jak niebezpieczna jest Królowa Motosport, ilu ludzi straciło życie poświęcając się swoje pasji.
Wczoraj rano doszła do mnie wiadomość że Jules Bianchi nie żyje. Zmarł dziewięć miesięcy po tragicznym wypadu, który miał  miejsce piątego października ubiegłego roku podczas wyścigu w Japonii. Młody Francuz uderzył w dźwig który miał za zadanie usunąć z toru uszkodzony bolid Adriana Sutila. Przetransportowano go do szpitala gdzie przeszedł operacje. Przez te kilka miesięcy po wypadku był w śpiączce . Odszedł w nocy z piątku na sobotę. Bianchi jest pierwszą od ofiarą śmiertelną w Formule 1 od czasu nagłego odejścia Ayrtona Senny, czyli od 21 lat.
Ta wiadomość mnie bardzo zasmuciła, wręcz załamała. Od momentu jego wypadku myślałam że wszystko jakoś się ułoży, że zdoła wrócić do zdrowia. Miałam nadzieje że ten młody człowiek wybroni się od śmierci, wygra jeden z ważniejszych wyścigów w swoim życiu. Tak jak w Monako, kiedy dokonał niemożliwego i zdobył dwa punkty jadąc bolidem Marussi, która z resztą była dosyć daleko od stawki, bo kierowcy tego teamu prawie zawsze meldowali się na ostatnich miejscach.   Dzisiaj dociera do mnie świadomość jak kruche jest ludzkie życie. Jules Bianchi był niespełna dwudziestosześcioletnim kierowcą przed którym kariera w Formule 1 stała otworem. Wiele ludzi widząc jego jazdę i postawę podczas wyścigów twierdziło że przejście do lepszego zespołu jest tylko kwestią czasu. Mógł jeszcze wiele osiągnąć. Niestety jego życie zostało brutalnie przerwane. Francuz na pewno miał swoje plany i marzenia jednak wypadek przekreślił wszystko.
Świat Formuły 1 jest zszokowany jego śmiercią. Koledzy z padoku żegnają go na różnych portalach społecznościowych, wyrażają swój żal po jego odejściu. Motosport stracił jednego z lepszych kierowców którzy mieli szansę kiedykolwiek zasiąść w bolidzie. Po raz kolejny Formuła 1 jak bardzo jest brutalna. Będzie mi bardzo brakowało Julesa. Niech spoczywa w pokoju...
Jules Bianchi
1989-2015

poniedziałek, 6 lipca 2015

Dwa Mercedesy + bolid Williamsa = Podium

W mojej pamięci na stałe zapisały się zeszłoroczne kwalifikacje do Grand Prix Austrii, kiedy to wygrał je Felipe Massa  i do tego wyścigu ruszał z pierwszego pola. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie wszechobecna dominacja Mercedesa. Tylko Brazylijczykowi udało się uzyskać pole position z wyjątkiem dwóch kierowców Srebrnych Strzał którzy przez cały sezon naprzemiennie ruszali z pierwszego pola.
Do tegorocznego wyścigu w pierwszej linii  na starcie ustawiły się oba Mercedesy. W kwalifikacjach dominował Hamilton, ale to Rosberg miał dużo lepszy start, mimo iż do tych zawodów ruszał z drugiej pozycji. Udało mu się wyprzedzić rywala a jednocześnie kolegę z zespołu i objąć prowadzenie. 
Początek wyścigu była bardzo pechowy dla Raikkonena i Alonso. Obaj kierowcy zderzyli się ze sobą. Wypadek wyglądał bardzo niebezpiecznie ale na szczęście nikomu nic się nie stało i obaj zdołali wyjść z rozbitych bolidów o własnych siłach. Na czas sprzątnięcia samochodów a raczej tego co z nich zostało sędziwe postanowili wypuścić  Samochód Bezpieczeństwa. Po neutralizacji Rosberg dalej utrzymywał dobre tempo i rywali za sobą.
Na dziesiątym okrążeniu Button zjechał do boksów i postanowił się wycofać z dalszej rywalizacji. W tym sezonie McLaren zamiast walczyć o podia i punktowane miejsca walczy tylko o przetrwanie. Ostatnie zwycięstwo w barwach tego zespołu wywalczył podczas Grand Prix Brazylii wcześniej wspomniany Jenson Button w sezonie 2012. Szkoda mi jego jak i Alonso. Obydwaj byli kiedyś mistrzami świata, a Hiszpan nawet dwukrotnie. Teraz patrząc co się dzieje z ich zespołem to chce mi się płakać. Team który na stałe zapisał w historii Formuły 1, pod względem sukcesów ustępujący tylko Ferrari walczy teraz o przetrwanie.
W Austrii triumfował Nico Rosberg. Drugie miejsce należało do Lewisa Hamiltona. Niespodziewanie na najniższym stopniu podium stanął reprezentant Williamsa- Felipe Massa. Jestem dumna z Brazylijczyka, chociaż chciałabym oglądać go jako zwycięzcę, ponieważ ostatnią wygraną odniósł jeszcze jeżdżąc w barwach Ferrari w Brazylii w  2008 roku. 

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rajdowe wojaże Roberta Kubicy: Rajd Włoch

Ten świetny wynik Roberta w Portugalii sprawił że z utęsknieniem czekałam na Rajd Włoch odbywający się na urokliwej Sardynii. Przyznam szczerze że te twa punkty zdobyte jeden rajd wcześniej rozbudziły we mnie nadzieje że teraz to przed załogą Kubica-Szczepaniak tylko same sukcesy. Niestety to co działo się we Włoszech, sprowadziło mnie i moje optymistyczne myślenie na ziemię.
Już podczas czwartkowego Shakedown Robert i Maciek zajęli siódmy czas. W tym odcinku specjalnym najszybszy okazał się kierowca Hyundaya - Dani Sordo.
Ten rajd nie obył się bez kłopotów Polskiej załogi. Po siedemnastym odcinku specjalnym postanowili się wycofać ze względu na awarie samochodu, ale powrócili  w niedziele do rywalizacji. Nie było aż tak źle, zwłaszcza na przedostatnim odcinku specjalnym, kiedy to Kubica uzyskał czwarty czas i podczas Powerstage, gdzie był szósty.
Mimo licznych przygód podczas tego weekendu udało mi się dojechać do mety ale niestety bez punktów.
Zwycięzcą w Sardynii okazał się nie kto inny jak kierowca Volkswagena- Sebastian Ogier. Mimo iż w ostatnich dwój rajdach nie stał na najwyższym stopniu podium to nadal posiada dużą przewagę nad innymi zawodnikami, którą dodatkowo powiększył wygrywając ten rajd. Oglądając piątkowy odcinek specjalny nie spodziewałam się że Ogier zdoła wygrać te zawody. Bardziej typowałam Latvalę, który w końcowej klasyfikacji zajął szóste miejsce, ale obecny mistrz pokazał że zwycięstwa tak łatwo nie odda.
Drugi czas zanotował Hayden Paddon a trzeci był Thierry Neuville. Niespodziewanie w punktach znalazł się także czeski Kierowca Skody - Jan Kopecky  i  pochodzący z Ukrainy Yuri Protasov.
Na podsumowanie chciałabym napisać że bardzo ciesze się z czwartej pozycji Elfyna Evansa, chociaż jestem troszkę zawiedziona tym że Kubica skończył rajd trochę daleko za punktowaną dziesiątką. Kolejna runda odbędzie się w Polsce. Mam nadzieje że duży doping rodaków sprawi że, Robert pojedzie dobrze w kolejnych zawodach odbywających się w jego ojczyźnie.

sobota, 27 czerwca 2015

Rajdowe wojaże Roberta Kubicy: Rajd Portugalii

Czekając na ten rajd w mojej głowie krążyła jedna myśl a mianowicie taka ze Kubica wraca do gry. W recenzji dotyczącej Argentyny kilka osób pytało mnie dlaczego Polski kierowca postanowił sobie odpuścić najbliższy rajd. Powiem tak: team w którym ściga się Robert jest teamem prywatnym stworzonym przez wyżej wymienionego krakowianina. Na  oficjalnej stronie na Facebooku napisał że odpuszcza sobie  ten rajd z powodu wprowadzenia jakichś zmian. Po jakimś czasie pojawiły się plotki że w samochodzie pojawiła usterka której nie zdążyli naprawić a jeszcze  później to iż Kubica pokłócił się ze sponsorami. Jednak w Portugalii Robert powrócił na trasę i pokazał że ta przerwa wcale nie była na darmo. Polski kierowca dowiózł do mety dwa punkty. Bardzo jestem z tego faktu zadowolona. Kubica dysponuje teraz zmienioną Fiestą, jednak zespół nie miał czasu na testy więc do Portugalii pojechali zieloni jak szczypiorek na wiosnę. Jednak auto nie okazało się złe, ponieważ dojechanie na dziewiątej pozycji zagwarantowało pierwsze punkty w tym sezonie.
W tym rajdzie niespodzianką było dla mnie zwycięstwo Latvali. Fiński kierowca w końcowej klasyfikacji miał osiem sekund przewagi nad obecnym mistrzem świata - Sebastianem Ogierem. Na trzecim miejscu znalazł się kolejny kierowca Volkswagena - Andreas Mikkelsen. Tuż po za pierwszą trójką dojechali Kris Meeke, Ott Tanak, Mads Ostberg, dwa Citroeny prowadzone przez Dani'ego Sordo i Hayden'a Paddona. Za nimi uplasował się Robert Kubica. Dziesiąte a jednocześnie ostatnie punktowane miejsce  należało do Martina Prokopa.
Chociaż Jari-Matti Latvala nie wygrał Power Stage'a ( ostatniego odcinka specjalnego) to przewaga którą budował przez cały weekend pozwoliła mu odnieść zwycięstwo.
Fajnie jest widzieć na pierwszym stopniu podium także innych kierowców niż Ogier. Nie lubię dominacji jednego kierowcy zarówno w Formule 1 jak i w rajdach WRC bo jest po prostu nudno. Jestem z gatunku tych, którzy uwielbiają walkę do końca sezonu. Chociaż w generalce nadal króluje Ogier to mam nadzieje że znajdzie się taki kierowca który powalczy z nim o mistrzostwo w tym sezonie.

piątek, 19 czerwca 2015

Kolejne zwycięstwo Hamiltona, niespodziewane podium Bottasa i dramat McLarena !

Tor imienia zmarłego Gilles 'a Villeneuve'a w Kanadzie to dla mnie bardzo sentymentalne miejsce. Wszyscy zapewne pamiętamy ten niebezpieczny wypadek Roberta Kubicy w 2007 roku. W oczach dziesięcioletniego dziecka wyglądał on dramatycznie ale z upływem lat dalej przechodzą mnie ciarki kiedy widzę  jak mój idol rozbija się o barierę a następnie przekoziołkuje na drugą stronę toru. Wypadek wyglądał bardzo poważnie, kierowca zamiast próbować się wydostać to nie poruszał się. Kubicę zabrano do szpitala i stwierdzono tylko skręcenie kostki i wstrząs mózgu. Rok później Robert wygrał wyścig w miejscu gdzie rok wcześniej mógł nawet zginąć. Było to jak na razie jedyne zwycięstwo w jego karierze, bo zakładam że do Formuły 1 może jeszcze wrócić.
W 2011 roku mogłam oglądać najdłuższy wyścig w historii tego sportu. Rozpoczął się  on o dwudziestej i trwał ponad cztery godziny, oczywiście cały oglądałam. Był on kilka razy przerywany ze względu na koszmarną pogodę, która uniemożliwiała jakąkolwiek jazdę.
W tym roku dominację pokazał Lewis Hamilton. Moim zdaniem start był zbyt spokojny a wyścig cholernie przewidywalny i nudny. Brakuje mi rywalizacji między zawodnikami.
Niemiło zaskoczyła mnie forma McLarena. Wiem z własnych obserwacji że forma tego zespołu w ostatnich latach uległa pogorszeniu. W tym sezonie team walczy tylko o przetrwanie. Prawdę mówiąc McLaren jest najbardziej utytułowaną stajnią w Formule 1 po za Ferrari. Przecież tacy kierowcy jak Lewis Hamilton, Alain Prost, Mika Hakkinen, czy Ayrton Senna zdobywali w jego barwach mistrzostwa. Dzisiaj kiedy widzę jak Button i Alonso wycofują się z wyścigu to mnie już całkiem ręce opadają. Zespół  ma bardzo bogatą i ciekawą historię ale teraz przeżywa kryzys. Gdybym nie to iż uwielbiam historię  a zwłaszcza historię Formuły 1 to nie miałabym pojęcia ze ten zespół osiągał kiedyś tytuły mistrzowskie.
Jeśli jesteśmy już przy porażkach to także zwiodłam się  na Red Bullach. Dziewiąta pozycja Kvyata i trzynasta Ricciardo to nie jest dobry wynik w wykonaniu kierowców zespołu w którego barwach Sebastian Vettel jeszcze nie tak dawno zdobył cztery mistrzostwa świata pod rząd.
Ten wyścig był cholernie przewidywalny, chociaż na samym początku liczyłam jeszcze na drugiego kierowcę Mercedesa.
Skończyło się tradycyjnie. Pierwszy linię mety przekroczył Lewis Hamilton a tuż za nim Nico Rosberg. Dużą niespodzianką okazała się trzecie pozycja Bottasa. Po tym co widziałam w Monako w wykonaniu Williamsa to jestem cholernie zadowolona z najniższego stopnia podium Valtteriego i szóstego miejsca Felipe Massy. Dla mnie to już jest jak zwycięstwo ale wciąż czekam na prawdziwą  wygraną kogoś z tego teamu, zwłaszcza że ostatnie pierwsze miejsce na podium było w GP Hiszpanii  w 2012 roku. Tak więc Williamsie do dzieła !

niedziela, 7 czerwca 2015

Rajdowe wojaże [bez] Roberta Kubicy: Rajd Argentyny

Niestety nie wystartujemy w Argentynie. To była bardzo trudna decyzja [...] - taki komunikat pojawił  się dwudziestego kwietnia na oficjalnej stronie Kubicy na Facebooku. Znaczyło to iż Robert z przyczyn technicznych niestety nie weźmie udziału w kolejnym rajdzie. Bardzo mi było przykro z tego powodu  ponieważ zawsze mu kibicuje. Potem pojawiły się różne plotki o jego konflikcie ze sponsorami i nie wiadomo było  czy polski kierowca będzie dalej jeździł ale te pogłoski okazały się nieprawdą bo po dłuższym wolnym mogliśmy oglądać go w kolejnym rajdzie.
W Argentynie już pierwszego dnia posypało niespodziankami. Podczas drugiego odcinka specjalnego  obecny mistrz świata - Sebastian Ogier był zmuszony wycofać się z rywalizacji ze względu na awarię swojego samochodu. To samo przytrafiło się Andreasowi Mikkelsenowi którego przed dalszą jazdą skutecznie powstrzymało uszkodzone zwieszenie.
Rajd Argentyny wygrał Kris Meeke  - kierowca fabrycznego zespołu Citroena. Niestety w pierwszej dziesiątce nie było żadnego kierowcy Volkswagena, byłam tym zawiedziona.
Myślałam że pod odpadnięciu Ogiera Szanse na zwycięstwo będzie miał Jari-Matti Latvala ale uplasował się na drugiej pozycji tuż za Meekeem.
W tym radzie bardzo brakowało mi Roberta Kubicy, ponieważ spodziewałam się dobrego startu w jego wykonaniu.
Z racji tego że rysunek jest jeszcze w trakcie kolorowania i nie zapowiada się abym prędko go skończyła to publikuje obrazek przedstawiający jak zmieniał się mój styl rysowania od 2012 roku.  

niedziela, 31 maja 2015

A teraz Rosberg może dopisać sobie do swojej listy kolejne zwycięstwo w Monako.

Odkąd zaczęłam nałogowo oglądać ten piękny sport to z utęsknieniem czekam na wyścig w Monako.
Tutaj nie ma praktycznie pobocza więc jeden błąd kosztuje bardzo wiele. Tor jest budowany co roku! Tak, tak, na co dzień jest to zwykła ulica. Przygotowania zaczynają się na kilka tygodni przed samym wyścigiem, kiedy od nowa są montowane bariery i tym podobne. W Monako jest bardzo trudno wyprzedzać więc te słabsze zespoły mają szanse na dobre pozycje, gdyż na normalnych torach  samochody są zbyt powolne aby dogonić stawkę. Dzisiaj nie zorganizowano by wyścigu na tak niebezpiecznym torze. Jest on wąski  i pełen bardzo ostrych zakrętów, ale to czyni go bardzo wyjątkowym. Innym czyni go także fakt  iż dwie pierwsze sesje odbywają się we czwartek a nie w piątek, przez co weekend jest o jeden dzień dłuższy. Najważniejsza jest jednak sobota, kiedy są kwalifikacje, im lepsza pozycja startowa uzyskana w przeddzień wyścigu tym większe szanse na dobry nieniedzielny rezultat.
Na pierwszym okrążeniu trochę się działo.Hamilton genialnie  obronił pole position  a Vettel starał się wyprzedzić Rosberga. Na samym początku zawodów byłam świadkiem kolizji Alonso i Hulkenberga. Sędziowie uznali że winnym jest hiszpański kierowca McLarena i zadecydowali o ukaraniu go. Jednak ten wyścig nie był dla Alonso szczęśliwy, jak i poprzednie odkąd jeździ dla brytyjskiego teamu. ponieważ na czterdziestym trzecim kółku w jego bolidzie pojawiła się awaria i musiał pożegnać się z dobrym wynikiem.
Tak patrząc na ten wyścig z perspektywy poprzednich to było nudno. Tak wydawało mi się do sześćdziesiątego czwartego okrążenia kiedy między Verstappenem a Grosjeanem doszło kolizji. Młody kierowca Scuderii Toro Rosso rozpędzonym samochodem wpakował się w barierę. Wypadek wyglądał na bardzo niebezpiecznie ale kierowca wyszedł z bolidu o własnych siłach. Wtedy zadecydowano  o pojawianiu się Samochodu Bezpieczeństwa, aby posprzątać to co zostało z bolidu Verstappena. Wielu kierowców zjechało do alei serwisowej  na pit stop w tym Lewis Hamilton. Jednak ta decyzja Mercedesa okazała się zła. Po restarcie wyścigu nie był w stanie dogonić Vettela i Rosberga  -który przejął pałeczkę lidera.
Widząc smutnego Lewisa na podium nie cieszyłam się wcale ze zwycięstwa Rosberga. Mimo tego iż wygrał to czułam pewien niedosyt. Gdyby obaj kierowcy Mercedesa walczyli ze sobą i ten pojedynek zwyciężyłby  Nico to całkiem inna sprawa. Uwielbiam kiedy na torze coś się dzieje a takie ściąganie do boksu w nieodpowiednim czasie wydaje mi się niesprawiedliwe.
Za ten wyścig muszę pochwalić kierowców Red Bull Racing, którzy zajęli czwartą i piątą pozycję. Na punkty załapał się także Jenson Button zdobywając pierwsze punkty dla swojego zespołu. W tym sezonie McLaren nie dysponuje dobrym bolidem więc to jest już jakiś sukces. Ale weźmy pod uwagę że ten brytyjski zespół jest tuż za Ferrari pod względem zwycięstw i zajebistości. W tym Grand Prix nie byłam zadowolona z postawi Williams GP, Bottas i Massa zajęli kolejno czternastą i piętnastą pozycję. Zespół jednak utrzymuje że kiepskie wyniki w tym wyścigu to tylko chwilowa niedyspozycja ale pozostaje mi wierzyć im na słowo że te problemy są tylko przejściowe.

niedziela, 24 maja 2015

I nastał taki dzień w tym sezonie kiedy Rosberg w końcu wygrał jakiś wyścig !

Hiszpania zawsze kojarzy mi się z czymś niezwykłym. Tu własnie w 1996 roku Michael Schumacher odniósł swoje pierwsze zwycięstwo dla Ferrari,zapewne nie wiedząc jeszcze że dzięki temu zespołowi stanie się najbardziej utytułowanym kierowcą w całej historii Formuły 1. W 2012 miałam okazję oglądać jak Pastor Maldonando zdobywa pierwsze i jak na razie ostatnie zwycięstwo w swojej karierze. Nikt nie spodziewał się że ktoś z ówczesnego Williamsa wygra a zwłaszcza Maldonando, który po tym sukcesie przez długi czas nie kończył wyścigu w punktach ( oprócz tego zwycięstwa pierwszej dziesiątce  do mety dojechał może ze cztery razy)
Kwalifikacje, które odbyły się dzień przed zawodami zostały wygrane przez Nico Rosberga. Długo czekałam na to aż drugi kierowca Srebrnych Strzał odniesie w tym sezonie jakiś sukces. Niemiec  w wyścigu zaliczył dobry start ale tego samego nie mogę powiedzieć o Lewisie Hamiltonie. Ten wyścig był dla niego słabszy, ponieważ przyzwyczaiłam się że to on a nie Rosberg jest na czele i wygrywa.
Na czwartym okrążeniu doszło do bratobójczej walki między kierowcami Lotusa - Grosjeanem i Maldonado. Jednak ten drugi musiał wycofać się z zawodów. Moim zdaniem w tym wyścigu dawny zespół Kubicy mógł zdobyć duże punkty. Na koniec zeszłego sezonu Lotus miał tylko dziesięć punktów w klasyfikacji generalnej. Na ten moment ma już aż szesnaście, a to dopiero piąty wyścig. Najsłabiej wypada Maldonado a póki co to Groszek kończy wyścigi w punktach. Szkoda mi jest Wenezuelczyka ze względu na ten jego pech.
Grand Prix Hiszpanii było niezbyt ciekawe. W porównaniu z zeszłym wyścigiem nudziłam się jak mops. Jednak cieszy mnie że w końcu w tym sezonie Rosbergowi udało się pokonać Hamiltona, który uplasował się tuż za nim. Najniższy stopień podium zajął Sebastian Vettel. Drugi kierowca Ferrari dojechał do mety na piątej pozycji. Widząc tegoroczną postawę zespołu z Maranello mam wrażenie że kryzys i różne plagi Egipskie zostały już powoli zażegnane i może być tylko lepiej.
Cieszę się również z tego że kierowcy Red Bulla - Kvyat i Ricciardo  zakończyli wyścig w pierwszej dziesiątce. Zespół który zdominował sezony 2010-2013 zmaga się z problemami. Dawniej uważany był za potęgę a teraz pałeczkę lidera przejął Mercedes.
Na dzień dzisiejszy mam nadzieje że w Monako będzie ciekawym wyścigiem ale znając życie tam nigdy nie brakuje wrażeń dla kierowców jak i dla kibiców.

środa, 13 maja 2015

Rajdowe wojaże Roberta Kubicy: Rajd Meksyku

Uwielbiam te transmisje odcinków specjalnych , które oglądam w telewizji. Jest ich niewiele w porównaniu do liczby oesów ale lepsze to niż czytanie skrótów w internecie, nie będąc naocznym światkiem tego co działo się  wiele kilometrów ode mnie.
Kolejna rajdowa impreza odbywała się w Meksyku. Kraj ten ma bardzo ciekawą kulturę, ale dopiero nie od tak dawna jest jedną z rund Rajdowych Mistrzostw Świata bo od dopiero 2004, chociaż  impreza inauguracyjna odbyła się jakieś jedenaście lat wcześniej. 
Miałam okazję oglądać pierwszy odcinek specjalny odbywał się o zmroku. Kierowcy walczyli o najlepszy rezultat w świecie lamp samochodowych i ulicznych. 
Podczas tego rajdu także nie obyło się bez  przygód i różnych wypadków. Hitem tej imprezy było utopienie samochodu przez Otta Tanaka. Załoga wypadła z trasy na trzecim odcinku specjalnym wprost do znajdującego się w pobliżu zbiornika wodnego. Kierowcy jak i pilotowi nic na szczęście się nie stało i cało wyszli z tej opresji. Niestety Estońska załoga nie mogła już kontynuować startów a auto wyciągano z tego jeziora dobry kawał czasu. Wypadek był bardzo niebezpieczny ale momentalnie przypomniała mi się pewna historia z Alberto Ascarim w roli głównej, który w 1955 roku rozbił swój bolid o przystań podczas Grand Prix Monaco.
W tym rajdzie Kubicy udało się wygrać jeden asfaltowy odcinek specjalny. Robert określa tą rundę jaką niezbyt dobrą ale także nie najgorszą. Co prawda ukończył rajd ale na dalekiej osiemnastej pozycji.
Najlepszy okazał się Sebastian Ogier który wygrał już trzecie zawody w tym sezonie i to własnie on prowadzi w klasyfikacji generalnej.
A tak nawiasem mówiąc zastanawiam się kiedy to skończę. 

niedziela, 10 maja 2015

Co tam zwycięstwo Hamiltona, ważne że Kimi jest na podium

Pierwszy oficjalny wyścig Formuły 1 w Bahrajnie odbył się w 2004 roku. Mimo iż inauguracyjne zawody wygrał nie kto inny niż Michael Schumacher to królem tego toru jest Fernando Alonso.
W tegorocznych kwalifikacjach niezłą klasę pokazał po raz kolejny Lewis Hamilton, któremu udało się uzyskać najlepszy czas okrążenia i zdobyć kolejne pole position do swojej kolekcji. Obok niego na starcie ustawił się Sebastian Vettel - kierowca teamu Ferrari, który w obecnym sezonie dysponuje większą formą niż zaledwie rok wcześniej. Z drugiej linii startował drugi zawodnik srebrnych strzał - Nico Rosberg oraz Kimi Raikkonen. Na stracie pojawiły się problemy w samochodzie Felipe Massy przez co ten zmuszony był wyruszyć z alei serwisowej.
Hamilton zdołał utrzymać swoją pozycję ale Rosberg stracił swoją pozycję na rzecz Icemana. Dobrze wystartowali obaj kierowcy Ferrari.
Podczas Grand Prix Chin narzekałam na nudę ale miałam nadzieję że sytuacja poprawi się w Bahrajnie. W obecnym wyścigu mogłam oglądać walkę Rosberga z Vettelem. Panowie walczyli ze sobą o wyższą pozycję trzy razy, jednak zawsze na korzyść Mercedesa. W tych zawodach Seba popełniał bardzo dużo błędów na przykład na trzydziestym szóstym okrążeniu przez co stracił pozycję na rzecz Nico Rosberga.W wyścigu nie oglądaliśmy niestety Jensona Buttona który w ogóle nie wystartował ponieważ mechanicy nie byli w stanie uporać się z awarią w jego samochodzie.
Moim zdaniem największym bohaterem tego wyścigu okazał się Kimi Raikkonen. Przez cały zeszły sezon zastanawiałam się kiedy Iceman znajdzie się w końcu na podium. Po odejściu z Lotusa i powrocie na stare śmieci do Ferrari miałam wrażenie że jakoś trudno jest mu się tam odnaleźć w rezultacie czego ani razu nie zakończył wyścigu w pierwszej trójce w zeszłym sezonie. W Grand Prix Bahrajnu udało mu się dojechać na drugiej pozycji. Byłby trzeci ale dzięki temu że Rosberg popełnił błąd w samej końcówce to udało mu się zyskać wyższą pozycje. Nie udało by mu się to gdyby nie wspaniałe tempo wyścigowe. Niemiec próbował się odegrać i odzyskać drugą pozycję ale niestety musiał zadowolić się najniższym stopniu podium. Zwycięstwo po raz kolejny w tym sezonie odniósł Lewis Hamilton, powiększając przy tym swój dorobek punktowy o dwadzieścia pięć oczek i przewagę nad innymi zawodnikami.
Oglądając GP Bahrajnu moją uwagę przykuła walka Bottasa i Vettela. Czterokrotny mistrz świata nie mógł sobie poradzić z dwudziestosześcioletnim finem. Cały czas próbował go wyprzedzić ale kierowca Williamsa nie dawał za wygraną i bronił się przed rywalem.
Za to Daniel Ricciardo może mówić o szczęściu w nieszczęściu. Z reguły jeśli w bolidzie psuje się silnik to z reguły jest już po zawodach. Awaria w samochodzie młodego Australijczyka pojawiła się na kilkadziesiąt metrów przed metą. Z tyłu bolidu wydobywały się kłęby białego dymu świadczące o tym że jednostka napędowa właśnie zakończyła swój żywot. Jednak mimo iż silnik uległ awarii to rozpędzony bolid Ricciardo dotoczył się do mety. Nie dość że udało mu się dojechać to zrobił to na szóstej pozycji.
Wygrał Hamilton, drygi był Raikkonen a trzeci Rosberg. Jednak dla mnie największym bohaterem był właśnie Kimi którego po długiej przerwie mogłam oglądać na podium :)

niedziela, 3 maja 2015

Pasja jest wszystkim co kocham i cenię ...

   Zawsze kiedy zaczynam grzebać w historii Formuły 1 to oprócz wspaniałych sukcesów które wpisują się w ten sport jestem także światkiem tego jak Królowa Motosportu jest  brutalna. Zawsze kiedy zaczytuje się w jakieś książce o mojej motoryzacyjnej pasji to krok po kroku śledzę poczynania ulubionych kierowców od wejścia do świata F1 po przez pierwsze podium, zwycięstwo, tytuł ...
Wiecie co jest w tym wszystkim najsmutniejsze ? To że niektórzy wspaniali kierowcy giną podczas wyścigu, zostawiając po sobie coś niedokończonego. Na dzień dzisiejszy trudno znaleźć osobę która bardziej ceni pasję niż własne życie.
   Często kiedy wspominam komuś że potrafię wstać o piątej rano aby oglądać swój ulubiony sport to słyszę : ,, Po co Ci to ? ''.  Niektórzy są zbyt leniwi aby odkryć w sobie jakąś pasję czy zamiłowanie. Najlepiej to powiedzieć że nie ma się żadnego hobby.
    Pierwszego maja minęła dwudziesta pierwsza rocznica śmierci Ayrtona Senny. Weekend, który miał wyłonić zwycięzcę Grand Prix San Marino już na początku nie był taki jak inne. W piątek dwudziestego dziewiątego kwietnia   podczas sesji treningowej bolid Rubensa Barrichello stracił przyczepność w zakręcie Variante Bassa i z prędkością 200 kilometrów na godzinę uderzył w bandę i przekoziołkował . Życie  Rubensa zostało uratowane przez szybką pomoc lekarską.
Następnego dnia kolejny zawodnik nie miał tyle szczęścia. Pochodzący z Austrii debiutant, Roland Ratzenberger zginął podczas kwalifikacji do wyścigu. W bolidzie teamu Simtek awarii uległo skrzydło po czym nie mający docisku samochód wypadł z toru i  roztrzaskał się o bandę. Kierowca zmarł w wyniku rozległych obrażeń.
 Jeszcze tego samego dnia wstrząśnięty śmiercią kolegi po fachu, Ayrton Senna pojechał na miejsce wypadku Ratzenbergera  korzystając z oficjalnego samochodu za co po powrocie dostał solidny ochrzan od komisarzy toru . Sam zaczął rozmawiać z innymi kierowcami ze stawki w sprawie petycji  do FIA dzięki której poprawiłoby się  bezpieczeństwo na torze. Senna zmarł dzień później. Na siódmym okrążeniu jego samochód roztrzaskał się o barierę. Kierowca został przetransportowany do szpitala ale niestety jeden z najwspanialszych zawodników odszedł tego samego dnia o osiemnastej czterdzieści. We wraku jego samochodu znaleziono Austriacką flagę ponieważ w ten sposób chciał uczcić zmarłego Ratzenbergara.  Teorii na temat tego co tak naprawdę stało się wtedy jest wiele, praktycznie tyle samo co liczba spraw w sądzie które toczyły się do 2007 roku. Jedni twierdzą że awarii uległ drążek kierowniczy, drudzy że nie było przyczepności, inny dopatrują się w tym udziału osób trzecich. Spotkałam się również ze stwierdzeniem że po wypadku ktoś uszkodził czarne skrzynki, chociaż nie wiem ile jest w tym prawdy.
Śmierć Senny i Ratzenbergara jak i cała sytuacja z tego weekendu przyczyniła sie do poprawy bezpieczeństwa w Formule 1.
Senna zastanawiał się po wypadku Austriaka nad rezygnacją ale jednak pojechał w wyścigu, który okazał się być jego ostatnim w życiu. O Ayrtonie myślę jak o żywym człowieku, oraz jak o autorytecie którym z resztą dla mnie jest. Swoją postawą pokazał że pasja jest dla niego ważna oraz to że nie powinno się z niej rezygnować i robić to co się kocha aż do śmierci, nie zważając na niebezpieczeństwo.

"Formuła 1 dostarcza Ci jedną szczególną rzecz, którą jest to że jesteś ciągle wystawiony na niebezpieczeństwo. Niebezpieczeństwo zranienia, niebezpieczeństwo utraty życia. To jest część twojego życia. Albo stawiasz temu czoła jak profesjonalista, w chłodnym stylu, albo to rzucisz. Po prostu zostawisz to i nie będziesz robić tego nigdy więcej. Niestety tak się składa, że to co robię za bardzo lubię, żeby to tak po prostu rzucić. Nie mogę tego rzucić." - Ayrton Senna 

niedziela, 19 kwietnia 2015

Hamilton, Rosberg, Vettel - Rycerze z Szanghaju

Tor w Szanghaju ma swój niezwykły urok, z resztą jak każdy inny. Inauguracyjne zawody odbyły się w 2004 roku więc to miejsce nie może pochwalić się taką tradycją jak Monza czy Monaco.  W tym sezonie Hamilton pokazał że ten Chiński tor należy do niego i odniósł na nim już czwarte zwycięstwo w swojej karierze.
Po tym co działo się w Malezji czyli po bezbłędnym wykiwaniu Mercedesa przez Ferrari miałam nadzieję że albo Vettel albo Raikkonen powalczą o start z pierwszego pola, jednak musieli się zadowolić drugim i czwartym miejscem w kwalifikacjach ponieważ Pole Position po raz kolejny zdobył Hamilton. Z odległej pozycji startowali Button i Alonso -  kierowcy McLarena którzy ten sezon chyba nie zaliczą do udanych.
Start do wyścigu był całkiem spokojny. Hamilton zdołał utrzymać prowadzenie, pierwsza trójka pozostała bez zmian. Za dobry start mogę pochwalić Massę i Bottasa. Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o zawodnikach Red Bull Racing. Daniłł Kvyat miał bardzo słabe kwalifikacje, do wyścigu startował dopiero z siedemnastej pozycji ale żeby było jeszcze zabawniej to na siedemnastym okrążeniu jego bolid zaczął się palić więc Rosjanin musiał wycofać się z rywalizacji.  W lepszej sytuacji był  Daniel Ricciardo który znalazł się w pierwszej dziesiątce ale jego start nie był  najlepszy. W ostateczności na mecie był dziewiąty.
Na dwudziestym czwartym okrążeniu Caros Sainz Junior sygnalizował problemy ze swoim samochodem ponieważ ten nagle zaczął zwalniać.Okazało się że jest to usterka oprogramowania i zmianie ustawień udało się wrócić do prawidłowego tempa wyścigowego.
Kiedy wydawało mi się że w tym wyścigu nic się nie wydarzy to zaskoczyła mnie kraksa Jensona Buttona i Pastora Maldonado. Kierowca McLarena  został obarczony winą za ten incydent i doliczono mu dodatkowe pięć sekund do czasu przejechanego wyścigu oraz dwa punkty karne a sam Maldonado wycofał się bodajże dwa okrążenia później.
W samej końcówce bolid Maxa Verstappena uległ awarii więc postanowiono wypuścić Samochód Bezpieczeństwa i to właśnie za nim zawodnicy dojechali do mety, bez możliwości rywalizacji.
Pierwszy zameldował się Hamilton, tuż przed Rosbergiem i Vettelem.
Moim zdaniem gdyby samochód Holendra zepsuł się wcześniej to Safety Car odegrałby ważniejszą rolę ponieważ różnica między czasami kierowców dzięki niemu by się zmniejszyła i w czołówce doszłoby do ciekawej walki i zawodnicy toczyliby ze sobą bój o zwycięstwo. Zakończenie wyścigu za Samochodem Bezpieczeństwa wcale nie jest emocjonujące, wolę kiedy akcja dzieje się do ostatnich metrów  okrążenia.
Do mety nie dojechali wspomniani wcześniej  Max Verstappen, Pastor Maldonado oraz Nico Hulkenberg który musiał się wycofać na dziesiątym okrążeniu ze względu na  awarię skrzyni biegów.
Moim zdaniem w tym roku w Chinach było  nudno. Może Bahrajn okaże się ciekawszy ?

sobota, 4 kwietnia 2015

Dawny mistrz powraca do gry! - Grand Prix Malezji 2015

Są takie momenty w Formule 1 dzięki którym utwierdzam się w przekonaniu że oglądanie tego sportu nie jest stratą czasu, jak to twierdzą inni.
Kiedy większość was usłyszy Formuła 1 to myśli: Ferrari. Ten słynny team z Maranello ma na swoim koncie dużo sukcesów, jest najbardziej utytułowanym zespołem z pośród innych.
Rok temu w szesnastu na dziewiętnaście wyścigów zwyciężał ktoś z Mercedesa. Wyłamał się niespodziewanie Ricciardo który był raczej postrzegany jako drugie skrzypce w Red Bullu. Zapewne większość stawiała wtedy na Vettela - czterokrotnego mistrza świata który miał być tym który zdetronizuje Srebrne Strzały.
Kwalifikacje do Grand Prix Malezji były trudne. Spadł deszcz więc posypało niespodziankami. Co do Pole Position Hamiltona nie miałam zastrzeżeń ale tuż obok niego w pierwszej linii pojawił się nie kto inny jak wcześniej wspomniany Sebastian Vettel ale tym razem nie w RBR a w Ferrari.Za dobre kwalifikacje muszę pochwalić Groszka bo udało mu się wykręcić osmy czas ale niestety został cofnięty o dwa oczka w tył za niesportowe zachowanie.  Rok temu forma Scuderii Ferrari nie była dobra, bo tylko dwa podia zdobyte przez Alonso były. Wydaje mi się że zeszłoroczna sytuacja tego teamu dała trochę do myślenia i stworzono całkiem konkretny bolid.
Start był całkiem spokojny, Hamilton zdołał utrzymać prowadzenie, Rosberg nie był w stanie przebić się przez barykadę Vettala.
Za długo nie najeździł się Marcus Ericsson. Młody szwed wpakował się na drugim okrążeniu swoim Sauberem w pułapkę żwirową w której niestety utknął i nie mógł już kontynuować jazdy.
W tym wyścigu zadziwił mnie nie kto inny jak... Kimi Raikkonen!
W kwalifikacjach znalazł się na odległej, bodajże jedenastej pozycji. Sprawę pogorszyła jeszcze rozwalona podczas drobnej kolizji opona. Wtedy założyłam że jeśli Iceman dojedzie jakoś w punktach do mety to będzie cud ponieważ Grand Prix Malezji wcale nie jest takie łatwe. Kimi nie tylko dojechał do mety ale zrobił to na czwartej pozycji. Kiedy widziałam jak Fin walczy o kolejne pozycje to byłam przekonana że nie przez przypadek zdobył tytuł w 2007 roku. Gdyby kwalifikacje nie były deszczowe  to może Raikkonen uzyskałby lepszy czas i może dzięki temu nie przeciąłby opony i nie musiał zapylać przez jedno okrążenie na samej feldze ? Jednak moim zdaniem na te wszystkie przygody  które miewał przez  dwa dni to czwarte miejsce jest naprawdę dobre.
Zasmuciła mnie forma McLarena. Ani Button ani Alosno nie zdołali dojechać do mety. Jak Honda rok temu zapowiadała swój wielki powrót to myślałam że zrobią bolid, który będzie kończył wyścigi w pierwszej dziesiątce ale póki co jest słabo.
Gdyby ktoś powiedział mi końcem tamtego sezonu że Vettel w Ferrari zwycięży w Malezji to bym go wyśmiała. Bardziej obstawiałabym kogoś z Mercedesa albo z RBR ale nigdy teamu z Maranello.
Za czterokrotnym mistrzem świata  zameldowali się kolejno Hamilton i Rosberg.
Fajnie było widzieć zawodnika Ferrari na najwyższym stopniu podium. Przypomniał mi się sezon 2012 kiedy to Vettel walczył z Alonso o tytuł mistrzowski. Był on bardzo emocjonujący oraz pełen niespodzianek. No i jeszcze wtedy Schumacher jeździł ...

środa, 18 marca 2015

Nowy sezon, nowe oczekiwania czyli krtótko mówiąc Grand Prix Australii

Kiedy dwa lata temu postanowiłam  pisać tutaj recenzje wyścigów zaczynałam swój trzeci pełny sezon Formuły 1. Zakładałam że blog nie będzie istniał więcej niż maksymalnie rok, bo tyle wynosił mój dotychczasowy rekord. Jednak los zadecydował inaczej. Dzisiaj zaczynam już piąty sezon oglądania Królowej Motosportu a trzeci pisania recenzji na blogu.
W tym roku trochę się pozmieniało w stawce.  Vettel zmienił barwy i zamiast w Red Bull Racing startuje w Ferrari u boku Kimiego Raikkonena a na miejsce Niemca w Czerwonych Bytach został przyjęty Daniłł Kvyat.  Z kolei Alonso przeniósł się do McLarena jednak dla niego nowy sezon zaczął się niezwykle pechowo bo pod koniec lutego miał wypadek podczas przedsezonowych testów.  Ze względu na to zdarzenie Fernando nie startował w Grand Prix Australii więc jego zastępcą był Kevin Magnussen - ubiegłoroczny zawodnik McLarena. W kilku zespołach takich jak Toro Rosso czy Sauber postanowiono zatrudnić obu całkiem nowych kierowców. Teraz w stawce zamiast jedenastu teamów zrobiło się dziesięć przez odejście Caterhama.
W kwalifikacjach sypnęło trochę niespodziankami, mimo tego że w wyścigu z pierwszej linii startowały oba Mercedesy. Hamilton zdobył kolejne Pole Position pokazując że zdobycie przez niego tytułu mistrzowskiego w 2014 roku nie było wcale przypadkiem.Na mojej twarzy pojawił się uśmiech kiedy w pierwszej dziesiątce zobaczyłam oba Lotusy. Dużą niespodzianką okazało się dla mnie to iż w Q3 pojawił się Felipe Nasr i w swoim Sauberze udało mu się uzyskać dziesiąty czas.
Z tej racji że Grand Prix Australii miało się odbyć się o szóstej rano to ja już przed piątą byłam na nogach i nerwowo kręciłam się po domu.
Na starcie nie pojawili  obaj zawodnicy Manora  oraz Valtteri Bottas. Zawodnik Williamsa doznał kontuzji pleców podczas kwalifikacji. Do tego w rywalizacji na pierwszym okrążeniu nie zobaczyłam ani Daniłła Kvyata, który musiał się wycofać ze względu na awarię skrzynie biegów oraz już wcześniej wspomnianego Kevina Magnussena -zastępcę Fernando Alonso w którego bolidzie awarii uległ silnik.
Na pierwszym okrążeniu pojawił się już Safety Car po kolizji  w której brali udział Pastor Maldonado i Felipe Nasr. Skutkiem zderzenia tych zawodników ( chociaż nie jestem pewna czy jeszcze Raikkonen nie brał w tym udziału ) było bliskie spotkanie Wenezuelczyka z barierą ochronną i roztrzaskanie na niej bolidu. Drugi kierowca Lotusa - Romain Grosjean też nie miał tyle szczęścia bo już na początku wyścigu jednostka napędowa w jego samochodzie się zepsuła. Tym sposobem obaj zawodnicy jednego z moich ulubionych teamów odpadli przed dobrym rozkręceniem się zawodów. Już drugi rok z rzędu żaden Lotus nie kończy wyścigu ...
Po za nimi dopadło jeszcze dwóch kierowców: takich jak Kimi Raikkonen   który musiał zrezygnować na czterdziestym dziewiątym okrążeniu  nie ze swojej wini  bo podczas wizyty w alei serwisowej koło w  jego bolidzie nie zostało dokręcone. Mój rówieśnik  Max Verstappen także nie ukończył wyścigu ze względu na ten sam  problem co Grosjean czyli awarię silnika.
Kiedyś zastanawiałam się co by było jakby do mety dojechało tylko dziesięciu kierowców. Wtedy każdy z nich załapałby się na punkty. W Grand Prix Australii dojechało ich aż jedenastu (!). Putków nie zdobył tylko Jenson Button - jedyny w tym wyścigu reprezentant McLarena. Kiedy Honda ogłosiła swój oficjalny powrót do Formuły 1 to myślałam że to będzie coś w rodzaju ratunku dla tego brytyjskiego zespołu, od którego potężniejsze jest tylko Ferrari. Po pierwszym wyścigu stwierdzam że jest  nie za wesoło. Rok temu w Australii był całkiem przyzwoity wynik bo przez dyskwalifikacje Daniela Ricciardo Magnusen jak i Button znaleźli się na podium - na drugim i trzecim miejscu. W tym roku to była istna tragedia, nigdy nie widziałam Buttona walczącego praktycznie o przedostanie miejsce.
Pierwsze miejsce zajął Hamilton który od początku do końca był liderem w tym wyścigu. Tuż za nim uplasował się drugi kierowca Srebrnej Strzały - Nico Rosberg.  Najniższy stopień podiom zajął Sebastian Vettel który od tego roku  jest nowym kierowcą Ferrari. Pozytywnie zaskoczył mnie Massa dojeżdżając do mety jako czwarty, chociaż po kwalifikacjach obstawiałam że będę oglądać go raczej w pierwszej trójce. Dużą niespodzianką było  to że Felipe Nasr zameldował  się na piątej pozycji.
W tym sezonie mam nadzieje że ktoś jeszcze oprócz Mercedesa zawalczy o tytuł mistrzowski. Jak już kilka razy wspominałam nie lubię dominacji jednego zespołu a tym bardziej kierowcy. Gdzieś jeszcze krąży nadzieje że McLaren zdoła się poprawić  bo moje pierwsze wrażenie nie było dobre. Chcę widzieć Lotusy może nie na podium ale na pewno w punktach, bo wiem że Groszka jak i Maldonado stać na dobry wynik

piątek, 13 marca 2015

Tory wyścigowe Grand Prix F1

Do tej książki mam taki jakiś dziwny sentyment. Może dlatego że jest ona moją pierwszą lekturą o tematyce F1 jaka wpadła mi w ręce ? Dostałam ją od rodziców na Mikołajki  w 2011 roku więc na mojej honorowej półce nad biurkiem leży już trochę czasu.
Tak jak nazwa wskazuje opowiada ona o torach Formuły 1. Opisuje nam historię  miejsc gdzie od połowy ubiegłego wieku miłośnicy wyścigów i  wszelkiego ryzyka walczą o zwycięstwa. Książka z McLarenem na okładce wydana w 2007 roku jest moim zdaniem jedną z lepszych lektur o tej tematyce. Ciekawy tekst uzupełniają bardzo fajne zdjęcia i wszystko się ze sobą ładnie zgrywa. Do tego z tyłu można znaleźć rozpiskę o mistrzach świata oraz o zespołach które w danym roku miały na swoim koncie największą liczbę punktów.
Czytałam ją kilka razy i dalej jestem pod wrażeniem charakterystyk niektórych torów, Znajdują tam się opisy miejsc gdzie Formuła gości co roku. Są to między innymi: Monza, Spa czy Suzuka ale także te gdzie Królowa Motosportu nie zawitała już od wielu lat. Za przykład mogę postawić Holenderski tor Park Zandvoord, gdzie ostatnie Grand Prix odbyło się w 1985 roku czyli jakieś trzydzieści lat temu. Mimo iż wyścigi Formuły 1 nie są już tam organizowane to tor nie jest przez fanów zapomniany.
Moim zdaniem jest to bardzo ciekawa książka, w sam raz dla tych którzy lubią Formułę 1 i chcą się coś dowiedzieć o torach a nie lubią bez przerwy siedzieć przy komputerze.
W tym wypadku cena nie jest problemem bo Tory wyścigowe Grand Prix F1 kosztuje niecałe czterdzieści złotych więc moim zdaniem naprawdę warto ją kupić, chociaż patrząc po różnych aukcjach to ta książka naprawdę rzadko się  na nich pojawia.

piątek, 23 stycznia 2015

Kartka z Historii Formuły 1 - Jenson Button

     Jenson Button jest kolejnym utytułowanym kierowcą Formuły 1. Urodził się w styczniu 1980 roku. Tak samo jak większość zawodników swoją przygodę z wyścigami zaczynał w kartingu. Swój pierwszy tytuł  w tej dziedzinie zdobył w 1991 roku. To jednak nie wystarczyło młodemu Brytyjczykowi, który był spragniony kolejnych sukcesów.
Następnie jeździł w Formule Ford i Formule 3. Było wiadomo ze prędzej czy później ten młody i utalentowany kierowca zawita w Królowej Motosportu.
Swój pierwszy sezon przejeździł w barwach Williamsa u boku Ralfa - młodszego brata Michaela Schumachera
    Już podczas drugiego startu udało mu się zdobyć pierwsze punkty, zajmując szóste miejsce podczas Grand Prix Brazylii. Do końca sezonu punktował jeszcze pięć razy, co dało mu ósme miejsce w klasyfikacji generalnej.
W 2001 roku przeszedł do Benettona. zmiana zespołu niestety nie wyszła muna dobre. Kiepska forma zespołu i słaby bolid nie przyczyniły się się do żadnych sukcesów. Button podczas całego sezonu punktował tylko raz- podczas Grand Prix Niemiec, gdzie dojechał do mety na piątej pozycji.
Rok później mogliśmy oglądać go w tym samym zespole ale pod zmienioną nazwą na Renault. Wtedy jego sytuacja się trochę polepszyła. Nowy sezon nie zaczął się dla niego szczęśliwie ponieważ nie ukończył inauguracyjnego wyścigu ze względu na wypadek.  Do końca sezonu punktował jeszcze kilka razy, zajmując siódme miejsce w generalce. Niestety Renault postanowiło w nadchodzącym sezonie zastąpić Brytyjczyka Fernando Alonso.
      Od 2003 roku reprezentował barwy Hondy. Nowy zespół zagwarantował mu nie najgorszy bolid ale o zdobywaniu podiów i wygrywaniu wyścigów nie było mowy.  W rezultacie z siedemnastoma punktami na koncie był tylko na dziewiątej pozycji, egzekwo z Markiem Webberem.
 Sezon 2004  przyniósł dla Buttona wiele dobrych niespodzianek. W pierwszym wyścigu udało mu się dojechać w punktach a w następnym Grand Prix  udało mu się zdobyć pierwsze podium a w San Marino uzyskał pierwsze w karierze pole position. Przez cały rok dziesięć razy stał na podium , w tym sześć razy na najniższym stopniu podium. Dzięki tym sukcesom był trzeci w generalce.
Kolejny rok był jak na złość bardzo słaby. Co prawda udało się zdobyć pole position w Kanadzie i da trzecie miejsca w Niemczech i Belgii ale w Hiszpanii i Monako został zawieszony i niestety nie wystartował.
W 2006  roku w końcu odniósł swoje pierwsze zwycięstwo. Było to podczas Grand Prix Węgier. Tuż za nim uplasował się Pedro de la Rosa i Nick Heidfeld. Ten wyścig zapadł w pamieć Polskim kibicom  nie ze względu na wygraną Buttona a debiut Roberta Kubicy.
Następne dwa sezony dla Hondy były bardzo słabe przez co Jenson nie punktował zbyt często.
Końcem 2008 roku Honda ogłosiła odejście z Formuły 1. Zespół nie został zlikwidowany ale wystawiony na sprzedaż. Najwięcej udziałów posiadał Ross Brawn który postanowił kupić team. Bolid o nazwie BGP 0001 został zaprojektowany jeszcze przez Hondę jako Honda RA 109. Team rozpoczął wcześnie swoje prace nad bolidem ze względu na słabe wyniki w sezonie 2008. Mimo wycofania się zespołu pracę nad samochodem trwały dalej. Czyli jak kupowano zespół to przy okazji otrzymano do kompletu prawie gotowy bolid.
Nowy sezon zaczął się dla Buttona fantastycznie. Pierwsze siedem wyścigów kończył zawsze na podium i tylko raz znalazł na trzecim miejscu. Było widać że jest bardzo utalentowany i jedyne co mu potrzeba do szczęścia to dobry bolid. Wszystko zmieniło się w drugiej połowie sezonu kiedy Jens spisywał się dużo słabiej, jednak przewaga którą sobie zbudował na początku roku zapewniła mu tytuł mistrzowski.
     W sezonie 2010 Brawn GP został przemianowany na fabryczny zespół Mercedesa, wtedy też Button Przeniósł się do McLarena. Na pierwsze zwycięstwo w barwach nowego zespołu nie trzeba było długo czekać ponieważ już w drugim wyścigu - Grand Prix Australii udało mi się stanąć na pierwszym stopniu podium. Ten wyczyn powtórzył jeszcze w Chinach
W latach 2011- 2012 Jens często gościł na podium, jednak od 2013 McLaren spisuje się słabo więc ciężko o dobry wynik.
   Co ja sądzę o Jensonie Buttonie ? Moim zdaniem jest to świetny kierowca który zasługuje na więcej niż jeden tytuł mistrzowski. W Formule 1 jeździ już kilkanaście lat i nie miał tego szczęścia aby od samego początku swojej kariery zasiadać za kierownicą jednego z lepszych bolidów w stawce. Mam nadzieję że w tym roku McLaren okaże się bardziej konkurencyjny niż ostatnio i Button jak i Alonso będą zdobywać podia

Zródło: Wikipedia, Legendy Formuły 1

niedziela, 18 stycznia 2015

Rysuję, więc jestem ...

Koniec semestru rządzi się swoimi własnymi prawami. Nie miałam kompletnie czasu na zajmowanie się blogiem ponieważ chciałam podciągać kilka ocen. Przez to nie mogłam zabrać się za pisanie notki o Jensonie Buttonie ani recenzować trzy zaległe wyścigi jeszcze z tamtego sezonu.
Ostatnio postanowiłam zabrać się do roboty i skończyć w końcu kask Raikkonena.
Szkic powstał jeszcze na świętach więc rysunek trochę wyleżał się w teczce z napisem : Niedokończone. W piątek  zaczęłam pracę nad tym kaskiem ale skapłam się że nie mam czerwonej farby. Wczoraj urządziłam sobie rajd po księgarniach i sklepach dla plastyków. Nie chciałam kupować całego zestawu ponieważ potrzebny mi był tylko jeden kolor. Byłam chyba w sześciu miejscach ale nigdzie nie było akurat czerwonych akryli. W jednej co prawda był ten kolor ale za astronomiczną cenę 10 zł. Nie kupiłam ponieważ za jedną tubkę w innym sklepie plastycyzm zawsze płacę  połowę mniej. Czym to idzie ? Nie wiem ! Ale ostatecznie kupiłam cały zestaw za niewiele więcej niż koszt jednej tubki. 
Rysunek kolorowałam akrylami a przy szczegółach użyłam czarnego cienkopisu. Dużą trudność sprawiło mi malowanie tych żółtych pasków, ponieważ nawet najmniejszy pędzel wydawał mi się zbyt duży. W ostateczności postanowiłam użyć ... wykałaczki!. 
Z tym rysunkiem męczyłam się chyba do wpół do drugiej w nocy ale moim zdaniem warto było, bo przynajmniej trochę przypomina oryginał. 

Z tego rysunku też jestem bardzo zadowolona. Miał być to właściwie paperchild ale wyszło inaczej. Zrobiłam go gdzieś przed Sylwestrem, na feriach. Kubica w stroju z czasów kiedy jeździł w Renault jest także pokolorowany akrylami. Mam gdzieś jeszcze Petrova do kompletu ale jest jeszcze nieskończony. Najwięcej zachodu było z wycinaniem i przyklejaniem na tekturkę aby papierowa postać była sztywna. Do zrobienie pozostało jeszcze pięć postaci: Raikkonen, Petrov, Massa, Hill i Alonso. Niestety pierwsza i trzecia postać wymagają dużo poprawek. 
Jakiś czas temu zastanawiałam się czy nie powrócić do rysowania mangi. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw doszłam do wniosku że zostaje przy swoim stylu. Doszłam zbyt daleko aby to tak po prostu rzucić.
Nie obiecuje ale do końca stycznia postaram się wstawić tutaj podobiznę Petrova i Damona Hilla. Mam w planie zrobić jeszcze kilka zaległych  wcale nie związanych z Formułą 1 prac np dwie podobizny Lucky Luke'a i rysunek przedstawiającego Billy'ego Joe Cobrę. Dużo lepiej wychodzi mi rysowanie już wymyślonych postaci animowanych niż tych którę tworzę na wzorzec autentycznych osób.