sobota, 26 września 2015

Powtórka z rozrywki: Hamilton zwycięża na Monzy

Monza to jeden z tych torów, które pamiętają czasy pierwszego sezonu Formuły 1 z 1950 roku. Cholernie klimatyczny, związany z historią Włoch jak samo Ferrari. Z reszta wątpię czy jedno potrafiło by istnieć bez drugiego. I jak sobie pomyślę że przyszłość Monzy w F1 jest niepewna to aż mnie w środku przewraca.  Podczas tego Grand Prix zawsze wracam myślami do wydarzeń z 2006 roku czyli czasów kiedy Kubica po raz pierwszy stanął na podium. Fajnie było go widzieć w najlepszej trójce obok Schumachera i Raikkonena. To właśnie wtedy pokazał że nie przypadkiem znalazł się w  F1.
Podczas tegorocznych zawodów miałam nadzieję że wysoka pozycja w kwalifikacjach Kimiego pomoże mu w walce z Hamiltonem. Po cichu liczyłam także na Vettela który razem z Rosbergiem znajdował się za ich plecami. Kiedy spodziewałam się że Raikkonen wystrzeli ja z procy i będzie próbował odebrać Lewisowi prowadzenie jednak po zgaśnięciu świateł nie ruszył! Ba, spadł nawet na koniec stawki. Wtedy straciłam jakiekolwiek nadzieje na zwycięstwo Ferrari w swoim domowym wyścigu. Wątpię że to była wina Kimasa. Nie wierzę że jest w stanie aż tak zepsuć start, obstawiam że raczej coś musiało się zepsuć w bolidzie, który jest naszpikowany elektroniką. Jednak pozycja Raikkonenna w teamie z Maranello jest niezagrożona, ponieważ podpisał kontrakt na kolejny sezon i dalej będziemy mogli oglądać go w Ferrari. Do jego fotela byli przymierzany między innymi Valtteri Bottas, jednak on także najprawdopodobniej zostanie na starych śmieciach.
W nieciekawy sposób Grand Prix skończyła się dla obu kierowców Lotusa. Już przed dziesiątym okrążeniem mogli się pakować. Po sukcesie w Spa myślałam że uda się Grosejanowi i Maldonado zapunktować ale jednak się przeliczyłam.
Moim zdaniem wyścig był ... nudny! Miałam cichą nadzieje że Rosbergowi mimo słabych kwalifikacji uda się jakoś wybić i uzyskać dobry rezultat, jednak musiał się wycofać. Problemy z samochodem po raz kolejny dały się we znaki. W ten sposób tytuł mistrzowski się od niego oddalił a przepaść dzieląca jego i Hamiltona wzrosła do pięćdziesięciu trzech punktów. Przez to że nie udało mu się dojechać w pierwszej dziesiątce zmniejszyła się jego przewaga nad Vettelem, więc jego ewentualne wicemistrzostwo jest zagrożone.
W wyścigu najlepszy okazał się  Hamilton, który po raz kolejny odniósł zwycięstwo, w dodatku drugi rok z rzędu. Drugie miejsce zajął reprezentant Ferrari - Sebastian Vettel. Niespodziewanie na najniższym stopniu podium znalazł się Felipe Massa. Szkoda mi Rosberga który niestety nie może zaliczyć tej Grand Prix do tych najlepszych. Żałuję trochę że Lotus nie powalczył tym razem o punkty, jednak z trzeciego miejsca Massy i czwartego Bottasa jestem zadowolona. Kimi ostatecznie był piaty ale jednak po udanych kwalifikacjach byłam pewna że powalczy o zwycięstwo. Po za tym na dobrych pozycjach dojechali kierowcy Force India. Sergio Perez i Nico Hunkenberg którzy dojechali kolejno na szóstym i siódmym miejscu.  Ze startu może myć także zadowolony Marcus Ericsson, który zajął przedostatnie punktowane miejsce. Nie mogę zapomnieć także o zawodnikach Red Bulla. Ricciardo i Kvyat dojechali na ósmej i dziesiątej pozycji.
Przyglądając się temu zespołowi nie powiedziałabym że jeszcze wcale nie tak dawno odnosili zwycięstwa a  nawet tytuły mistrzowskie. Gdybym była nowicjuszem w tym temacie to bym uznała go za team który walczy o przetrwanie i punkty a nie o mistrzostwa. W barwach Red Bulla Vettel zdobył wszystkie swoje tytuły, więc liczę że w przyszłości czerwone byki pokażą  na co je stać. Może uda im się to w Singapurze ?

środa, 23 września 2015

Myślałam że nie doczekam czasów kiedy Lotus będzie jeszcze kiedyś na podium.

Tor Spa Francorchamps można uznać za jedyny w swoim rodzaju. Kiedyś piętnastokilometrowa pętla została skrócona do niewiele ponad siedmiu, ale mimo wielokrotnej przebudowy i modernizacji to okrążenie jest najdłuższe w całym kalendarzu.
Osoba, która kojarzy mi się z tym miejscem to nie kto inny niż sam Michael Schumacher. Właśnie w Belgii w sezonie 1991 wystartował w swoim pierwszym wyścigu w karierze a rok później odniósł tam swoje pierwsze zwycięstwo. Schumi zwyciężał tam aż sześć razy, jednak najbardziej spektakularną wygrana odniósł w 1995 startując podajże z szesnastej pozycji. W 2011 podczas tej Grand Prix obchodził dwudziestolecie pierwszego wyścigu a zaledwie rok później swój trzy setny start ( i tak ma mniej niż Barrichello).
W tym roku z pierwszej linii startowały oba Mercedesy. Niestety już na okrążeniu formującym z rywalizacji zmuszony był wycofać się Nico Hulkenberg.
Po wystartowaniu Hamilton zdołał utrzymać swoją pozycję. Niespodziewanie do przodu przebił się Sergio Perez. Chwilowo miała nadzieje że zdoła on powalczyć z liderem jednak bolid Force India jest dużo słabszy niż samochód Mercedesa. Rosberg całkiem zawalił start, jednak z biegiem czasu udało mu się uzyskać stracone pozycje. Liczyłam na walkę obu Mercedesów jednak Hamilton nie miał zamiaru oddawać pozycji. Pod koniec wyścigu rozwinęła się ciekawa akcja między Sebastianem Vettelem a Romainem Grosjeanem. Była to walka o najniższy stopień podium między kierowcami Ferrari i Lotusa. Myślami byłam za Groszkiem jednak byłam przekonana że Seba obroni pozycję, bo przecież ma cztery tytuły mistrzowskie i lepszy samochód. W dodatku miałam w pamięci rozróbę Romaina na torze Spa w sezonie 2012 po którym sędziowie postanowili usadzić go na jeden wyścig i przez to nie  mogłam zobaczyć go we Włoszech. Jednak Ferrari w swoim 900 wyścigu trochę przedobrzyło z obliczeniami i jedna z opon Vettela nie wytrwała do końca wyścigu i rozpadła się. Kierowca musiał zjechać na nieplanowaną wymianę opon i w ten sposób stracił pozycję.
Wyścig wygrał Hamilton, drugi był Rosberg a trzecie miejsce niespodziewanie zajął Grosjean.  Bardzo cieszyłam się z pierwszego w tym sezonie podium dla Lotusa. Ostatnio Romain był na podium w 2013 roku podczas Grand Prix USA. Sezon 2014 był dla niego ubogi w punkty bo tylko dwa razy ukończył wyścig w punktowanej pierwszej dziesiąte.
Trochę żałuję że na mecie nie widziałam Daniela Ricciardo, który zwyciężył w zeszłym roku na tym torze, jednak usterka w jego bolidzie nie pozwoliła tym razem na dobry wynik.
Jestem zadowolona z czwartego miejsca Kvyata oraz  piątej Pereza. Williamsy dojechały na szóstej i dziewiątej pozycji. Przyznam szczerze że liczyłam na coś więcej w wykonaniu tej ekipy.
Nie ukrywam jednak że podium w postaci Hamilton, Rosberg, Grosjean podoba mi się i to bardzo.

sobota, 19 września 2015

Gdybym nie widziała to bym nie uwierzyła - Grand Prix Węgier.

Hungaroring jest chyba jednym z tych torów, który ściągał najwięcej Polskich kibiców. Znajduje się on stosunkowo blisko naszego kraju, w dodatku jest powiązany z Robertem Kubicą, który debiutował w tej Grand Prix w 2006 roku jako zastępca Jacquesa Villeneuva - etatowego kierowcy BMW Sauber , który podczas poprzedniego wyścigu doznał kontuzji.  Polak dojechał do mety na siódmej pozycji, jednak został zdyskwalifikowany ponieważ jego bolid okazał sie za lekki. Robson jednak nie musiał wracać na fotel trzeciego kierowcy ponieważ zespół postanowił rozwiązać kontrakt z Villeneuvem, co zapewniło mu starty do końca sezonu w miejscu Kanadyjskiego mistrza świata z 1997 roku.
Hungaroring jest szczególny głownie dlatego iż Grand Prix które odbywało się na tym torze było pierwsze po za żelazną kurtyną ( zainteresowanych odsyłam do książki od historii )
W tym roku pierwszą linię obstawiły oba Merce z Hamiltonem na czele. Byłam pewna że skończy się ja zawsze, jednak dużą niespodziankę sprawił mi Sebastian Vettel którey wyprzedził obie Srebrne Strzały. Z resztą jego wyczyn powtórzył Kimi Raikkonen - drugi kierowca Ferrari. Ostatecznie Lewis który startował z Pole Position ostatecznie spadł na czwarte miejsce, tuż za Rosbergiem. Kiedy próbował dopaść rywala wypadł po za tor. Zdołał wrócić, jednak dodatkowe sekundy sprawiły że spadł na dziesiątą pozycję. I to wszystko na pierwszym kółku!
Po za interesującym początkiem nic przykuwającego uwagi się nie działo po za walczącym o wyższe pozycje Hamiltonem i kontaktem między Maldonado a Perezem na dziewiętnastym okrążeniu co kosztowało Meksykanina wyjazd po za tor.
Na czterdziestym trzecim okrążeniu zawodnik Force India - Nico Hulkenberg znalazł się po za torem i uderzył w bandę. Mocowania od przedniego skrzydła najprawdopodobniej odpadły i wpadło ono pod bolid. Zawodnik spowodował  pojawienie się Samochodu Bezpieczeństwa. Elementy z samochodu porozrzucane były na torze, obok wyjazdu z boksów. Wtedy sędziowie postanowili  przepuścić kierowców przez aleję serwisową aby wirażowi szybciej uwinęli się z robotą. Po neutralizacji od nowa zaczęła się walka o dodatkowe sekundy nad przeciwnikiem. Jednak duże rozczarowanie przeżyłam kiedy na pięćdziesiątym trzecim kółko Raikkonen zjechał do alei serwisowej a następnie zatrzymał się na swoim stanowisku i po zmianie ogumienia zgasił silnik. Było już wiadome że Kimi wycofuje się z wyścigu. Po dobrym starcie liczyłam na miejsce na podium, jednak tym razem tylko na marzeniach się niestety skończyło.
Na sześćdziesiątym czwartym okrążeniu podczas walki Ricciardo i Rosberga doszło do incydentu. W bolidzie Daniela zostało uszkodzone przednie skrzydło a w Mercedesie Nico jedna z tylnych opon. Sędziowie postanowili nie karać żadnego z nich.
Na Węgrzech na najwyższym stopniu podium staną niespodziewanie  Sebastian Vettel. Jest to dla niego już drugie zwycięstwo w tym sezonie jak i w barwach Ferrari. Niespodzianką okazała się druga pozycja Daniłła Kvyata. Na trzecim miejscu znalazł się Daniel Ricciardo. Śmiem twierdzić że ten tor jest dla niego szczęśliwy po rok temu też stał tutaj na podium.
Niestety w pierwszej trójce nie znaleźli się kierowcy Mercedesa- ani Rosberg ani Hamilton. Jest to dla mnie zaskoczenie ponieważ od dłuższego czasu nie było wyścigu aby któryś z reprezentantów Srebrnych Strzał nie znalazł się na podium.
Nie tylko to mnie zadziwiło. Największe wrażenie wywarło na mnie to iż oba McLareny dojechały w punktach, a zwłaszcza że Alonso znalazł się na piątej pozycji. Jaki jest ten team w tym sezonie wszyscy wiedzą, Zamiast walczyć o podia, albo chociaż o środek stawki to przeważnie okupują tyły ze względu na słabe bolidy więc te dwanaście punktów zdobytych wspólnie przez Alonso i Buttona można uznać za coś niezwykłego.