środa, 18 marca 2015

Nowy sezon, nowe oczekiwania czyli krtótko mówiąc Grand Prix Australii

Kiedy dwa lata temu postanowiłam  pisać tutaj recenzje wyścigów zaczynałam swój trzeci pełny sezon Formuły 1. Zakładałam że blog nie będzie istniał więcej niż maksymalnie rok, bo tyle wynosił mój dotychczasowy rekord. Jednak los zadecydował inaczej. Dzisiaj zaczynam już piąty sezon oglądania Królowej Motosportu a trzeci pisania recenzji na blogu.
W tym roku trochę się pozmieniało w stawce.  Vettel zmienił barwy i zamiast w Red Bull Racing startuje w Ferrari u boku Kimiego Raikkonena a na miejsce Niemca w Czerwonych Bytach został przyjęty Daniłł Kvyat.  Z kolei Alonso przeniósł się do McLarena jednak dla niego nowy sezon zaczął się niezwykle pechowo bo pod koniec lutego miał wypadek podczas przedsezonowych testów.  Ze względu na to zdarzenie Fernando nie startował w Grand Prix Australii więc jego zastępcą był Kevin Magnussen - ubiegłoroczny zawodnik McLarena. W kilku zespołach takich jak Toro Rosso czy Sauber postanowiono zatrudnić obu całkiem nowych kierowców. Teraz w stawce zamiast jedenastu teamów zrobiło się dziesięć przez odejście Caterhama.
W kwalifikacjach sypnęło trochę niespodziankami, mimo tego że w wyścigu z pierwszej linii startowały oba Mercedesy. Hamilton zdobył kolejne Pole Position pokazując że zdobycie przez niego tytułu mistrzowskiego w 2014 roku nie było wcale przypadkiem.Na mojej twarzy pojawił się uśmiech kiedy w pierwszej dziesiątce zobaczyłam oba Lotusy. Dużą niespodzianką okazało się dla mnie to iż w Q3 pojawił się Felipe Nasr i w swoim Sauberze udało mu się uzyskać dziesiąty czas.
Z tej racji że Grand Prix Australii miało się odbyć się o szóstej rano to ja już przed piątą byłam na nogach i nerwowo kręciłam się po domu.
Na starcie nie pojawili  obaj zawodnicy Manora  oraz Valtteri Bottas. Zawodnik Williamsa doznał kontuzji pleców podczas kwalifikacji. Do tego w rywalizacji na pierwszym okrążeniu nie zobaczyłam ani Daniłła Kvyata, który musiał się wycofać ze względu na awarię skrzynie biegów oraz już wcześniej wspomnianego Kevina Magnussena -zastępcę Fernando Alonso w którego bolidzie awarii uległ silnik.
Na pierwszym okrążeniu pojawił się już Safety Car po kolizji  w której brali udział Pastor Maldonado i Felipe Nasr. Skutkiem zderzenia tych zawodników ( chociaż nie jestem pewna czy jeszcze Raikkonen nie brał w tym udziału ) było bliskie spotkanie Wenezuelczyka z barierą ochronną i roztrzaskanie na niej bolidu. Drugi kierowca Lotusa - Romain Grosjean też nie miał tyle szczęścia bo już na początku wyścigu jednostka napędowa w jego samochodzie się zepsuła. Tym sposobem obaj zawodnicy jednego z moich ulubionych teamów odpadli przed dobrym rozkręceniem się zawodów. Już drugi rok z rzędu żaden Lotus nie kończy wyścigu ...
Po za nimi dopadło jeszcze dwóch kierowców: takich jak Kimi Raikkonen   który musiał zrezygnować na czterdziestym dziewiątym okrążeniu  nie ze swojej wini  bo podczas wizyty w alei serwisowej koło w  jego bolidzie nie zostało dokręcone. Mój rówieśnik  Max Verstappen także nie ukończył wyścigu ze względu na ten sam  problem co Grosjean czyli awarię silnika.
Kiedyś zastanawiałam się co by było jakby do mety dojechało tylko dziesięciu kierowców. Wtedy każdy z nich załapałby się na punkty. W Grand Prix Australii dojechało ich aż jedenastu (!). Putków nie zdobył tylko Jenson Button - jedyny w tym wyścigu reprezentant McLarena. Kiedy Honda ogłosiła swój oficjalny powrót do Formuły 1 to myślałam że to będzie coś w rodzaju ratunku dla tego brytyjskiego zespołu, od którego potężniejsze jest tylko Ferrari. Po pierwszym wyścigu stwierdzam że jest  nie za wesoło. Rok temu w Australii był całkiem przyzwoity wynik bo przez dyskwalifikacje Daniela Ricciardo Magnusen jak i Button znaleźli się na podium - na drugim i trzecim miejscu. W tym roku to była istna tragedia, nigdy nie widziałam Buttona walczącego praktycznie o przedostanie miejsce.
Pierwsze miejsce zajął Hamilton który od początku do końca był liderem w tym wyścigu. Tuż za nim uplasował się drugi kierowca Srebrnej Strzały - Nico Rosberg.  Najniższy stopień podiom zajął Sebastian Vettel który od tego roku  jest nowym kierowcą Ferrari. Pozytywnie zaskoczył mnie Massa dojeżdżając do mety jako czwarty, chociaż po kwalifikacjach obstawiałam że będę oglądać go raczej w pierwszej trójce. Dużą niespodzianką było  to że Felipe Nasr zameldował  się na piątej pozycji.
W tym sezonie mam nadzieje że ktoś jeszcze oprócz Mercedesa zawalczy o tytuł mistrzowski. Jak już kilka razy wspominałam nie lubię dominacji jednego zespołu a tym bardziej kierowcy. Gdzieś jeszcze krąży nadzieje że McLaren zdoła się poprawić  bo moje pierwsze wrażenie nie było dobre. Chcę widzieć Lotusy może nie na podium ale na pewno w punktach, bo wiem że Groszka jak i Maldonado stać na dobry wynik

piątek, 13 marca 2015

Tory wyścigowe Grand Prix F1

Do tej książki mam taki jakiś dziwny sentyment. Może dlatego że jest ona moją pierwszą lekturą o tematyce F1 jaka wpadła mi w ręce ? Dostałam ją od rodziców na Mikołajki  w 2011 roku więc na mojej honorowej półce nad biurkiem leży już trochę czasu.
Tak jak nazwa wskazuje opowiada ona o torach Formuły 1. Opisuje nam historię  miejsc gdzie od połowy ubiegłego wieku miłośnicy wyścigów i  wszelkiego ryzyka walczą o zwycięstwa. Książka z McLarenem na okładce wydana w 2007 roku jest moim zdaniem jedną z lepszych lektur o tej tematyce. Ciekawy tekst uzupełniają bardzo fajne zdjęcia i wszystko się ze sobą ładnie zgrywa. Do tego z tyłu można znaleźć rozpiskę o mistrzach świata oraz o zespołach które w danym roku miały na swoim koncie największą liczbę punktów.
Czytałam ją kilka razy i dalej jestem pod wrażeniem charakterystyk niektórych torów, Znajdują tam się opisy miejsc gdzie Formuła gości co roku. Są to między innymi: Monza, Spa czy Suzuka ale także te gdzie Królowa Motosportu nie zawitała już od wielu lat. Za przykład mogę postawić Holenderski tor Park Zandvoord, gdzie ostatnie Grand Prix odbyło się w 1985 roku czyli jakieś trzydzieści lat temu. Mimo iż wyścigi Formuły 1 nie są już tam organizowane to tor nie jest przez fanów zapomniany.
Moim zdaniem jest to bardzo ciekawa książka, w sam raz dla tych którzy lubią Formułę 1 i chcą się coś dowiedzieć o torach a nie lubią bez przerwy siedzieć przy komputerze.
W tym wypadku cena nie jest problemem bo Tory wyścigowe Grand Prix F1 kosztuje niecałe czterdzieści złotych więc moim zdaniem naprawdę warto ją kupić, chociaż patrząc po różnych aukcjach to ta książka naprawdę rzadko się  na nich pojawia.