poniedziałek, 28 października 2013

Kartka z Historii Formuły 1 - Mike Hawthorn

Mike Hawthorn - pierwszy Brytyjski mistrz Formuły 1. Urodził się 10 kwietnia 1929 roku w Mexborough Jest kolejnym kierowcą który będąc jeszcze dzieckiem wymarzył sobie karierę w sportach motorowych.
W swoim debiutanckim wyścigu zajął drugie miejsce i postanowił na dłużej zagościć w tej serii. Rok później, w sezonie 1953 podpisał kontrakt z Ferrari i  zajął miejsce w drugim bolidzie włoskiego teamu obok Alberto Ascari'ego
Po raz pierwszy zwyciężył podczas Grand Prix Francji, kiedy to awaria wykluczyła z zawodów jego kolegę z zespołu.. Zwyciężając, stał się ulubieńcem  francuskiej publiczności.
W kolejnym roku startów dużo wydarzyło się w jego życiu. Dzięki niesamowitemu szczęściu przeżył wypadek a później tragiczną śmiercią zginął jego ojciec. Hawthorn w tym sezonie wygrał tylko w Hiszpanii. Od 1955 ścigał się w dużo słabszym niż Ferrari teamie BRM. Zasłynął wtedy nie z Formuły 1 ale z Le Mans. Sprawa nie była zbyt przyjemna bo chociaż wygrał wyścig to oskarżono go o spowodowanie wypadku, w którym Mercedes kierowany przez Pierre'a Levenga wyleciał z wyznaczonej trasy i zabił 80 osób. Niektóre źródła mówią o 120 ofiarach. A doszło do tego po wyprzedzeniu Lance'a Macklina kiedy Hawthorn zjechał na tankowanie. Wiadomo że jak samochód nagle zwalnia to traci prędkość i Macklin był zmuszony do nagłej reakcji. W ten sposób by się ratować zajechał drogę kierowcy Mercedesa który w wyniku wypadku zmarł. Hawthorn był uważany za winnego, prasa zaczęła się na nim wyżywać. Jednak ciekawi mnie, kiedy po kilki miesiącach oczyszczono go  z zarzutów to usłyszał od nich "przepraszam"
W sezonie 1957 wrócił do swojego dawnego zespołu, Ferrari. Rok później stracił zainteresowanie wyścigami kiedy Peter William, jego kolega z temu zginął śmiercią tragiczną. Z jednym wygranym wyścigiem we Francji  i czterdziestoma dwoma punktami na na koncie zdobył mistrzostwo świata przeważając jednym punktem nad Stirlingiem Mossem. Po tym sezonie zakończył swoją karierę wyścigową.
22 stycznia 1959 roku jadąc Jaguarem po obwodnicy Guilford podczas wyprzedzania ciężarówki wpadł w poślizg. Niestety nie udało mu się przeżyć. Smutna ale prawdziwa historia Mike Hawthorne'a - pierwszego mistrza świata z Wielkiej Brytanii.

Źródło : Wikipedia i " Mistrzowie Formuły 1 " 

niedziela, 27 października 2013

Formułowa pocztówka z Indii

I stało się ludzie! Stało! Vettel został mistrzem świata! Mimo że do końca sezonu są jeszcze trzy wyścigi to ma taką przewagę że nikt nie zdoła go dogonić. Ale od początku ...
Grand Prix Indii było ciekawe, najdłuższe sześćdziesiąt emocjonujących okrążeń w całym moim życiu.
Na starcie za kierowcą Red Bulla ustawiły się oba Mercedesy. Zespół zawalił w przypadku Grosjeana nie pozwalając mu w sobotę na przejechanie jeszcze jednego okrążenia, które na pewno decydowałoby o jego dalszej rywalizacji w kolejnej części czasówki.
Dobrze z drugiej linii ruszył Lewis Hamilton który znalazł się za Vettelem. Ale także niespodziewanie Felipe Massa zaczął przedzierać się do przodu. Momentalnie wyprzedził Rosberga jak i Hamiltona i w ten sposób znalazł się za obecnym mistrzem świata.
Na pierwszym okrążeniu od razu była żółta flaga. W tym samym czasie Alonso miał problemy. Przednie skrzydło zostało uszkodzone przez Webbera (który znów zaspał na starcie )  i jeszcze po drodze wpadł na jednego McLarena. Był zmuszony na wymianę zepsutego elementu i po wyjeździe z alei serwisowej był dwudziesty. Vettel też niedługo po starcie został ściągnięty na pit stop ale nie w celu naprawy tylko na wymianę opon bo była prognoza że miększe z opon nie wytrzymają wielu okrążeń
Od zjazdu kierowcy Red Bulla do dziewiątego kółka, wyścig prowadził Brazylijczyk, Felipe Massa  który po tym sezonie żegna się z Ferrari. Po nim pałeczkę przejął Mark Webber. Niestety na czterdziestym okrążeniu był zmuszony  zatrzymać swój bolid ze względu na awarię alternatora. Myślałam że po poprzednim sezonie wyeliminowali te usterki. No nic, Webberowi prądu do bolidu nie przywrócimy. Po wyjściu z samochodu była bardzo wściekły, za co mu się nie dziwię bo była naprawdę spora szansa na dobry wynik.
No i niedługo potem nastąpił punkt kulminacyjny. Sebastian Vettel dostał informacje od zespołu że może nie dojechać do mety,  inżynier musiał go prawie siłą  zmuszać aby nie wykręcił najlepszego czasu bo samochód może tego nie wytrzymać.
Na pięćdziesiątym szóstym kółku z wyścigu wycofuje się Hulkenberg ze względu na problemy z hamulcami. Kilka okrążeń wcześniej zrobił  to Charles Pic.
W końcówce jadący na trzeciej pozycji Kimi Raikkonen przepuścił swojego kolegę z zespołu, Grosjeana i jeszcze Massę przy okazji. Potem Fińskiego kierowcę próbował wyprzedzić jeszcze Hamilton ale gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta więc Perez jakimś magicznym sposobem znalazł się przed nimi. Szkoda mi bardzo że Fernando Alonso nie załapał się na punkty.
Vettel dzięki swojej dzisiejszej wygranej został już mistrzem świata i nikt w nadchodzących trzech wyścigach nie jest w stanie go dogonić, Rosberg że z talentem jednak wdał się w ojca( mistrza świata z 1982 roku)  a Grosjean udowodnił po raz trzeci z rzędu stając na podium, że jest dobrym kierowcą. Mimo ze ten cały blog jest poświęcony Formule 1 to pragnę pogratulować jeszcze Robertowi Kubicy który zdobył tytuł mistrzowski w WRC2. I tym sposobem dał do zrozumienia tym co po wypadku na rajdzie Ronde di Andora spisali go na straty  że jego nie warto zbyt wcześnie stawiać na nim kreskę.


sobota, 26 października 2013

Formuła 1 po Japońsku

No i Formuła 1 zawitała do kraju kwitnącej wiśni. Miejsca które kojarzy mi się z mangą i anime oraz wspaniałym torem Suzuka, gdzie nieprzerwanie od 1987 roku rozgrywają się wyścigi o Grand Prix Japonii.
Z pierwszego pola ruszał dla odmiany Mark Webber ale genialnym startem wyróżnił się Romain Grosjean. Francuz wystrzelił jak z procy i po kilku chwilach był już liderem. Na samym początku Bianchi  i van der Garde zakończyli swój udział w wyścigu na poboczu. Przez jakiś czas na torze obowiązywała żółta flaga.
Dla Hamiltona to nie było szczęśliwe Grand Prix. Po przez walkę z Vettelem nie wytrzymało tylne prawe koło. Przez przymusowy pit stop spadł na koniec stawki jednak na dziewiątym okrążeniu zrezygnował z dalszej rywalizacji. Zaledwie jedno kółko później rozpoczęły się zjazdy na wymianę opon. Kilka minut potem Doszło do bratobójczej walki  w Ferrari, Alonso wyprzedził Massę, awansując na szóstą pozycję.
Przez prawie cały wyścig Vettel musiał  się nieźle nagłowić jak odebrać Grosjeanowi prowadzenie. W końcu udało mu się go wyprzedzić. Potem Francuz musiał bronić się przed Webberem. Jednak kierowca Lotusa po długotrwałej walce musiał się poddać i oddać Australijczykowi drugie miejsce.
Na sam koniec mogę powiedzieć tyle że wygrał Vettel. Drugi był Webber a trzeci Grosjean. Szkoda tylko że Fernando Alonso nie znalazł się na podium. Najbardziej przykro mi z powodu Lewisa bo zakończył wyścig w tak niemiły sposób a mógłby powalczyć o duże punkty.

***
Wiem, wiem że notka jest krótka ale nie mam chwilowo weny ani czasu. Jutro dodam recenzję wyścigu  o GP Indii o ile uporam się z Wosem i Biologią, bo w poniedziałek mam kartkówkę z obu tych przedmiotów. A jeszcze myślę ze dwa posty przed Wszystkimi świętymi dodać.  
Zauważyliście że pojawiła się zakładka Kartka z Historii Formuły 1? Jest to tak naprawdę cykl w miarę krótkich biografii  o mistrzach i innych kierowcach którzy zapisali się w tym sporcie. Zakładkę dodałam po to aby ułatwić wyszukiwanie. Notki dodawane są co tydzień, w każdy poniedziałek. Każdego kierowcę przypisałam już do konkretnego dnia więc muszę się terminów w miarę trzymać. Niestety lista nie jest jeszcze zapełniona. Oprócz mistrzów będą tam jeszcze osoby które po prostu na tytuł się nie załapały albo zrobiły coś przez co zostały zapamiętane. Opiszę jeszcze historię kilku ważniejszych zespołów. Jeśli dobrze pójdzie to zamknę ten cykl przed końcem 2015 roku. 
Postanowiłam powrócić do rysowania. Po zakończeniu sezonu opublikuję parę bazgrołów, bo teraz mam niezłe urwanie łowy z tym blogiem. A więc trzymajcie się ciepło do następnej notki :) 

poniedziałek, 21 października 2013

Kartka z Historii Formuły 1 - Alberto Ascari.

Alberto Ascari- Włoski kierowca Formuły 1. Żył w latach 1918-1955.
Od najmłodszych lat chciał się ścigać, tak jak jego ojciec który zmarł w wypadku, kiedy Alberto był jeszcze szkrabem.
Kiedy w Formule zaczęto przyznawać tytuły, Ascari zadebiutował w zespole Ferrari na torze w Monaco. Podczas tego Grand Prix zajął drugie miejsce.
W następnym roku wygrał dwa pierwsze wyścigi sezonu.  Po osiągniętych sukcesach został wysłany do USA gdzie startował w  Indianapolis 500, ponieważ ten wyścig był jednym z Grand Prix ( a Ascari był tylko sam, jeden z całej  Europy)
W roku 1952 wygrał sześć na osiem wyścigów ( z wyjątkiem tego nieszczęśliwego Indianapolis i GP Szwajcarii)  Ta duża przewaga pozwoliła mu zagarnąć tytuł mistrza świata. Rok później też był kierowcą numer jeden.
Alberto Ascari cechował się tym że był bardzo skoncentrowany na wyścigu i  na tym co znajduje się przed maską jego wozu. Kiedy prowadził  mało komu udawało się go pokonać.
W sezonie 1955 nie miał tyle szczęścia. Kierowca reprezentujący Scuderia Lancia, nie ukończył dwóch pierwszych wyścigów. Ostatnia kraksa zakończyła się " utopieniem bolidu". Jak? Otóż Włochowi zależało na wygranej z Strilingiem Mossem. Niestety nie wiedział że jego rywala wycofała z wyścigu awaria silnika. Ascari rozbił swój samochód o przystań i wylądował w wodzie. Kierowcy nic się nie stało.
Tydzień później jadąc sportowym samochodem na torze Monza ,z do dziś niewyjaśnionych przyczyn tył auta uniósł się i przekoziołkował dwa razy. Ascari został został wyrzucony z kabiny bo po przez tak dużą siłę pasy zostały wyrwane. Włoski kierowca zmarł kilka minut po wypadku.
Alberto Ascari powinien być zapamiętany jako człowiek który dążył od małego do spełnienie swoich marzeń. Zainspirowany hobby ojca chciał być taki jak on. Widział w nim swój autorytet w dzieciństwie jak i w dorosłości. Obaj zginęli robiąc to co kochali.

Źródło : Wikipedia, Legendy Formuły 1, wiedza własna oraz Ilustrowana Historia formuły 1

niedziela, 20 października 2013

Dlaczego ludzie muszą żyć tak krótko ?

Ostatnimi czasy doszłam do wniosku że ludzie, a zwłaszcza kierowcy Formuły 1 żyją zbyt krótko. Nie chodzi mi tu akurat o Ayrtona Sennę który wybierając miedzy rezygnacją z wyścigu a startem wybierał  pomiędzy życiem a śmiercią. Wahał się ale w końcu założył kombinezon oraz kask i wsiadł do bolidu wyruszając w kolejnym  Grand Prix, które było jego ostatnim.
Śmierć każdego kierowcy, nie tylko tego z F1 jest dla świata szokiem.
Sytuacja sprzed tygodnia. Jeśli ktoś sprawdzał internetowe portale informacyjne to być może natknął się na artykuł że zmarła Maria de Villota. Była ona kierowcą testowym teamu Marussia. Początkiem lipca 2012 roku uległa wypadkowi podczas testu bolidu na lotnisku Duxford niedaleko Cambridgne. W wyniku zderzenia z rampą doznała rozległych obrażeń twarzy i straciła oko.  W szpitalu spędziła miesiąc. Po wypadku zajmowała się pisaniem autobiografii. Zmarła w Sewilli w pokoju  hotelowym. W chwili śmierci miała 33 lata. Nagły zgon powiązany jest z tym co zdarzyło się podczas testów Marussi, ponad rok temu.
Ta wiadomość mnie zaskoczyła. Było mi bardzo smutno bo tak naprawdę na świecie jest strasznie mało kobiet które zamienią kieckę na kombinezon a szpilki na wygodne buty i kask. Kiedy Villota umarła czułam taką jakąś dziwną pustkę. Szkoda mi jej bo tak naprawdę była jeszcze młoda i mogła dużo zrobić w swoim życiu.
Tak samo zaskoczyła mnie informacja o śmierci Seana Edwardsa, lidera Porsche Supercup. Nie interesuje się tą dziedziną sportu motorowego ale o Edwardsie słyszałam. Chłopak miał dopiero 26 lat, całe życie przed sobą. Jechał jako pasażer w prywatnych testach Porsche 996. Samochód uderzył w bariery z opon a po chwili staną w  płomieniach.
Przed Edwardsem otwierała się szeroka kariera w tym sporcie a może nawet w Formule 1 ?
Nie tylko sławni umierają. Każdego z nas spotkała tragedia spowodowana śmiercią bliskiej osoby.  Na początku jest szok potem płacz a na końcu próba powrotu do normalności. Współczuje  rodzinie Marii de Villoty i Seana  Edwardsa. Wiem jak to jest kogoś stracić. Mi umarła babcia z którą praktycznie się przyjaźniłam. Niedługo będzie druga rocznica jej śmierci a ja ciągle zadaje sobie pytanie : Dlaczego ?
Tak niestety musi być.  Ale tak naprawdę zmarli żyją w naszych wspomnieniach. Nie umrą puki o nich nie zapomnimy.


poniedziałek, 14 października 2013

Kartka z Historii Formuły 1 - Juan Manuel Fangio

Juan Manuel Fangio - kierowca Argentyński, syn włoskich imigrantów. Urodził się 24 czerwca w Balcarce, zmarł 17 lipca 1995 roku w Buenos Aires.
Kiedy w Formule 1 zaczęto przyznawać tytuły Fangio miał 39 lat.  Wiek nie przeszkadzał mu w zdobywaniu zwycięstw.
Swój debiutancki sezon zakończył na pozycji wicelidera, ustępując tylko Giuseppe Farinie. Obaj wygrali taką samą  liczbę wyścigów ale Fangio miał o trzy punkty mniej od Włocha któremu tym razem przypadł tytuł.
Rok później Argentyńczyk pokazał klasę i zdobył po raz pierwszy zdobył Mistrzostwo Świata w Formule 1
W sezonie 1952 Fangio przeszedł z Alfy Romeo do Maserati. Wygrywałby dalej gdyby nie wypadek.
Przed GP Włoch spóźnił się na samolot i zmuszony był przejechać samochodem  dystans z Paryża na tor Monza. Zdążył, bo pojawił się dopiero około pół godziny przed startem. Nie brał udziału w kwalifikacjach więc do wyścigu musiał wyruszyć z ostatniej linii. Fangio bardzo chciał nadrobić pozycje, nie skreślał tego Grand Prix tylko z tego powodu że startował z samego końca stawki. Na którymś okrążeniu wpadł w poślizg. Niestety noc bez snu, kiedy pokonywał dystans z Francji do Włoch zrobiła swoje. Argentyńczyk stracił panowanie nad bolidem który uderzył w bandę i a Juan Manuel wyleciał z samochodu. Ten wypadek spowodował u niego złamanie kręgosłupa i wycofanie się z rywalizacji do końca sezonu. Miał szczęście że w ogóle przeżył tą kraksę.
Myślicie że to już koniec jego kariery ? Jak tak to jesteście w błędzie.
Fangio powrócił rok później. Na początku sezonu 1954 porzucił Maserati dla Mercedesa i w niemieckim wozie zdobył swój drugi tytuł mistrza świata.Rok później także mistrzostwo świata znalazło się w jego rękach. W sezonie 1956 Fangio znalazł się w Ferrari, ponieważ Mercedes postanowił wycofać się z wyścigów w F1. Argentyńczyk zastąpił Ascariego który zginął tragicznie na Monzy rok wcześniej. Ten sezon także został ukoronowany Mistrzostwem.
Jego kariera się jeszcze nie skończyła. Po zdobyciu  czwartego tytułu po raz kolejny zmienił zespół i powrócił do Maserati. Chociaż miał do dyspozycji słabszy bolid od rywali i tak był niepokonany.  Też zdobył mistrzostwo świata.
Swoją karierę zakończył  w roku 1958. Ma na koncie pięć mistrzostw świata w tym cztery pod rząd. Jedyny kierowca który na dzień dzisiejszy ma ich więcej to Michael Schumacher. Rekord Fangio pod względem posiadanych tytułów został przez niego pobity prawie pół wieku później. To świadczy że ten Argentyński kierowca był ze względu na swój talent niepokonany. Moim zdaniem Juan Manuel Fangio to prawdziwa legenda. Jest żywym dowodem że człowieka który ma pasję nie można nigdy zabić ale jedynie oszpecić. Po wypadku wrócił dużo silniejszy  i zdobywał kolejne mistrzostwa. To jest właśnie prawdziwy kierowca F1 czyli taki który nigdy się nie poddaje.

Zdjęcie : Wikipedia 
Informacje : Wikipedia, wiedza własna  i " Mistrzowie Formuły 1 "                                  

niedziela, 13 października 2013

GP Korei

Z niezwykłego toru w Singapurze przenosimy się do Korei. Tu też w kwalifikacjach swoją siłę pokazał Sebastian Vettel i wywalczył  start z pierwszego pola. Początek wyścigu był nawet spokojny, nie licząc Massy którego bolid stanął w poprzek zakrętu. Kierowca utracił dużo pozycji.
Z oponami wyłamał się Ricciardo. Jako jedyny startował na pośredniej mieszance, kiedy inni wybrali super miękką.
Przed wyścigiem Webber został cofnięty o 10 pól to tyłu. Dlaczego ? to wszystko za to że Alonso postanowił podwieźć swoim bolidem  Marka, któremu jego samochód spłonął. Zespół wystawił dla kierowcy Red Bulla rachunek a on i Fernando dostali po reprymendzie. Jeśli podczas jednego sezonu dostaniesz trzy reprymendy jednorazowo zostajesz cofnięty o dziesięć pól w tył, tak samo jak Webber, który w poprzednich wyścigach uzbierał takie właśnie upomnienia.
Za dobry start mogę pochwalić Grosjeana i Hulkenberga. W okolicach - dwunastego - trzynastego kółka prawie wszyscy zaliczyli już zmianę opon. były manewry wyprzedzania, między innymi Hulkenberg dzielnie bronił się przed Alonso.
Na dwudziestym szóstym okrążeniu na barierę wpadł Paul di Resta. i niestety musiał wycofać się z dalszej rywalizacji. I pewnie bym tak rozmyślała nad tą kraksą gdyby nie Rosberg który dwa okrążenia później  uszkodził swoje przednie skrzydło spod którego leciały iskry. Kierowca zjechał posłusznie za wymianę uszkodzonego elementu ( ba, nawet nie chciało się zdjąć ) i dołączył do stawki ale na odległej pozycji.
A tu kolejne bum! Nieco później po tym incydencie wybuchła opona w bolidzie Sergio Pereza  i to tuz za wyjazdem z alei serwisowej. Kierowca musiał przejechać dodatkowy dystans aby zmienić opony bo jazda na samej feldze nie należy do najbezpieczniejszych. Całe szczęście że Webber na pozostałości z opony nie wjechał bo byłaby kolejna tragedia.
Pojawił się Safety Car i część zjechała na pit stop. Nastąpił restart wyścigu. W między czasie doszło do bratobójczej walki między Lotusami a potem Samochód Bezpieczeństwa zmuszony był wyjechać znowu. . Niestety nie oni zawinili. Sutil stracił kontrolę nad autem i uderzył w Webbera. W efekcie bolid Red Bull Racing wypadł po za tor i zaczął się palić, kierowca niemalże w ostatniej chwili wysiadł z samochodu. Kolejny restart nastąpiła na czterdziestym piątym okrążeniu. Kilka kółek później Grosjean dostał polecanie od swojego inżyniera aby walczył z Raikkonenem i postarał się go wyprzedzić. Niestety nie udało mu się dogonić fińskiego kolegi. Komunikat był o tyle ciekawy że przeważnie kierowca dostaje wręcz rozkaz aby nie walczyć z kolegą z zespołu.
Na kilka okrążeń przed końcem Sutil zdecydował wycofać się a chwilę później swój wyścig zakończył Ricciardo.
Do mety na pierwszym miejscu dotarł Vettel ( z resztą jak zwykle) potem był Kimi a za nim Romain Grosjean. Podium wyglądało moim zdaniem fajnie, tylko Webbera szkoda ...
W tym wyścigu Hulkenberg mówił że chce być na siódmym miejscu. Jego marzenie się nie spełniło bo na koniec wyścigu znalazł się na czwartej pozycji. I to najwyższej w jego karierze. I tą optymistyczną wiadomością kończę tą relację.

poniedziałek, 7 października 2013

Kartka z historii Formuły 1 - Giuseppe Farina

Giuseppe Farina,włoski kierowca urodzony 30 października 1906 roku w Turynie, zmarły sześćdziesiąt lat później w Aiguebelle. Pierwszy mistrz Formuły 1.
W sezonie 1950 od kiedy zaczęto przyznawać mistrzostwa Farina wygrał trzy na siedem wyścigów : Grand Prix Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i Włoch, dwa razy startował z pierwszego pola. Z kolei Fangio, jego kolega z zespołu (jakim była Alfa Romeo) także odniósł taką samą liczbę zwycięstw, jednak  Giuseppe miał nad nim trzy punkty przewagi i tym sposobem zdobył jako pierwszy w historii tytuł mistrza świata.
Swoje ostatnie zwycięstwo odniósł w 1953 roku w Niemczech na Nurburgringu.
Sezon 1954 rozpoczął od drugiego miejsca odniesionego podczas GP Argentyny. Jednak potem nie miał tyle szczęścia. Podczas wyścigu Mille Migilia złamał rękę a w wyścigu samochodów sportowych odbywającym się na Monzie, doznał poparzeń.
Do Formuły 1 powrócił rok po tamtych zdarzeniach.Jednak Farina nie mógł znieść bólu podczas jazdy więc musiał aplikować sobie morfinę. W połowie sezonu zdecydował że odejdzie. W sumie nawet mu się nie dziwię że odszedł. Zdrowie jest jednak ważniejsze. Jeśli to co kocha sprawia ci ból to ze smutkiem musisz z tego zrezygnować.
Giuseppe Farina, który znany był z tego że wychodził cało ze wszystkich wypadków wcale nie zginął na torze. Jadąc na Grand Prix Francji w 1966 roku uderzył w słup telegraficzny.

Źródło : Wikipedia i wiedza własna

środa, 2 października 2013

Za co kocham GP Singapuru

No właśnie za co ?
Tor w Singapurze sam w sobie jest niezwykły. Wyścig odbywa się nocą przy sztucznym oświetleniu. We wszystkich wyścigach odbywanych na Marina Bay uczestniczył samochód bezpieczeństwa. To grand Prix jest niezwykle wymagające więc jest niemałym wyzwaniem dla zawodników, niezależnie od tego jakim bolidem jadą.
W tym roku podczas kwalifikacji, znów bezkonkurencyjny okazał się Vettel i znów startował z pierwszej pozycji. Na samym początku kierowca Red Bull Racing dzielnie odparł ataki Nico Rosberga, choć myślałam że jednak ktoś pokona Vettela. Bardzo ładnie wystartował Alonso. Dobrze wykorzystał walkę Webbera z Grosjeanem ( gdzie dwóch się biję tam trzeci korzysta) Zdziwieniem było że aż tak duża liczba kierowców zdecydowała się  startować na super miękkiej  mieszance. Wyłamał tylko Adrian Sutil bo wszyscy inni wybrali takie same opony.
Zjazdy na pit stop zaczęły się dosyć wcześnie bo aż na jedenastym okrążeniu i od Kimiego Raikkonena. Nie dość że na tym torze jest bardzo długa aleja serwisowa to i prędkość została ograniczona do 60 km/h. Czyli zjeżdżając na zmianę opon można stracić o wiele więcej pozycji niż na na przykład w Belgii.
Tradycją jest że podczas Grand Prix w Singapurze zdarza się wypadek i wyjeżdża Samochód bezpieczeństwa( w każdym dotychczasowym wyścigu to się zdarzyło) . Kolizja nawet nie musi być wielka a tym razem punktem kulminacyjnym był wypadek Riccardo, który spowodował całkowitą zmianę taktyk zespołów.
Niedługo potem z walką musiał pożegnać się Grosjean. Szkoda, bo zapowiadał się naprawdę dobry wyścig w wykonaniu francuskiego kierowcy.
W samej końcówce bolid Marka Webbera zaczął się palić, wszystko przez skrzynię biegów. Ostatecznie znalazł się na 15 pozycji.
Wyścig wygrał Vettel, tuż za nim uplasował się Alonso i Raikkonen.
Ja się pytam : Czy koś w końcu pokona Vettela ? Ludzie to się już nudne robi! Najprawdopodobniej będzie powtórka z sezonu 2011 gdzie jeden kierowca był nie do pokonania ...