Zróbmy nocny wyścig! Będzie fajnie! Tak chyba myślała osoba która postanowiła zorganizować Grand Prix po zmroku. Pomysł był jak najbardziej dobry - jak dotąd w Formule 1 nie było czegoś takiego jak wyścig w godzinach nocnych rozgrywany przy sztucznym oświetleniu.Pierwsze zawody odbyły się w 2008 roku, jednak ten tor mimo iż nie może pochwalić się takim stażem w kalendarzu F1 jak Monako czy Monza to jest jednym z moich ulubionych.
W tym roku kolejne zwycięstwo na tym torze do swojego nazwiska dopisał Sebastian Vettel. Niemiec jeżdżący od tego roku w barwach Ferrari wygrywał tu już wcześniej.
Nie wiem czy wiecie ale już odkąd Królowa Motosportu zawitała na Marina Bay Street Circuit czyli już od ośmiu sezonów nie było wyścigu w którym nie pojawiłby się samochód bezpieczeństwa. Tor ten jest bardzo wąski, szerokie pobocza to tylko marzenie więc niezwykłą trudność sprawia wyprzedzanie, za to bardzo łatwo jest zakończyć wyścig na barierze.
W tym roku tradycji stało się zadość. Pierwszy wyjazd spowodowała kolizja Massy i Hulkenberga. Drugi z kolei ... kibic! Z początku byłam zdezorientowana , bo wszystkie bolidy całe ale kiedy okazało się że jakiś facet wlazł sobie ot tak na tor i spaceruje sobie [ Nawiasem mówiąc, jak on się tam do cholery dostał?] Po tym incydencie przestałam twierdzić ze wszystko już w tym sporcie już widziałam. Po kolejnej neutralizacji zaczęła się na nowo walka o pozycje i przewagę nad innymi rywalami.
Vettelowi udało się dowieźć zwycięstwo do mety, kolejne z resztą dla Ferrari. Drugi zameldował się Daniel Ricciardo. Kolejne podium dla Red Bull Racing okazało się niespodzianką, jednak nie taką jak trzecie miejsce Kimiego Raikkonena. W porównaniu do Włoch ten wyścig był dla Kimasa dużo lepszy, jednak wolałabym oglądać go jako zwycięzce. Do końca sezonu jest jeszcze kilka wyścigów i mama nadzieję ze przez ten czas Raikkonen będzie częściej na podium.
W tym wyścigu najdziwniejszym faktem okazało się to że nikogo z Mercedesa nie było w pierwszej trójce. Hamilton ze względu na awarię bolidu zmuszony był się wycofać a Rosberg dojechał na czwartym miejscu.
Pozostaje mi wierzyć że to był zwykły wypadek przy pracy, jednak przeraża mnie wizja reszty sezonu, który jest całkowicie zdominowany przez Hamiltona ...
Mieszkam w Toruniu i to jeszcze blisko stadionu, więc tym razem jestem chociaż ODROBINĘ w temacie XD (a przynajmniej dużo słyszę...)
OdpowiedzUsuńTakie wyścigi oglądane w nocy musiałyby super wyglądać.:) Nie jestem fanką, ale gdyby ktoś mi zaproponował na pewno z chęcią usiadłabym na widowni i wczuła się w klimat.
OdpowiedzUsuńhttp://zadumam.blogspot.com
Musiało być naprawdę extra! Nie jestem zbyt w temacie ale wiadomo... Na coś takiego chyba każdy dał by się zaprosic; Bardzo fajny post.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
atkasblog.blogspot.com
Hmm, takie nocne wyścigi to mi się kojarzą z Need for Speed albo Szybcy i Wściekli, a nie z Formułą 1 :)
OdpowiedzUsuńMimo to musiało być ciekawie ^^
Jak przeczytałam to o kibicu to od razu mi się przypomniało jak byłam z tatą na żużlu i jakiś nieźle wstawiony facet od tak wbiegł sobie na tor... Jak widać wszystko jest możliwe ;) Nocą wyścigi muszą wyglądać fantastycznie. Wyobraziłam to sobie i jeżeli jest tak jak w mojej głowie to...wow. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńpannanikt001.blogspot.com
Właściwie ten temat jest dla mnie obcy, ale nie powiem, że nie chciałabym zobaczyć takiego wyścigu. Pewnie jest to pełne emocji, ale myślę, że trzeba to zobaczyć na żywo. Wtedy byłoby to mega emocjonujące nawet dla mnie-osoby zupełnie nie fascynującej się tym tematem.
OdpowiedzUsuńwww.kwietniowaaa.blogspot.com