Ostatnimi czasy doszłam do wniosku że ludzie, a zwłaszcza kierowcy Formuły 1 żyją zbyt krótko. Nie chodzi mi tu akurat o Ayrtona Sennę który wybierając miedzy rezygnacją z wyścigu a startem wybierał pomiędzy życiem a śmiercią. Wahał się ale w końcu założył kombinezon oraz kask i wsiadł do bolidu wyruszając w kolejnym Grand Prix, które było jego ostatnim.
Śmierć każdego kierowcy, nie tylko tego z F1 jest dla świata szokiem.
Sytuacja sprzed tygodnia. Jeśli ktoś sprawdzał internetowe portale informacyjne to być może natknął się na artykuł że zmarła Maria de Villota. Była ona kierowcą testowym teamu Marussia. Początkiem lipca 2012 roku uległa wypadkowi podczas testu bolidu na lotnisku Duxford niedaleko Cambridgne. W wyniku zderzenia z rampą doznała rozległych obrażeń twarzy i straciła oko. W szpitalu spędziła miesiąc. Po wypadku zajmowała się pisaniem autobiografii. Zmarła w Sewilli w pokoju hotelowym. W chwili śmierci miała 33 lata. Nagły zgon powiązany jest z tym co zdarzyło się podczas testów Marussi, ponad rok temu.
Ta wiadomość mnie zaskoczyła. Było mi bardzo smutno bo tak naprawdę na świecie jest strasznie mało kobiet które zamienią kieckę na kombinezon a szpilki na wygodne buty i kask. Kiedy Villota umarła czułam taką jakąś dziwną pustkę. Szkoda mi jej bo tak naprawdę była jeszcze młoda i mogła dużo zrobić w swoim życiu.
Tak samo zaskoczyła mnie informacja o śmierci Seana Edwardsa, lidera Porsche Supercup. Nie interesuje się tą dziedziną sportu motorowego ale o Edwardsie słyszałam. Chłopak miał dopiero 26 lat, całe życie przed sobą. Jechał jako pasażer w prywatnych testach Porsche 996. Samochód uderzył w bariery z opon a po chwili staną w płomieniach.
Przed Edwardsem otwierała się szeroka kariera w tym sporcie a może nawet w Formule 1 ?
Nie tylko sławni umierają. Każdego z nas spotkała tragedia spowodowana śmiercią bliskiej osoby. Na początku jest szok potem płacz a na końcu próba powrotu do normalności. Współczuje rodzinie Marii de Villoty i Seana Edwardsa. Wiem jak to jest kogoś stracić. Mi umarła babcia z którą praktycznie się przyjaźniłam. Niedługo będzie druga rocznica jej śmierci a ja ciągle zadaje sobie pytanie : Dlaczego ?
Tak niestety musi być. Ale tak naprawdę zmarli żyją w naszych wspomnieniach. Nie umrą puki o nich nie zapomnimy.
Życie jest krótkie, dlatego należy żyć w pełni sił ... Żyć tak, aby się nie żałowało. ;3
OdpowiedzUsuńłał przeczytałam post i.... sądzę, że ludzie którzy decydują się na tą prace znają ryzyko....ale zawsze za nimi tęsknimy. Ale tak to w życiu bywa, ktoś umiera by inny mógł się narodzić.
OdpowiedzUsuńhttp://dr-house-stories.blogspot.com/
Bardzo ciekawy wpis... Masz rację :) Ale niestety w życiu tak bywa. Jedten żyje dłużej a jeden krócej ;/
OdpowiedzUsuńhttp://doityourselfpl.blogspot.com/
Zgadza się, życie jest krótkie. Tyle że dla mnie to jest plus.
OdpowiedzUsuń+ zapraszam do mnie http://dolriess.blogspot.com/
Prawda.. Życie jest zbyt krótkie, żeby się wszystkim przejmować. Ale ludzie, którzy decydują się na tę pracę, znają ryzyko. Wpis świetny, bardzo mi się podoba. 8))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do mnie:
http://nikolsonbloguje.blogspot.com
Szczera prawda.......
OdpowiedzUsuńŚwietny blog !!!
Z tym się zgadzam ,szczera prawda. Wpis bardzo ciekawy .
OdpowiedzUsuń