Zróbmy nocny wyścig! Będzie fajnie! Tak chyba myślała osoba która postanowiła zorganizować Grand Prix po zmroku. Pomysł był jak najbardziej dobry - jak dotąd w Formule 1 nie było czegoś takiego jak wyścig w godzinach nocnych rozgrywany przy sztucznym oświetleniu.Pierwsze zawody odbyły się w 2008 roku, jednak ten tor mimo iż nie może pochwalić się takim stażem w kalendarzu F1 jak Monako czy Monza to jest jednym z moich ulubionych.
W tym roku kolejne zwycięstwo na tym torze do swojego nazwiska dopisał Sebastian Vettel. Niemiec jeżdżący od tego roku w barwach Ferrari wygrywał tu już wcześniej.
Nie wiem czy wiecie ale już odkąd Królowa Motosportu zawitała na Marina Bay Street Circuit czyli już od ośmiu sezonów nie było wyścigu w którym nie pojawiłby się samochód bezpieczeństwa. Tor ten jest bardzo wąski, szerokie pobocza to tylko marzenie więc niezwykłą trudność sprawia wyprzedzanie, za to bardzo łatwo jest zakończyć wyścig na barierze.
W tym roku tradycji stało się zadość. Pierwszy wyjazd spowodowała kolizja Massy i Hulkenberga. Drugi z kolei ... kibic! Z początku byłam zdezorientowana , bo wszystkie bolidy całe ale kiedy okazało się że jakiś facet wlazł sobie ot tak na tor i spaceruje sobie [ Nawiasem mówiąc, jak on się tam do cholery dostał?] Po tym incydencie przestałam twierdzić ze wszystko już w tym sporcie już widziałam. Po kolejnej neutralizacji zaczęła się na nowo walka o pozycje i przewagę nad innymi rywalami.
Vettelowi udało się dowieźć zwycięstwo do mety, kolejne z resztą dla Ferrari. Drugi zameldował się Daniel Ricciardo. Kolejne podium dla Red Bull Racing okazało się niespodzianką, jednak nie taką jak trzecie miejsce Kimiego Raikkonena. W porównaniu do Włoch ten wyścig był dla Kimasa dużo lepszy, jednak wolałabym oglądać go jako zwycięzce. Do końca sezonu jest jeszcze kilka wyścigów i mama nadzieję ze przez ten czas Raikkonen będzie częściej na podium.
W tym wyścigu najdziwniejszym faktem okazało się to że nikogo z Mercedesa nie było w pierwszej trójce. Hamilton ze względu na awarię bolidu zmuszony był się wycofać a Rosberg dojechał na czwartym miejscu.
Pozostaje mi wierzyć że to był zwykły wypadek przy pracy, jednak przeraża mnie wizja reszty sezonu, który jest całkowicie zdominowany przez Hamiltona ...
piątek, 2 października 2015
sobota, 26 września 2015
Powtórka z rozrywki: Hamilton zwycięża na Monzy
Monza to jeden z tych torów, które pamiętają czasy pierwszego sezonu Formuły 1 z 1950 roku. Cholernie klimatyczny, związany z historią Włoch jak samo Ferrari. Z reszta wątpię czy jedno potrafiło by istnieć bez drugiego. I jak sobie pomyślę że przyszłość Monzy w F1 jest niepewna to aż mnie w środku przewraca. Podczas tego Grand Prix zawsze wracam myślami do wydarzeń z 2006 roku czyli czasów kiedy Kubica po raz pierwszy stanął na podium. Fajnie było go widzieć w najlepszej trójce obok Schumachera i Raikkonena. To właśnie wtedy pokazał że nie przypadkiem znalazł się w F1.
Podczas tegorocznych zawodów miałam nadzieję że wysoka pozycja w kwalifikacjach Kimiego pomoże mu w walce z Hamiltonem. Po cichu liczyłam także na Vettela który razem z Rosbergiem znajdował się za ich plecami. Kiedy spodziewałam się że Raikkonen wystrzeli ja z procy i będzie próbował odebrać Lewisowi prowadzenie jednak po zgaśnięciu świateł nie ruszył! Ba, spadł nawet na koniec stawki. Wtedy straciłam jakiekolwiek nadzieje na zwycięstwo Ferrari w swoim domowym wyścigu. Wątpię że to była wina Kimasa. Nie wierzę że jest w stanie aż tak zepsuć start, obstawiam że raczej coś musiało się zepsuć w bolidzie, który jest naszpikowany elektroniką. Jednak pozycja Raikkonenna w teamie z Maranello jest niezagrożona, ponieważ podpisał kontrakt na kolejny sezon i dalej będziemy mogli oglądać go w Ferrari. Do jego fotela byli przymierzany między innymi Valtteri Bottas, jednak on także najprawdopodobniej zostanie na starych śmieciach.
W nieciekawy sposób Grand Prix skończyła się dla obu kierowców Lotusa. Już przed dziesiątym okrążeniem mogli się pakować. Po sukcesie w Spa myślałam że uda się Grosejanowi i Maldonado zapunktować ale jednak się przeliczyłam.
Moim zdaniem wyścig był ... nudny! Miałam cichą nadzieje że Rosbergowi mimo słabych kwalifikacji uda się jakoś wybić i uzyskać dobry rezultat, jednak musiał się wycofać. Problemy z samochodem po raz kolejny dały się we znaki. W ten sposób tytuł mistrzowski się od niego oddalił a przepaść dzieląca jego i Hamiltona wzrosła do pięćdziesięciu trzech punktów. Przez to że nie udało mu się dojechać w pierwszej dziesiątce zmniejszyła się jego przewaga nad Vettelem, więc jego ewentualne wicemistrzostwo jest zagrożone.
W wyścigu najlepszy okazał się Hamilton, który po raz kolejny odniósł zwycięstwo, w dodatku drugi rok z rzędu. Drugie miejsce zajął reprezentant Ferrari - Sebastian Vettel. Niespodziewanie na najniższym stopniu podium znalazł się Felipe Massa. Szkoda mi Rosberga który niestety nie może zaliczyć tej Grand Prix do tych najlepszych. Żałuję trochę że Lotus nie powalczył tym razem o punkty, jednak z trzeciego miejsca Massy i czwartego Bottasa jestem zadowolona. Kimi ostatecznie był piaty ale jednak po udanych kwalifikacjach byłam pewna że powalczy o zwycięstwo. Po za tym na dobrych pozycjach dojechali kierowcy Force India. Sergio Perez i Nico Hunkenberg którzy dojechali kolejno na szóstym i siódmym miejscu. Ze startu może myć także zadowolony Marcus Ericsson, który zajął przedostatnie punktowane miejsce. Nie mogę zapomnieć także o zawodnikach Red Bulla. Ricciardo i Kvyat dojechali na ósmej i dziesiątej pozycji.
Przyglądając się temu zespołowi nie powiedziałabym że jeszcze wcale nie tak dawno odnosili zwycięstwa a nawet tytuły mistrzowskie. Gdybym była nowicjuszem w tym temacie to bym uznała go za team który walczy o przetrwanie i punkty a nie o mistrzostwa. W barwach Red Bulla Vettel zdobył wszystkie swoje tytuły, więc liczę że w przyszłości czerwone byki pokażą na co je stać. Może uda im się to w Singapurze ?
Podczas tegorocznych zawodów miałam nadzieję że wysoka pozycja w kwalifikacjach Kimiego pomoże mu w walce z Hamiltonem. Po cichu liczyłam także na Vettela który razem z Rosbergiem znajdował się za ich plecami. Kiedy spodziewałam się że Raikkonen wystrzeli ja z procy i będzie próbował odebrać Lewisowi prowadzenie jednak po zgaśnięciu świateł nie ruszył! Ba, spadł nawet na koniec stawki. Wtedy straciłam jakiekolwiek nadzieje na zwycięstwo Ferrari w swoim domowym wyścigu. Wątpię że to była wina Kimasa. Nie wierzę że jest w stanie aż tak zepsuć start, obstawiam że raczej coś musiało się zepsuć w bolidzie, który jest naszpikowany elektroniką. Jednak pozycja Raikkonenna w teamie z Maranello jest niezagrożona, ponieważ podpisał kontrakt na kolejny sezon i dalej będziemy mogli oglądać go w Ferrari. Do jego fotela byli przymierzany między innymi Valtteri Bottas, jednak on także najprawdopodobniej zostanie na starych śmieciach.
W nieciekawy sposób Grand Prix skończyła się dla obu kierowców Lotusa. Już przed dziesiątym okrążeniem mogli się pakować. Po sukcesie w Spa myślałam że uda się Grosejanowi i Maldonado zapunktować ale jednak się przeliczyłam.
Moim zdaniem wyścig był ... nudny! Miałam cichą nadzieje że Rosbergowi mimo słabych kwalifikacji uda się jakoś wybić i uzyskać dobry rezultat, jednak musiał się wycofać. Problemy z samochodem po raz kolejny dały się we znaki. W ten sposób tytuł mistrzowski się od niego oddalił a przepaść dzieląca jego i Hamiltona wzrosła do pięćdziesięciu trzech punktów. Przez to że nie udało mu się dojechać w pierwszej dziesiątce zmniejszyła się jego przewaga nad Vettelem, więc jego ewentualne wicemistrzostwo jest zagrożone.
W wyścigu najlepszy okazał się Hamilton, który po raz kolejny odniósł zwycięstwo, w dodatku drugi rok z rzędu. Drugie miejsce zajął reprezentant Ferrari - Sebastian Vettel. Niespodziewanie na najniższym stopniu podium znalazł się Felipe Massa. Szkoda mi Rosberga który niestety nie może zaliczyć tej Grand Prix do tych najlepszych. Żałuję trochę że Lotus nie powalczył tym razem o punkty, jednak z trzeciego miejsca Massy i czwartego Bottasa jestem zadowolona. Kimi ostatecznie był piaty ale jednak po udanych kwalifikacjach byłam pewna że powalczy o zwycięstwo. Po za tym na dobrych pozycjach dojechali kierowcy Force India. Sergio Perez i Nico Hunkenberg którzy dojechali kolejno na szóstym i siódmym miejscu. Ze startu może myć także zadowolony Marcus Ericsson, który zajął przedostatnie punktowane miejsce. Nie mogę zapomnieć także o zawodnikach Red Bulla. Ricciardo i Kvyat dojechali na ósmej i dziesiątej pozycji.
Przyglądając się temu zespołowi nie powiedziałabym że jeszcze wcale nie tak dawno odnosili zwycięstwa a nawet tytuły mistrzowskie. Gdybym była nowicjuszem w tym temacie to bym uznała go za team który walczy o przetrwanie i punkty a nie o mistrzostwa. W barwach Red Bulla Vettel zdobył wszystkie swoje tytuły, więc liczę że w przyszłości czerwone byki pokażą na co je stać. Może uda im się to w Singapurze ?
środa, 23 września 2015
Myślałam że nie doczekam czasów kiedy Lotus będzie jeszcze kiedyś na podium.
Tor Spa Francorchamps można uznać za jedyny w swoim rodzaju. Kiedyś piętnastokilometrowa pętla została skrócona do niewiele ponad siedmiu, ale mimo wielokrotnej przebudowy i modernizacji to okrążenie jest najdłuższe w całym kalendarzu.
Osoba, która kojarzy mi się z tym miejscem to nie kto inny niż sam Michael Schumacher. Właśnie w Belgii w sezonie 1991 wystartował w swoim pierwszym wyścigu w karierze a rok później odniósł tam swoje pierwsze zwycięstwo. Schumi zwyciężał tam aż sześć razy, jednak najbardziej spektakularną wygrana odniósł w 1995 startując podajże z szesnastej pozycji. W 2011 podczas tej Grand Prix obchodził dwudziestolecie pierwszego wyścigu a zaledwie rok później swój trzy setny start ( i tak ma mniej niż Barrichello).
W tym roku z pierwszej linii startowały oba Mercedesy. Niestety już na okrążeniu formującym z rywalizacji zmuszony był wycofać się Nico Hulkenberg.
Po wystartowaniu Hamilton zdołał utrzymać swoją pozycję. Niespodziewanie do przodu przebił się Sergio Perez. Chwilowo miała nadzieje że zdoła on powalczyć z liderem jednak bolid Force India jest dużo słabszy niż samochód Mercedesa. Rosberg całkiem zawalił start, jednak z biegiem czasu udało mu się uzyskać stracone pozycje. Liczyłam na walkę obu Mercedesów jednak Hamilton nie miał zamiaru oddawać pozycji. Pod koniec wyścigu rozwinęła się ciekawa akcja między Sebastianem Vettelem a Romainem Grosjeanem. Była to walka o najniższy stopień podium między kierowcami Ferrari i Lotusa. Myślami byłam za Groszkiem jednak byłam przekonana że Seba obroni pozycję, bo przecież ma cztery tytuły mistrzowskie i lepszy samochód. W dodatku miałam w pamięci rozróbę Romaina na torze Spa w sezonie 2012 po którym sędziowie postanowili usadzić go na jeden wyścig i przez to nie mogłam zobaczyć go we Włoszech. Jednak Ferrari w swoim 900 wyścigu trochę przedobrzyło z obliczeniami i jedna z opon Vettela nie wytrwała do końca wyścigu i rozpadła się. Kierowca musiał zjechać na nieplanowaną wymianę opon i w ten sposób stracił pozycję.
Wyścig wygrał Hamilton, drugi był Rosberg a trzecie miejsce niespodziewanie zajął Grosjean. Bardzo cieszyłam się z pierwszego w tym sezonie podium dla Lotusa. Ostatnio Romain był na podium w 2013 roku podczas Grand Prix USA. Sezon 2014 był dla niego ubogi w punkty bo tylko dwa razy ukończył wyścig w punktowanej pierwszej dziesiąte.
Trochę żałuję że na mecie nie widziałam Daniela Ricciardo, który zwyciężył w zeszłym roku na tym torze, jednak usterka w jego bolidzie nie pozwoliła tym razem na dobry wynik.
Jestem zadowolona z czwartego miejsca Kvyata oraz piątej Pereza. Williamsy dojechały na szóstej i dziewiątej pozycji. Przyznam szczerze że liczyłam na coś więcej w wykonaniu tej ekipy.
Nie ukrywam jednak że podium w postaci Hamilton, Rosberg, Grosjean podoba mi się i to bardzo.
Osoba, która kojarzy mi się z tym miejscem to nie kto inny niż sam Michael Schumacher. Właśnie w Belgii w sezonie 1991 wystartował w swoim pierwszym wyścigu w karierze a rok później odniósł tam swoje pierwsze zwycięstwo. Schumi zwyciężał tam aż sześć razy, jednak najbardziej spektakularną wygrana odniósł w 1995 startując podajże z szesnastej pozycji. W 2011 podczas tej Grand Prix obchodził dwudziestolecie pierwszego wyścigu a zaledwie rok później swój trzy setny start ( i tak ma mniej niż Barrichello).
W tym roku z pierwszej linii startowały oba Mercedesy. Niestety już na okrążeniu formującym z rywalizacji zmuszony był wycofać się Nico Hulkenberg.
Po wystartowaniu Hamilton zdołał utrzymać swoją pozycję. Niespodziewanie do przodu przebił się Sergio Perez. Chwilowo miała nadzieje że zdoła on powalczyć z liderem jednak bolid Force India jest dużo słabszy niż samochód Mercedesa. Rosberg całkiem zawalił start, jednak z biegiem czasu udało mu się uzyskać stracone pozycje. Liczyłam na walkę obu Mercedesów jednak Hamilton nie miał zamiaru oddawać pozycji. Pod koniec wyścigu rozwinęła się ciekawa akcja między Sebastianem Vettelem a Romainem Grosjeanem. Była to walka o najniższy stopień podium między kierowcami Ferrari i Lotusa. Myślami byłam za Groszkiem jednak byłam przekonana że Seba obroni pozycję, bo przecież ma cztery tytuły mistrzowskie i lepszy samochód. W dodatku miałam w pamięci rozróbę Romaina na torze Spa w sezonie 2012 po którym sędziowie postanowili usadzić go na jeden wyścig i przez to nie mogłam zobaczyć go we Włoszech. Jednak Ferrari w swoim 900 wyścigu trochę przedobrzyło z obliczeniami i jedna z opon Vettela nie wytrwała do końca wyścigu i rozpadła się. Kierowca musiał zjechać na nieplanowaną wymianę opon i w ten sposób stracił pozycję.
Wyścig wygrał Hamilton, drugi był Rosberg a trzecie miejsce niespodziewanie zajął Grosjean. Bardzo cieszyłam się z pierwszego w tym sezonie podium dla Lotusa. Ostatnio Romain był na podium w 2013 roku podczas Grand Prix USA. Sezon 2014 był dla niego ubogi w punkty bo tylko dwa razy ukończył wyścig w punktowanej pierwszej dziesiąte.
Trochę żałuję że na mecie nie widziałam Daniela Ricciardo, który zwyciężył w zeszłym roku na tym torze, jednak usterka w jego bolidzie nie pozwoliła tym razem na dobry wynik.
Jestem zadowolona z czwartego miejsca Kvyata oraz piątej Pereza. Williamsy dojechały na szóstej i dziewiątej pozycji. Przyznam szczerze że liczyłam na coś więcej w wykonaniu tej ekipy.
Nie ukrywam jednak że podium w postaci Hamilton, Rosberg, Grosjean podoba mi się i to bardzo.
sobota, 19 września 2015
Gdybym nie widziała to bym nie uwierzyła - Grand Prix Węgier.
Hungaroring jest chyba jednym z tych torów, który ściągał najwięcej Polskich kibiców. Znajduje się on stosunkowo blisko naszego kraju, w dodatku jest powiązany z Robertem Kubicą, który debiutował w tej Grand Prix w 2006 roku jako zastępca Jacquesa Villeneuva - etatowego kierowcy BMW Sauber , który podczas poprzedniego wyścigu doznał kontuzji. Polak dojechał do mety na siódmej pozycji, jednak został zdyskwalifikowany ponieważ jego bolid okazał sie za lekki. Robson jednak nie musiał wracać na fotel trzeciego kierowcy ponieważ zespół postanowił rozwiązać kontrakt z Villeneuvem, co zapewniło mu starty do końca sezonu w miejscu Kanadyjskiego mistrza świata z 1997 roku.
Hungaroring jest szczególny głownie dlatego iż Grand Prix które odbywało się na tym torze było pierwsze po za żelazną kurtyną ( zainteresowanych odsyłam do książki od historii )
W tym roku pierwszą linię obstawiły oba Merce z Hamiltonem na czele. Byłam pewna że skończy się ja zawsze, jednak dużą niespodziankę sprawił mi Sebastian Vettel którey wyprzedził obie Srebrne Strzały. Z resztą jego wyczyn powtórzył Kimi Raikkonen - drugi kierowca Ferrari. Ostatecznie Lewis który startował z Pole Position ostatecznie spadł na czwarte miejsce, tuż za Rosbergiem. Kiedy próbował dopaść rywala wypadł po za tor. Zdołał wrócić, jednak dodatkowe sekundy sprawiły że spadł na dziesiątą pozycję. I to wszystko na pierwszym kółku!
Po za interesującym początkiem nic przykuwającego uwagi się nie działo po za walczącym o wyższe pozycje Hamiltonem i kontaktem między Maldonado a Perezem na dziewiętnastym okrążeniu co kosztowało Meksykanina wyjazd po za tor.
Na czterdziestym trzecim okrążeniu zawodnik Force India - Nico Hulkenberg znalazł się po za torem i uderzył w bandę. Mocowania od przedniego skrzydła najprawdopodobniej odpadły i wpadło ono pod bolid. Zawodnik spowodował pojawienie się Samochodu Bezpieczeństwa. Elementy z samochodu porozrzucane były na torze, obok wyjazdu z boksów. Wtedy sędziowie postanowili przepuścić kierowców przez aleję serwisową aby wirażowi szybciej uwinęli się z robotą. Po neutralizacji od nowa zaczęła się walka o dodatkowe sekundy nad przeciwnikiem. Jednak duże rozczarowanie przeżyłam kiedy na pięćdziesiątym trzecim kółko Raikkonen zjechał do alei serwisowej a następnie zatrzymał się na swoim stanowisku i po zmianie ogumienia zgasił silnik. Było już wiadome że Kimi wycofuje się z wyścigu. Po dobrym starcie liczyłam na miejsce na podium, jednak tym razem tylko na marzeniach się niestety skończyło.
Na sześćdziesiątym czwartym okrążeniu podczas walki Ricciardo i Rosberga doszło do incydentu. W bolidzie Daniela zostało uszkodzone przednie skrzydło a w Mercedesie Nico jedna z tylnych opon. Sędziowie postanowili nie karać żadnego z nich.
Na Węgrzech na najwyższym stopniu podium staną niespodziewanie Sebastian Vettel. Jest to dla niego już drugie zwycięstwo w tym sezonie jak i w barwach Ferrari. Niespodzianką okazała się druga pozycja Daniłła Kvyata. Na trzecim miejscu znalazł się Daniel Ricciardo. Śmiem twierdzić że ten tor jest dla niego szczęśliwy po rok temu też stał tutaj na podium.
Niestety w pierwszej trójce nie znaleźli się kierowcy Mercedesa- ani Rosberg ani Hamilton. Jest to dla mnie zaskoczenie ponieważ od dłuższego czasu nie było wyścigu aby któryś z reprezentantów Srebrnych Strzał nie znalazł się na podium.
Nie tylko to mnie zadziwiło. Największe wrażenie wywarło na mnie to iż oba McLareny dojechały w punktach, a zwłaszcza że Alonso znalazł się na piątej pozycji. Jaki jest ten team w tym sezonie wszyscy wiedzą, Zamiast walczyć o podia, albo chociaż o środek stawki to przeważnie okupują tyły ze względu na słabe bolidy więc te dwanaście punktów zdobytych wspólnie przez Alonso i Buttona można uznać za coś niezwykłego.
Hungaroring jest szczególny głownie dlatego iż Grand Prix które odbywało się na tym torze było pierwsze po za żelazną kurtyną ( zainteresowanych odsyłam do książki od historii )
W tym roku pierwszą linię obstawiły oba Merce z Hamiltonem na czele. Byłam pewna że skończy się ja zawsze, jednak dużą niespodziankę sprawił mi Sebastian Vettel którey wyprzedził obie Srebrne Strzały. Z resztą jego wyczyn powtórzył Kimi Raikkonen - drugi kierowca Ferrari. Ostatecznie Lewis który startował z Pole Position ostatecznie spadł na czwarte miejsce, tuż za Rosbergiem. Kiedy próbował dopaść rywala wypadł po za tor. Zdołał wrócić, jednak dodatkowe sekundy sprawiły że spadł na dziesiątą pozycję. I to wszystko na pierwszym kółku!
Po za interesującym początkiem nic przykuwającego uwagi się nie działo po za walczącym o wyższe pozycje Hamiltonem i kontaktem między Maldonado a Perezem na dziewiętnastym okrążeniu co kosztowało Meksykanina wyjazd po za tor.
Na czterdziestym trzecim okrążeniu zawodnik Force India - Nico Hulkenberg znalazł się po za torem i uderzył w bandę. Mocowania od przedniego skrzydła najprawdopodobniej odpadły i wpadło ono pod bolid. Zawodnik spowodował pojawienie się Samochodu Bezpieczeństwa. Elementy z samochodu porozrzucane były na torze, obok wyjazdu z boksów. Wtedy sędziowie postanowili przepuścić kierowców przez aleję serwisową aby wirażowi szybciej uwinęli się z robotą. Po neutralizacji od nowa zaczęła się walka o dodatkowe sekundy nad przeciwnikiem. Jednak duże rozczarowanie przeżyłam kiedy na pięćdziesiątym trzecim kółko Raikkonen zjechał do alei serwisowej a następnie zatrzymał się na swoim stanowisku i po zmianie ogumienia zgasił silnik. Było już wiadome że Kimi wycofuje się z wyścigu. Po dobrym starcie liczyłam na miejsce na podium, jednak tym razem tylko na marzeniach się niestety skończyło.
Na sześćdziesiątym czwartym okrążeniu podczas walki Ricciardo i Rosberga doszło do incydentu. W bolidzie Daniela zostało uszkodzone przednie skrzydło a w Mercedesie Nico jedna z tylnych opon. Sędziowie postanowili nie karać żadnego z nich.
Na Węgrzech na najwyższym stopniu podium staną niespodziewanie Sebastian Vettel. Jest to dla niego już drugie zwycięstwo w tym sezonie jak i w barwach Ferrari. Niespodzianką okazała się druga pozycja Daniłła Kvyata. Na trzecim miejscu znalazł się Daniel Ricciardo. Śmiem twierdzić że ten tor jest dla niego szczęśliwy po rok temu też stał tutaj na podium.
Niestety w pierwszej trójce nie znaleźli się kierowcy Mercedesa- ani Rosberg ani Hamilton. Jest to dla mnie zaskoczenie ponieważ od dłuższego czasu nie było wyścigu aby któryś z reprezentantów Srebrnych Strzał nie znalazł się na podium.
Nie tylko to mnie zadziwiło. Największe wrażenie wywarło na mnie to iż oba McLareny dojechały w punktach, a zwłaszcza że Alonso znalazł się na piątej pozycji. Jaki jest ten team w tym sezonie wszyscy wiedzą, Zamiast walczyć o podia, albo chociaż o środek stawki to przeważnie okupują tyły ze względu na słabe bolidy więc te dwanaście punktów zdobytych wspólnie przez Alonso i Buttona można uznać za coś niezwykłego.
piątek, 28 sierpnia 2015
Rajdowe wojaże Roberta Kubicy: Rajd Niemiec
Po zakończeniu rajdu Finlandii miałam nadzieję że start w Niemczech przyniesie zespołowi kolejne punkty. Impreza jeszcze się nawet dobrze nie zaczęła a załoga Kubicy jak zwykle z problemami. Ten rajd już na początku był pechowy ze względu na wymianę silnika, za co sędziowie kierując się regulaminem postanowili ukarać Polaków doliczając im nadprogramowe pięć minut. Jednak nie tylko dodatkowy czas spowodował kiepski. Pierwszego dnia nie obyło się bez przygód. Załoga Kubica-Szczepaniak miała nieprzyjemną sytuację na siódmym odcinku specjalnym. Niewielki błąd w winnicy spowodował wypadnięcie z trasy i zbicie przedniej szyby. Jednak ze względu na słabą widoczność trzeba było się jej pozbyć więc do mety dojechali w goglach i z naturalną klimatyzacją.
Problemy pojawiły się także na bodajże trzynastym odcinku specjalnym, gdzie Polska załoga urwała koło, jednak miałam okazje oglądać ich na Power Stage zamykającym ten rajd.
Na ostatnim niedzielnym oesie Kubica startował jako pierwszy i uzyskał czas 9.10.9, jednak później okazało się że Ott Tanak miał taki sam czas przejazdu.
Tak więc Robert ukończył Power Stage na piątym miejscu ale z czwartym czasem. Niewiele brakowało mu do pierwszej trójki a wiadomo że ostatni odcinek specjalny jest dodatkowo punktowany ale tylko do trzeciego miejsca. Z punktami czy nie Kubicy jakoś udało się dotrzeć do mety co już dla mnie jest powodem do szczęścia jednak tegoroczne Niemieckie wojaże w jego wykonaniu to ciut za mało. Obstawiałam że dojedzie w pierwszej dziesiątce i będzie wyżej w generalce, jednak chyba moje oczekiwania były zbyt optymistyczne.
Po kolejnym wygranym rajdzie Ogier jeszcze bardziej umocnił się na fotelu lidera i raczej wątpię czy ktoś zdoła mu odebrać tytuł mistrzowski.
Następna impreza odbędzie się w Australii ale jednak Kubica zrezygnował ze startu w krainie kangurów, z resztą nie on jeden.Tak czy inaczej Roberta zobaczymy dopiero w październiku na Korsyce, jednak mam nadzieje że ta przerwa dobrze im zrobi bo chciałabym zobaczyć ich jeszce kiedyś w pierwszej dziesiątce.
Problemy pojawiły się także na bodajże trzynastym odcinku specjalnym, gdzie Polska załoga urwała koło, jednak miałam okazje oglądać ich na Power Stage zamykającym ten rajd.
Na ostatnim niedzielnym oesie Kubica startował jako pierwszy i uzyskał czas 9.10.9, jednak później okazało się że Ott Tanak miał taki sam czas przejazdu.
Tak więc Robert ukończył Power Stage na piątym miejscu ale z czwartym czasem. Niewiele brakowało mu do pierwszej trójki a wiadomo że ostatni odcinek specjalny jest dodatkowo punktowany ale tylko do trzeciego miejsca. Z punktami czy nie Kubicy jakoś udało się dotrzeć do mety co już dla mnie jest powodem do szczęścia jednak tegoroczne Niemieckie wojaże w jego wykonaniu to ciut za mało. Obstawiałam że dojedzie w pierwszej dziesiątce i będzie wyżej w generalce, jednak chyba moje oczekiwania były zbyt optymistyczne.
Po kolejnym wygranym rajdzie Ogier jeszcze bardziej umocnił się na fotelu lidera i raczej wątpię czy ktoś zdoła mu odebrać tytuł mistrzowski.
Następna impreza odbędzie się w Australii ale jednak Kubica zrezygnował ze startu w krainie kangurów, z resztą nie on jeden.Tak czy inaczej Roberta zobaczymy dopiero w październiku na Korsyce, jednak mam nadzieje że ta przerwa dobrze im zrobi bo chciałabym zobaczyć ich jeszce kiedyś w pierwszej dziesiątce.
piątek, 21 sierpnia 2015
Rajdowe Wojaże Roberta Kubicy: Rajd Finlandii.
Sukces, jakim było dojechanie na ósmym miejscu w Rajdzie Polski sprawił że byłam myśli że wszystkie porażki Roberta Kubicy to już przeszłość. Z utęsknieniem czekałam na kolejną rundę która miała się odbyć w zimnej Finlandii - ojczyźnie mistrzów Formuły 1 takich jak Kimi Raikkonen, Keke Rosberg czy Mika Hakkinen. Przyznam że siadając przed telewizorem miałam nadzieje że Kubica i Szczepaniak dadzą rady powtórzyć to co się działo w Polsce.
Początek był dobry jednak dopiero potem pojawiły się problemy między innymi z alternatorem, którego zadaniem jest wytwarzanie prądu w samochodzie. Mimo tego Polska załoga jechała dalej jednak na osiemnastym odcinku specjalnym, pod sam koniec wypadł z trasy, rozbijając przy tym auto. Nikomu nic się nie stało jednak Kubica jak i Szczepaniak dotarli do mety ... pieszo.
W Finlandii zwycięstwo odniósł Jari- Matti Latvala niesiony dopingiem swoich rodaków. Pokonał on co prawda Ogiera jednak nie ma szans w dogonieniu go w klasyfikacji generalnej. Latvala obecnie zajmuje czwartą pozycję, tracąc trzy punkty do Madsa Ostberga więc ma jeszcze szanse na podium na koniec sezonu. Z kolei całkowicie inna jest sytuacja między liderem - Sebastianem Ogierem a wiceliderem - Andreasem Mikkelsenem jest aż siedemdziesiąci osiem punktów więc Francuz ma mocną pozycję.
A Kubica ? Obecnie zajmuje szesnastą pozycje z sześcioma punktami. Do końca sezonu pozostało jeszcze kilka innych rajdów więc mam nadzieję że Polska załoga zdąży się jeszcze wykazać.
Początek był dobry jednak dopiero potem pojawiły się problemy między innymi z alternatorem, którego zadaniem jest wytwarzanie prądu w samochodzie. Mimo tego Polska załoga jechała dalej jednak na osiemnastym odcinku specjalnym, pod sam koniec wypadł z trasy, rozbijając przy tym auto. Nikomu nic się nie stało jednak Kubica jak i Szczepaniak dotarli do mety ... pieszo.
W Finlandii zwycięstwo odniósł Jari- Matti Latvala niesiony dopingiem swoich rodaków. Pokonał on co prawda Ogiera jednak nie ma szans w dogonieniu go w klasyfikacji generalnej. Latvala obecnie zajmuje czwartą pozycję, tracąc trzy punkty do Madsa Ostberga więc ma jeszcze szanse na podium na koniec sezonu. Z kolei całkowicie inna jest sytuacja między liderem - Sebastianem Ogierem a wiceliderem - Andreasem Mikkelsenem jest aż siedemdziesiąci osiem punktów więc Francuz ma mocną pozycję.
A Kubica ? Obecnie zajmuje szesnastą pozycje z sześcioma punktami. Do końca sezonu pozostało jeszcze kilka innych rajdów więc mam nadzieję że Polska załoga zdąży się jeszcze wykazać.
niedziela, 9 sierpnia 2015
Legendy Formuły 1
Nieodłączną częścią Formuły 1 są ludzie, którzy ryzykują życie dla swojej pasji. Ta książka opowiada właśnie o nich. Są to różne osoby, z różną historią, wiekiem i usposobieniami, ale wszystkich łączy jedno - miłość do ścigania.
Autor umieścił w niej trzydziestu najznakomitszych kierowców, którzy na stałe zapisali się na kartach historii tego niebezpiecznego a za razem ekscytującego sportu. Nie mogło tam zabraknąć wielkich nazwisk jak Schumacher, Hakkinen, Senna, Fangio, Lauda czy Fittipaldi. Pojawiają się także obecni mistrzowie tacy jak Alonso, Hamilton oraz Button.
W tej lekturze przedstawione są krótkie a zarazem ciekawe biografie całej trzydziestki więc można się dowiedzieć jak zaczynali wielcy mistrzowie.
Na tą książkę natknęłam się w Empiku w 2012 roku. Z czasem okazało się że do były najlepiej wydane dwie dychy w moim życiu, bo to właśnie ona rozwinęła we mnie miłość do historii i do innych kierowców, którzy ścigali się kilka dekad przed moimi narodzinami. Jedak z biegiem czasu który poświęcałam i dalej poświęcam na poznawanie świata wyścigów to szczerze mówiąc nie polecam jej, chociaż byłaby idealna dla osób które dopiero zaczęły swoją przygodę z Formułą 1. Brakuje mi tutaj kilku kierowców jak John Surtees, Keke Rosberg, Kimi Raikkonen czy Johen Rindt ale kij z tym. Jedyne co mi przeszkadza i jednocześnie skreśla tą książkę to błędy. Autor pomylił się w jednym z tytułów Jacka Brabhama, wskrzesił Tazio Nuvolariego i przyznał mu tytuł mistrzowski dwadzieścia trzy lata po śmierci, nie uwzględnił tego iż w 1999 roku Schumacher po wypadku wrócił na dwa ostatnie wyścigi bo jego zdaniem kontuzja wycofała go do końca sezonu. Tak samo jak i zaczął karierę w Benettone zaczął rok później niż to było naprawdę.
Tak czy inaczej ta książka mimo interesujących osobowości które zostały opisane nie jest w gronie tych, które lubię, jednak moje zdanie byłoby całkiem inne gdyby nie pojawiły się te błędy przez które łatwo wprowadzić czytelnika w błąd.
Autor umieścił w niej trzydziestu najznakomitszych kierowców, którzy na stałe zapisali się na kartach historii tego niebezpiecznego a za razem ekscytującego sportu. Nie mogło tam zabraknąć wielkich nazwisk jak Schumacher, Hakkinen, Senna, Fangio, Lauda czy Fittipaldi. Pojawiają się także obecni mistrzowie tacy jak Alonso, Hamilton oraz Button.
W tej lekturze przedstawione są krótkie a zarazem ciekawe biografie całej trzydziestki więc można się dowiedzieć jak zaczynali wielcy mistrzowie.
Na tą książkę natknęłam się w Empiku w 2012 roku. Z czasem okazało się że do były najlepiej wydane dwie dychy w moim życiu, bo to właśnie ona rozwinęła we mnie miłość do historii i do innych kierowców, którzy ścigali się kilka dekad przed moimi narodzinami. Jedak z biegiem czasu który poświęcałam i dalej poświęcam na poznawanie świata wyścigów to szczerze mówiąc nie polecam jej, chociaż byłaby idealna dla osób które dopiero zaczęły swoją przygodę z Formułą 1. Brakuje mi tutaj kilku kierowców jak John Surtees, Keke Rosberg, Kimi Raikkonen czy Johen Rindt ale kij z tym. Jedyne co mi przeszkadza i jednocześnie skreśla tą książkę to błędy. Autor pomylił się w jednym z tytułów Jacka Brabhama, wskrzesił Tazio Nuvolariego i przyznał mu tytuł mistrzowski dwadzieścia trzy lata po śmierci, nie uwzględnił tego iż w 1999 roku Schumacher po wypadku wrócił na dwa ostatnie wyścigi bo jego zdaniem kontuzja wycofała go do końca sezonu. Tak samo jak i zaczął karierę w Benettone zaczął rok później niż to było naprawdę.
Tak czy inaczej ta książka mimo interesujących osobowości które zostały opisane nie jest w gronie tych, które lubię, jednak moje zdanie byłoby całkiem inne gdyby nie pojawiły się te błędy przez które łatwo wprowadzić czytelnika w błąd.
Subskrybuj:
Posty (Atom)