Ostatnimi czasy doszłam do wniosku że ludzie, a zwłaszcza kierowcy Formuły 1 żyją zbyt krótko. Nie chodzi mi tu akurat o Ayrtona Sennę który wybierając miedzy rezygnacją z wyścigu a startem wybierał pomiędzy życiem a śmiercią. Wahał się ale w końcu założył kombinezon oraz kask i wsiadł do bolidu wyruszając w kolejnym Grand Prix, które było jego ostatnim.
Śmierć każdego kierowcy, nie tylko tego z F1 jest dla świata szokiem.
Sytuacja sprzed tygodnia. Jeśli ktoś sprawdzał internetowe portale informacyjne to być może natknął się na artykuł że zmarła Maria de Villota. Była ona kierowcą testowym teamu Marussia. Początkiem lipca 2012 roku uległa wypadkowi podczas testu bolidu na lotnisku Duxford niedaleko Cambridgne. W wyniku zderzenia z rampą doznała rozległych obrażeń twarzy i straciła oko. W szpitalu spędziła miesiąc. Po wypadku zajmowała się pisaniem autobiografii. Zmarła w Sewilli w pokoju hotelowym. W chwili śmierci miała 33 lata. Nagły zgon powiązany jest z tym co zdarzyło się podczas testów Marussi, ponad rok temu.
Ta wiadomość mnie zaskoczyła. Było mi bardzo smutno bo tak naprawdę na świecie jest strasznie mało kobiet które zamienią kieckę na kombinezon a szpilki na wygodne buty i kask. Kiedy Villota umarła czułam taką jakąś dziwną pustkę. Szkoda mi jej bo tak naprawdę była jeszcze młoda i mogła dużo zrobić w swoim życiu.
Tak samo zaskoczyła mnie informacja o śmierci Seana Edwardsa, lidera Porsche Supercup. Nie interesuje się tą dziedziną sportu motorowego ale o Edwardsie słyszałam. Chłopak miał dopiero 26 lat, całe życie przed sobą. Jechał jako pasażer w prywatnych testach Porsche 996. Samochód uderzył w bariery z opon a po chwili staną w płomieniach.
Przed Edwardsem otwierała się szeroka kariera w tym sporcie a może nawet w Formule 1 ?
Nie tylko sławni umierają. Każdego z nas spotkała tragedia spowodowana śmiercią bliskiej osoby. Na początku jest szok potem płacz a na końcu próba powrotu do normalności. Współczuje rodzinie Marii de Villoty i Seana Edwardsa. Wiem jak to jest kogoś stracić. Mi umarła babcia z którą praktycznie się przyjaźniłam. Niedługo będzie druga rocznica jej śmierci a ja ciągle zadaje sobie pytanie : Dlaczego ?
Tak niestety musi być. Ale tak naprawdę zmarli żyją w naszych wspomnieniach. Nie umrą puki o nich nie zapomnimy.
niedziela, 20 października 2013
poniedziałek, 14 października 2013
Kartka z Historii Formuły 1 - Juan Manuel Fangio
Juan Manuel Fangio - kierowca Argentyński, syn włoskich imigrantów. Urodził się 24 czerwca w Balcarce, zmarł 17 lipca 1995 roku w Buenos Aires.
Kiedy w Formule 1 zaczęto przyznawać tytuły Fangio miał 39 lat. Wiek nie przeszkadzał mu w zdobywaniu zwycięstw.Swój debiutancki sezon zakończył na pozycji wicelidera, ustępując tylko Giuseppe Farinie. Obaj wygrali taką samą liczbę wyścigów ale Fangio miał o trzy punkty mniej od Włocha któremu tym razem przypadł tytuł.
Rok później Argentyńczyk pokazał klasę i zdobył po raz pierwszy zdobył Mistrzostwo Świata w Formule 1
W sezonie 1952 Fangio przeszedł z Alfy Romeo do Maserati. Wygrywałby dalej gdyby nie wypadek.
Przed GP Włoch spóźnił się na samolot i zmuszony był przejechać samochodem dystans z Paryża na tor Monza. Zdążył, bo pojawił się dopiero około pół godziny przed startem. Nie brał udziału w kwalifikacjach więc do wyścigu musiał wyruszyć z ostatniej linii. Fangio bardzo chciał nadrobić pozycje, nie skreślał tego Grand Prix tylko z tego powodu że startował z samego końca stawki. Na którymś okrążeniu wpadł w poślizg. Niestety noc bez snu, kiedy pokonywał dystans z Francji do Włoch zrobiła swoje. Argentyńczyk stracił panowanie nad bolidem który uderzył w bandę i a Juan Manuel wyleciał z samochodu. Ten wypadek spowodował u niego złamanie kręgosłupa i wycofanie się z rywalizacji do końca sezonu. Miał szczęście że w ogóle przeżył tą kraksę.
Myślicie że to już koniec jego kariery ? Jak tak to jesteście w błędzie.
Fangio powrócił rok później. Na początku sezonu 1954 porzucił Maserati dla Mercedesa i w niemieckim wozie zdobył swój drugi tytuł mistrza świata.Rok później także mistrzostwo świata znalazło się w jego rękach. W sezonie 1956 Fangio znalazł się w Ferrari, ponieważ Mercedes postanowił wycofać się z wyścigów w F1. Argentyńczyk zastąpił Ascariego który zginął tragicznie na Monzy rok wcześniej. Ten sezon także został ukoronowany Mistrzostwem.
Jego kariera się jeszcze nie skończyła. Po zdobyciu czwartego tytułu po raz kolejny zmienił zespół i powrócił do Maserati. Chociaż miał do dyspozycji słabszy bolid od rywali i tak był niepokonany. Też zdobył mistrzostwo świata.
Swoją karierę zakończył w roku 1958. Ma na koncie pięć mistrzostw świata w tym cztery pod rząd. Jedyny kierowca który na dzień dzisiejszy ma ich więcej to Michael Schumacher. Rekord Fangio pod względem posiadanych tytułów został przez niego pobity prawie pół wieku później. To świadczy że ten Argentyński kierowca był ze względu na swój talent niepokonany. Moim zdaniem Juan Manuel Fangio to prawdziwa legenda. Jest żywym dowodem że człowieka który ma pasję nie można nigdy zabić ale jedynie oszpecić. Po wypadku wrócił dużo silniejszy i zdobywał kolejne mistrzostwa. To jest właśnie prawdziwy kierowca F1 czyli taki który nigdy się nie poddaje.
Zdjęcie : Wikipedia
Informacje : Wikipedia, wiedza własna i " Mistrzowie Formuły 1 "
niedziela, 13 października 2013
GP Korei
Z niezwykłego toru w Singapurze przenosimy się do Korei. Tu też w kwalifikacjach swoją siłę pokazał Sebastian Vettel i wywalczył start z pierwszego pola. Początek wyścigu był nawet spokojny, nie licząc Massy którego bolid stanął w poprzek zakrętu. Kierowca utracił dużo pozycji.
Z oponami wyłamał się Ricciardo. Jako jedyny startował na pośredniej mieszance, kiedy inni wybrali super miękką.
Przed wyścigiem Webber został cofnięty o 10 pól to tyłu. Dlaczego ? to wszystko za to że Alonso postanowił podwieźć swoim bolidem Marka, któremu jego samochód spłonął. Zespół wystawił dla kierowcy Red Bulla rachunek a on i Fernando dostali po reprymendzie. Jeśli podczas jednego sezonu dostaniesz trzy reprymendy jednorazowo zostajesz cofnięty o dziesięć pól w tył, tak samo jak Webber, który w poprzednich wyścigach uzbierał takie właśnie upomnienia.
Za dobry start mogę pochwalić Grosjeana i Hulkenberga. W okolicach - dwunastego - trzynastego kółka prawie wszyscy zaliczyli już zmianę opon. były manewry wyprzedzania, między innymi Hulkenberg dzielnie bronił się przed Alonso.
Na dwudziestym szóstym okrążeniu na barierę wpadł Paul di Resta. i niestety musiał wycofać się z dalszej rywalizacji. I pewnie bym tak rozmyślała nad tą kraksą gdyby nie Rosberg który dwa okrążenia później uszkodził swoje przednie skrzydło spod którego leciały iskry. Kierowca zjechał posłusznie za wymianę uszkodzonego elementu ( ba, nawet nie chciało się zdjąć ) i dołączył do stawki ale na odległej pozycji.
A tu kolejne bum! Nieco później po tym incydencie wybuchła opona w bolidzie Sergio Pereza i to tuz za wyjazdem z alei serwisowej. Kierowca musiał przejechać dodatkowy dystans aby zmienić opony bo jazda na samej feldze nie należy do najbezpieczniejszych. Całe szczęście że Webber na pozostałości z opony nie wjechał bo byłaby kolejna tragedia.
Pojawił się Safety Car i część zjechała na pit stop. Nastąpił restart wyścigu. W między czasie doszło do bratobójczej walki między Lotusami a potem Samochód Bezpieczeństwa zmuszony był wyjechać znowu. . Niestety nie oni zawinili. Sutil stracił kontrolę nad autem i uderzył w Webbera. W efekcie bolid Red Bull Racing wypadł po za tor i zaczął się palić, kierowca niemalże w ostatniej chwili wysiadł z samochodu. Kolejny restart nastąpiła na czterdziestym piątym okrążeniu. Kilka kółek później Grosjean dostał polecanie od swojego inżyniera aby walczył z Raikkonenem i postarał się go wyprzedzić. Niestety nie udało mu się dogonić fińskiego kolegi. Komunikat był o tyle ciekawy że przeważnie kierowca dostaje wręcz rozkaz aby nie walczyć z kolegą z zespołu.
Na kilka okrążeń przed końcem Sutil zdecydował wycofać się a chwilę później swój wyścig zakończył Ricciardo.
Do mety na pierwszym miejscu dotarł Vettel ( z resztą jak zwykle) potem był Kimi a za nim Romain Grosjean. Podium wyglądało moim zdaniem fajnie, tylko Webbera szkoda ...
W tym wyścigu Hulkenberg mówił że chce być na siódmym miejscu. Jego marzenie się nie spełniło bo na koniec wyścigu znalazł się na czwartej pozycji. I to najwyższej w jego karierze. I tą optymistyczną wiadomością kończę tą relację.
Z oponami wyłamał się Ricciardo. Jako jedyny startował na pośredniej mieszance, kiedy inni wybrali super miękką.
Przed wyścigiem Webber został cofnięty o 10 pól to tyłu. Dlaczego ? to wszystko za to że Alonso postanowił podwieźć swoim bolidem Marka, któremu jego samochód spłonął. Zespół wystawił dla kierowcy Red Bulla rachunek a on i Fernando dostali po reprymendzie. Jeśli podczas jednego sezonu dostaniesz trzy reprymendy jednorazowo zostajesz cofnięty o dziesięć pól w tył, tak samo jak Webber, który w poprzednich wyścigach uzbierał takie właśnie upomnienia.
Za dobry start mogę pochwalić Grosjeana i Hulkenberga. W okolicach - dwunastego - trzynastego kółka prawie wszyscy zaliczyli już zmianę opon. były manewry wyprzedzania, między innymi Hulkenberg dzielnie bronił się przed Alonso.
Na dwudziestym szóstym okrążeniu na barierę wpadł Paul di Resta. i niestety musiał wycofać się z dalszej rywalizacji. I pewnie bym tak rozmyślała nad tą kraksą gdyby nie Rosberg który dwa okrążenia później uszkodził swoje przednie skrzydło spod którego leciały iskry. Kierowca zjechał posłusznie za wymianę uszkodzonego elementu ( ba, nawet nie chciało się zdjąć ) i dołączył do stawki ale na odległej pozycji.
A tu kolejne bum! Nieco później po tym incydencie wybuchła opona w bolidzie Sergio Pereza i to tuz za wyjazdem z alei serwisowej. Kierowca musiał przejechać dodatkowy dystans aby zmienić opony bo jazda na samej feldze nie należy do najbezpieczniejszych. Całe szczęście że Webber na pozostałości z opony nie wjechał bo byłaby kolejna tragedia.
Pojawił się Safety Car i część zjechała na pit stop. Nastąpił restart wyścigu. W między czasie doszło do bratobójczej walki między Lotusami a potem Samochód Bezpieczeństwa zmuszony był wyjechać znowu. . Niestety nie oni zawinili. Sutil stracił kontrolę nad autem i uderzył w Webbera. W efekcie bolid Red Bull Racing wypadł po za tor i zaczął się palić, kierowca niemalże w ostatniej chwili wysiadł z samochodu. Kolejny restart nastąpiła na czterdziestym piątym okrążeniu. Kilka kółek później Grosjean dostał polecanie od swojego inżyniera aby walczył z Raikkonenem i postarał się go wyprzedzić. Niestety nie udało mu się dogonić fińskiego kolegi. Komunikat był o tyle ciekawy że przeważnie kierowca dostaje wręcz rozkaz aby nie walczyć z kolegą z zespołu.
Na kilka okrążeń przed końcem Sutil zdecydował wycofać się a chwilę później swój wyścig zakończył Ricciardo.
Do mety na pierwszym miejscu dotarł Vettel ( z resztą jak zwykle) potem był Kimi a za nim Romain Grosjean. Podium wyglądało moim zdaniem fajnie, tylko Webbera szkoda ...
W tym wyścigu Hulkenberg mówił że chce być na siódmym miejscu. Jego marzenie się nie spełniło bo na koniec wyścigu znalazł się na czwartej pozycji. I to najwyższej w jego karierze. I tą optymistyczną wiadomością kończę tą relację.
poniedziałek, 7 października 2013
Kartka z historii Formuły 1 - Giuseppe Farina
Giuseppe Farina,włoski kierowca urodzony 30 października 1906 roku w Turynie, zmarły sześćdziesiąt lat później w Aiguebelle. Pierwszy mistrz Formuły 1.
W sezonie 1950 od kiedy zaczęto przyznawać mistrzostwa Farina wygrał trzy na siedem wyścigów : Grand Prix Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i Włoch, dwa razy startował z pierwszego pola. Z kolei Fangio, jego kolega z zespołu (jakim była Alfa Romeo) także odniósł taką samą liczbę zwycięstw, jednak Giuseppe miał nad nim trzy punkty przewagi i tym sposobem zdobył jako pierwszy w historii tytuł mistrza świata. Swoje ostatnie zwycięstwo odniósł w 1953 roku w Niemczech na Nurburgringu.
Sezon 1954 rozpoczął od drugiego miejsca odniesionego podczas GP Argentyny. Jednak potem nie miał tyle szczęścia. Podczas wyścigu Mille Migilia złamał rękę a w wyścigu samochodów sportowych odbywającym się na Monzie, doznał poparzeń.
Do Formuły 1 powrócił rok po tamtych zdarzeniach.Jednak Farina nie mógł znieść bólu podczas jazdy więc musiał aplikować sobie morfinę. W połowie sezonu zdecydował że odejdzie. W sumie nawet mu się nie dziwię że odszedł. Zdrowie jest jednak ważniejsze. Jeśli to co kocha sprawia ci ból to ze smutkiem musisz z tego zrezygnować.
Giuseppe Farina, który znany był z tego że wychodził cało ze wszystkich wypadków wcale nie zginął na torze. Jadąc na Grand Prix Francji w 1966 roku uderzył w słup telegraficzny.
Źródło : Wikipedia i wiedza własna
środa, 2 października 2013
Za co kocham GP Singapuru
No właśnie za co ?
Tor w Singapurze sam w sobie jest niezwykły. Wyścig odbywa się nocą przy sztucznym oświetleniu. We wszystkich wyścigach odbywanych na Marina Bay uczestniczył samochód bezpieczeństwa. To grand Prix jest niezwykle wymagające więc jest niemałym wyzwaniem dla zawodników, niezależnie od tego jakim bolidem jadą.
W tym roku podczas kwalifikacji, znów bezkonkurencyjny okazał się Vettel i znów startował z pierwszej pozycji. Na samym początku kierowca Red Bull Racing dzielnie odparł ataki Nico Rosberga, choć myślałam że jednak ktoś pokona Vettela. Bardzo ładnie wystartował Alonso. Dobrze wykorzystał walkę Webbera z Grosjeanem ( gdzie dwóch się biję tam trzeci korzysta) Zdziwieniem było że aż tak duża liczba kierowców zdecydowała się startować na super miękkiej mieszance. Wyłamał tylko Adrian Sutil bo wszyscy inni wybrali takie same opony.
Zjazdy na pit stop zaczęły się dosyć wcześnie bo aż na jedenastym okrążeniu i od Kimiego Raikkonena. Nie dość że na tym torze jest bardzo długa aleja serwisowa to i prędkość została ograniczona do 60 km/h. Czyli zjeżdżając na zmianę opon można stracić o wiele więcej pozycji niż na na przykład w Belgii.
Tradycją jest że podczas Grand Prix w Singapurze zdarza się wypadek i wyjeżdża Samochód bezpieczeństwa( w każdym dotychczasowym wyścigu to się zdarzyło) . Kolizja nawet nie musi być wielka a tym razem punktem kulminacyjnym był wypadek Riccardo, który spowodował całkowitą zmianę taktyk zespołów.
Niedługo potem z walką musiał pożegnać się Grosjean. Szkoda, bo zapowiadał się naprawdę dobry wyścig w wykonaniu francuskiego kierowcy.
W samej końcówce bolid Marka Webbera zaczął się palić, wszystko przez skrzynię biegów. Ostatecznie znalazł się na 15 pozycji.
Wyścig wygrał Vettel, tuż za nim uplasował się Alonso i Raikkonen.
Ja się pytam : Czy koś w końcu pokona Vettela ? Ludzie to się już nudne robi! Najprawdopodobniej będzie powtórka z sezonu 2011 gdzie jeden kierowca był nie do pokonania ...
Tor w Singapurze sam w sobie jest niezwykły. Wyścig odbywa się nocą przy sztucznym oświetleniu. We wszystkich wyścigach odbywanych na Marina Bay uczestniczył samochód bezpieczeństwa. To grand Prix jest niezwykle wymagające więc jest niemałym wyzwaniem dla zawodników, niezależnie od tego jakim bolidem jadą.
W tym roku podczas kwalifikacji, znów bezkonkurencyjny okazał się Vettel i znów startował z pierwszej pozycji. Na samym początku kierowca Red Bull Racing dzielnie odparł ataki Nico Rosberga, choć myślałam że jednak ktoś pokona Vettela. Bardzo ładnie wystartował Alonso. Dobrze wykorzystał walkę Webbera z Grosjeanem (
Zjazdy na pit stop zaczęły się dosyć wcześnie bo aż na jedenastym okrążeniu i od Kimiego Raikkonena. Nie dość że na tym torze jest bardzo długa aleja serwisowa to i prędkość została ograniczona do 60 km/h. Czyli zjeżdżając na zmianę opon można stracić o wiele więcej pozycji niż na na przykład w Belgii.
Tradycją jest że podczas Grand Prix w Singapurze zdarza się wypadek i wyjeżdża Samochód bezpieczeństwa( w każdym dotychczasowym wyścigu to się zdarzyło) . Kolizja nawet nie musi być wielka a tym razem punktem kulminacyjnym był wypadek Riccardo, który spowodował całkowitą zmianę taktyk zespołów.
Niedługo potem z walką musiał pożegnać się Grosjean. Szkoda, bo zapowiadał się naprawdę dobry wyścig w wykonaniu francuskiego kierowcy.
W samej końcówce bolid Marka Webbera zaczął się palić, wszystko przez skrzynię biegów. Ostatecznie znalazł się na 15 pozycji.
Wyścig wygrał Vettel, tuż za nim uplasował się Alonso i Raikkonen.
Ja się pytam : Czy koś w końcu pokona Vettela ? Ludzie to się już nudne robi! Najprawdopodobniej będzie powtórka z sezonu 2011 gdzie jeden kierowca był nie do pokonania ...
sobota, 21 września 2013
Film o Laudzie
Jeśli ktoś interesuje się Formułą 1 to kojarzy kogoś takiego jak Niki Lauda.
Film Rush oparty jest na faktach i opowiada o tragedii która wydarzyła się podczas Grand Prix Niemiec. Fabuła filmu przenosi nas do 1976 roku na tor Nurburgring gdzie Lauda ma poważny wypadek, ledwo uchodzi z życiem. Doznaje rozległych poparzeń i uszkodzeń płuc oraz zapada w śpiączkę, po przez uwięzienie w płonącym kokpicie samochodu.. Kiedy inni spisują go na straty to Lauda robi im na złość i już po kilku tygodniach zasiada w bolidzie. Mimo ogromnych obrażeń i potwornego bólu nie rezygnuje ze ścigania się. Postanawia zmierzyć się ze swoim największym rywalem, Jamesem Huntem. Film Rona Howarda miał premierę 2 września tego roku, jednak w polskich kinach będzie można go dopiero oglądać od 8 listopada.
Czy na niego pójdę? Oczywiście! Jeśli w ogóle będzie u mnie w kinie wyświetlany
Historia Nikiego Laudy to gotowy materiał na film. Pokazuje że człowieka można bardzo oszpecić ale nigdy zniszczyć. Austriak po wypadku zdobył jeszcze dwa tytuły mistrza świata ( 1977 i 1984 rok ) ale nigdy nie przestał angażować się w życie Formuły 1.
Polecam obejrzeć ten zwiastun. Mnie osobiście bardzo wzruszył.
niedziela, 8 września 2013
Monza, ach ta Monza
A chodzi tu o Grand Prix Włoch na torze Monza.
Po kwalifikacjach w pierwszej linii ustawili się obaj kierowcy Red Bulla, Vettel i Webber. Tuż za nimi kierowca Saubera, Nico Hulkenberg, i Felipe Massa w swoim Ferrari. Lotus daleko w tyle, Raikkonen i Grosjean skończyli na jedenastej i trzynastej pozycji, nie udało się dobrze ustawić bolidów na ten wyścig. Lewis Hamilton odpadł w Q2 i nie zmieścił się z czasem w pierwszej dziesiątce więc musiał zadowolić się dwunastą pozycją. Adrian Sutil został cofnięty do tyłu o trzy pola za blokowanie wyżej wymienionego kierowcę Mercedesa.
Na pierwszym okrążeniu posypało się trochę elementów z bolidówmiedzi innymi Kimi uszkodził przednie skrzydło i musiał zjechać na niespodziewany pit stop, paru kierowców znalazło się po za torem. Niespodziewanie di Resta odpadł z wyścigu
Sebastian Vettel zdołał obronić pozycję lidera przed Markiem Webberem. Po jakimś czasie Alonso przeprowadził manewr wyprzedzenia Webbera, doszło do niewielkiego kontaktu, ale ze strony sędziów sportowych nie było żadnego, nawet najmniejszego odzewu.
Na piętnastym kółku Vergne odpadł. Szkoda bo miał dosyć dobry weekend wyścigowy i zapowiadało się na zadowalający wynik.
Za to Riccardo z Toro Rosso przesiada się w następnym sezonie do bolidu Red Bulla na miejsce Webbera. Większość obstawiało że jego zastępcą będzie Raikkonen a jeszcze inni że Alonso, choć to w ostatnim przypadku jest naprawdę mało prawdopodobne.
Pierwszy na mecie zawitał tradycyjnie Vettel a za nim Alonso i Webber. Hulkenberg nieźle się spisał. Dojechał na piątej pozycji co w przypadku tegorocznej formy Saubera jest nie lada wyczynem. Ale i tak najprawdopodobniej nie zostanie w zespole na przyszły sezon.
Wyścig był naprawdę nudny. Z początku trochę się działo ( jak zwykle na starcie ) ale reszta to same nudy. Notatki, których jest przeważnie tak około strony to po dzisiejszym wyścigu było tylko kilka linijek. Miejmy nadzieje że Singapur będzie lepszy ...
Po kwalifikacjach w pierwszej linii ustawili się obaj kierowcy Red Bulla, Vettel i Webber. Tuż za nimi kierowca Saubera, Nico Hulkenberg, i Felipe Massa w swoim Ferrari. Lotus daleko w tyle, Raikkonen i Grosjean skończyli na jedenastej i trzynastej pozycji, nie udało się dobrze ustawić bolidów na ten wyścig. Lewis Hamilton odpadł w Q2 i nie zmieścił się z czasem w pierwszej dziesiątce więc musiał zadowolić się dwunastą pozycją. Adrian Sutil został cofnięty do tyłu o trzy pola za blokowanie wyżej wymienionego kierowcę Mercedesa.
Na pierwszym okrążeniu posypało się trochę elementów z bolidówmiedzi innymi Kimi uszkodził przednie skrzydło i musiał zjechać na niespodziewany pit stop, paru kierowców znalazło się po za torem. Niespodziewanie di Resta odpadł z wyścigu
Sebastian Vettel zdołał obronić pozycję lidera przed Markiem Webberem. Po jakimś czasie Alonso przeprowadził manewr wyprzedzenia Webbera, doszło do niewielkiego kontaktu, ale ze strony sędziów sportowych nie było żadnego, nawet najmniejszego odzewu.
Na piętnastym kółku Vergne odpadł. Szkoda bo miał dosyć dobry weekend wyścigowy i zapowiadało się na zadowalający wynik.
Za to Riccardo z Toro Rosso przesiada się w następnym sezonie do bolidu Red Bulla na miejsce Webbera. Większość obstawiało że jego zastępcą będzie Raikkonen a jeszcze inni że Alonso, choć to w ostatnim przypadku jest naprawdę mało prawdopodobne.
Pierwszy na mecie zawitał tradycyjnie Vettel a za nim Alonso i Webber. Hulkenberg nieźle się spisał. Dojechał na piątej pozycji co w przypadku tegorocznej formy Saubera jest nie lada wyczynem. Ale i tak najprawdopodobniej nie zostanie w zespole na przyszły sezon.
Wyścig był naprawdę nudny. Z początku trochę się działo ( jak zwykle na starcie ) ale reszta to same nudy. Notatki, których jest przeważnie tak około strony to po dzisiejszym wyścigu było tylko kilka linijek. Miejmy nadzieje że Singapur będzie lepszy ...
***
Przepraszam że znowu bez zdjęć ale ostatnio mój komputer się buntuje i nie chce ich wczytywać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)