Monza to jeden z tych torów, które pamiętają czasy pierwszego sezonu Formuły 1 z 1950 roku. Cholernie klimatyczny, związany z historią Włoch jak samo Ferrari. Z reszta wątpię czy jedno potrafiło by istnieć bez drugiego. I jak sobie pomyślę że przyszłość Monzy w F1 jest niepewna to aż mnie w środku przewraca. Podczas tego Grand Prix zawsze wracam myślami do wydarzeń z 2006 roku czyli czasów kiedy Kubica po raz pierwszy stanął na podium. Fajnie było go widzieć w najlepszej trójce obok Schumachera i Raikkonena. To właśnie wtedy pokazał że nie przypadkiem znalazł się w F1.
Podczas tegorocznych zawodów miałam nadzieję że wysoka pozycja w kwalifikacjach Kimiego pomoże mu w walce z Hamiltonem. Po cichu liczyłam także na Vettela który razem z Rosbergiem znajdował się za ich plecami. Kiedy spodziewałam się że Raikkonen wystrzeli ja z procy i będzie próbował odebrać Lewisowi prowadzenie jednak po zgaśnięciu świateł nie ruszył! Ba, spadł nawet na koniec stawki. Wtedy straciłam jakiekolwiek nadzieje na zwycięstwo Ferrari w swoim domowym wyścigu. Wątpię że to była wina Kimasa. Nie wierzę że jest w stanie aż tak zepsuć start, obstawiam że raczej coś musiało się zepsuć w bolidzie, który jest naszpikowany elektroniką. Jednak pozycja Raikkonenna w teamie z Maranello jest niezagrożona, ponieważ podpisał kontrakt na kolejny sezon i dalej będziemy mogli oglądać go w Ferrari. Do jego fotela byli przymierzany między innymi Valtteri Bottas, jednak on także najprawdopodobniej zostanie na starych śmieciach.
W nieciekawy sposób Grand Prix skończyła się dla obu kierowców Lotusa. Już przed dziesiątym okrążeniem mogli się pakować. Po sukcesie w Spa myślałam że uda się Grosejanowi i Maldonado zapunktować ale jednak się przeliczyłam.
Moim zdaniem wyścig był ... nudny! Miałam cichą nadzieje że Rosbergowi mimo słabych kwalifikacji uda się jakoś wybić i uzyskać dobry rezultat, jednak musiał się wycofać. Problemy z samochodem po raz kolejny dały się we znaki. W ten sposób tytuł mistrzowski się od niego oddalił a przepaść dzieląca jego i Hamiltona wzrosła do pięćdziesięciu trzech punktów. Przez to że nie udało mu się dojechać w pierwszej dziesiątce zmniejszyła się jego przewaga nad Vettelem, więc jego ewentualne wicemistrzostwo jest zagrożone.
W wyścigu najlepszy okazał się Hamilton, który po raz kolejny odniósł zwycięstwo, w dodatku drugi rok z rzędu. Drugie miejsce zajął reprezentant Ferrari - Sebastian Vettel. Niespodziewanie na najniższym stopniu podium znalazł się Felipe Massa. Szkoda mi Rosberga który niestety nie może zaliczyć tej Grand Prix do tych najlepszych. Żałuję trochę że Lotus nie powalczył tym razem o punkty, jednak z trzeciego miejsca Massy i czwartego Bottasa jestem zadowolona. Kimi ostatecznie był piaty ale jednak po udanych kwalifikacjach byłam pewna że powalczy o zwycięstwo. Po za tym na dobrych pozycjach dojechali kierowcy Force India. Sergio Perez i Nico Hunkenberg którzy dojechali kolejno na szóstym i siódmym miejscu. Ze startu może myć także zadowolony Marcus Ericsson, który zajął przedostatnie punktowane miejsce. Nie mogę zapomnieć także o zawodnikach Red Bulla. Ricciardo i Kvyat dojechali na ósmej i dziesiątej pozycji.
Przyglądając się temu zespołowi nie powiedziałabym że jeszcze wcale nie tak dawno odnosili zwycięstwa a nawet tytuły mistrzowskie. Gdybym była nowicjuszem w tym temacie to bym uznała go za team który walczy o przetrwanie i punkty a nie o mistrzostwa. W barwach Red Bulla Vettel zdobył wszystkie swoje tytuły, więc liczę że w przyszłości czerwone byki pokażą na co je stać. Może uda im się to w Singapurze ?
Podczas tegorocznych zawodów miałam nadzieję że wysoka pozycja w kwalifikacjach Kimiego pomoże mu w walce z Hamiltonem. Po cichu liczyłam także na Vettela który razem z Rosbergiem znajdował się za ich plecami. Kiedy spodziewałam się że Raikkonen wystrzeli ja z procy i będzie próbował odebrać Lewisowi prowadzenie jednak po zgaśnięciu świateł nie ruszył! Ba, spadł nawet na koniec stawki. Wtedy straciłam jakiekolwiek nadzieje na zwycięstwo Ferrari w swoim domowym wyścigu. Wątpię że to była wina Kimasa. Nie wierzę że jest w stanie aż tak zepsuć start, obstawiam że raczej coś musiało się zepsuć w bolidzie, który jest naszpikowany elektroniką. Jednak pozycja Raikkonenna w teamie z Maranello jest niezagrożona, ponieważ podpisał kontrakt na kolejny sezon i dalej będziemy mogli oglądać go w Ferrari. Do jego fotela byli przymierzany między innymi Valtteri Bottas, jednak on także najprawdopodobniej zostanie na starych śmieciach.
W nieciekawy sposób Grand Prix skończyła się dla obu kierowców Lotusa. Już przed dziesiątym okrążeniem mogli się pakować. Po sukcesie w Spa myślałam że uda się Grosejanowi i Maldonado zapunktować ale jednak się przeliczyłam.
Moim zdaniem wyścig był ... nudny! Miałam cichą nadzieje że Rosbergowi mimo słabych kwalifikacji uda się jakoś wybić i uzyskać dobry rezultat, jednak musiał się wycofać. Problemy z samochodem po raz kolejny dały się we znaki. W ten sposób tytuł mistrzowski się od niego oddalił a przepaść dzieląca jego i Hamiltona wzrosła do pięćdziesięciu trzech punktów. Przez to że nie udało mu się dojechać w pierwszej dziesiątce zmniejszyła się jego przewaga nad Vettelem, więc jego ewentualne wicemistrzostwo jest zagrożone.
W wyścigu najlepszy okazał się Hamilton, który po raz kolejny odniósł zwycięstwo, w dodatku drugi rok z rzędu. Drugie miejsce zajął reprezentant Ferrari - Sebastian Vettel. Niespodziewanie na najniższym stopniu podium znalazł się Felipe Massa. Szkoda mi Rosberga który niestety nie może zaliczyć tej Grand Prix do tych najlepszych. Żałuję trochę że Lotus nie powalczył tym razem o punkty, jednak z trzeciego miejsca Massy i czwartego Bottasa jestem zadowolona. Kimi ostatecznie był piaty ale jednak po udanych kwalifikacjach byłam pewna że powalczy o zwycięstwo. Po za tym na dobrych pozycjach dojechali kierowcy Force India. Sergio Perez i Nico Hunkenberg którzy dojechali kolejno na szóstym i siódmym miejscu. Ze startu może myć także zadowolony Marcus Ericsson, który zajął przedostatnie punktowane miejsce. Nie mogę zapomnieć także o zawodnikach Red Bulla. Ricciardo i Kvyat dojechali na ósmej i dziesiątej pozycji.
Przyglądając się temu zespołowi nie powiedziałabym że jeszcze wcale nie tak dawno odnosili zwycięstwa a nawet tytuły mistrzowskie. Gdybym była nowicjuszem w tym temacie to bym uznała go za team który walczy o przetrwanie i punkty a nie o mistrzostwa. W barwach Red Bulla Vettel zdobył wszystkie swoje tytuły, więc liczę że w przyszłości czerwone byki pokażą na co je stać. Może uda im się to w Singapurze ?
Wiesz dobrze, że ten świat mnie nie interesuje, ale rozumiem to małe rozczarowanie, kiedy nuda zakrada się w rejony, które uwielbiamy.., Mam nadzieję, że wyścig w Singapurze okaże się lepszy, ciekawszy i bardziej przychylny dla Twoich ulubionych zawodników :)
OdpowiedzUsuńkolejny genialnie napisany post. pozdrawiam
OdpowiedzUsuńdaryyl.blogspot.com
Wyścigi nigdy mnie zbytnio nie interesowały... Zawsze jednak wolałam tą piłkę nożną. Mimo tego przeczytałam Twój post i jestem pod wielkim wrażeniem. Genialnie to opisałaś;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam♥♥♥
http://caro-say-hello.blogspot.com
Jak pewnie już wiesz uwielbiam to, jak piszesz. Potrafisz zarazić swoją pasją jak chyba nikt inny. Nie ma drugiego bloga, którego tematyka totalnie mnie nie interesowała, a zaczęłam go czytać. Tylko Ty masz tę magię, potrafisz przyciągnąć i zaciekawić czymś, co mogłoby się wydawać jest mi zupełnie obojętne. Twoja praca nie idzie na marne. Nie rezygnuj z tego co robisz przez przeciwności losu, bo to, z jaką pasją piszesz odbija się na naszych odczuciach i każde nam tu pozostać i razem z Tobą śledzić losy F1. Pozdrawiam. Trzymaj się ;**
OdpowiedzUsuńpannanikt001.blogspot.com
O rany. Strasznie dawno mnie tu nie było. Ale ogólnie opuściłam się w blogosferze, bardzo cieszę się z powrotu.
OdpowiedzUsuńSiedzę teraz na innym kompie (nie ma to jak lekcje na kompach) i czytając trochę przeszkadza mi brak akapitów i niewielkie litery. Litery sobie jeszcze przybliżyłam, ale powinnaś pomyśleć o akapitach. U mnie w domu mi to za bardzo nie przeszkadza, bo specjalnie ustawiam każdą stronę tak aby pasowała do wygodnego czytania jako że jestem kompletnym ślepakiem.
Pozdro.
Te emocje podczas czytania twoich tekstów są niesamowite!
OdpowiedzUsuńWidać w nich wielką pasję i pomimo, że nie wszyscy interesują się tą tematyką, to na pewno z chęcią przeczytają Twoje posty! To przyciąga jak magnes :D
3maj się cipelutko
reallylovediy.blogspot.com