Po niezbyt ciekawym wyścigu na Węgrzech liczyłam na poprawę sytuacji w Niemczech. Rok temu zawody zostały odwołane. Pierwsze Grand Prix rozegrano w 1951 roku, wygrał je nie kto inny jak Alberto Ascari. Obok niego na podium stanęli dwaj Argentyńczycy: Gonzalez i Fangio. Od tamtego czasu organizowano wyścigi zarówno za Hockenheimringu i Nurburgringu, nie licząc sezonów 1955, 1960, 2007 i 2015, gdzie Formuła 1 nie zawitała do Niemiec.
W kwalifikacjach nie do pokonania okazał się Nico Rosberg. Kierowca Mercedesa uzyskał najlepszy czas w Q3 i dzięki temu udało mu się zdobyć pole position. Obok niego ustawił się zespołowy kolega- Lewis Hamilton. Tuż za Srebrnymi Strzałami ustawiły się dwa bolidy Red Bull Racing, a za nimi oba samochody Ferrari.
Niestety Rosbergowi nie udało podtrzymać się dobrego wyniku z kwalifikacji. Już na starcie został wyprzedzony przez Hamiltona Ricciardo i Verstappena i spadł na czwartą pozycję. Prowadzenie przejął Lewis i nie oddał go do samego końca wyścigu.
Sytuacja Rosberga była nie najlepsza a dodatkową kulą u nogi Nico była pięciosekundowa kara Stop&Go doliczona za wypchnięcie Maxa Verstappena z toru. Owszem, utrzymywał się na czwartym miejscu ale niestety nie udało mu się dojechać na podium. Jest on największym rywalem Hamiltona i to właśnie on ze wszystkich kierowców w stawce ma najbardziej realne na pokonanie Lewisa i zdobycie mistrzowskiego tytułu. Jeśli nie poprawi się to pod koniec sezonu dogonienie rywala a nawet potencjalna walka o złotą koronę będzie mało realna.
Na trzydziestym ósmym okrążeniu z rywalizacji wycofał się Felipe Massa. Dla niego był to już koniec wyścigu, który nie dopisał do jego dorobku żadnego punktu. Na sześćdziesiątym pierwszym kółku jego los podzielił także kierowca Saubera- Felipe Nasr.
Wyścig zakończył sie zwycięstwem Hamiltona. Tuż za nim uplasowali się kierowcy Red Bull Racing - Ricciardo i Verstappen. Tym sposobem Lewis powiększył przewagę nad Rosbergiem o kolejne kilka punktów. Jak dla mnie ten wyścig nie był ciekawszy od poprzedniego. Tyle w temacie.
Jeju, szkoda :( Oby kolejne były bardziej fascynujące!
OdpowiedzUsuńPS. nwm o co chodziło ci u mnie z tym TAGiem pod recenzją filmów z Piratami.... :P
Ale pech ;/
OdpowiedzUsuńZapraszam :
unnormall.blogspot.com
Mam nadzieję, że kolejne wyścigi okażą się ciekawsze :/ Aczkolwiek wpis o tym paradoksalnie jest bardzo interesujący :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
http://mayyflowerblog.blogspot.com/
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń