Zawsze twierdziłam że Grand Prix Japonii kojarzy mi się nie tylko z Senną i Prostem ale także z Laudą i Huntem. W 1976 roku między tą ostatnią dwójką toczył się spór o tytuł mistrzowski. Gdyby w tamtym wyścigu Lauda nie zdecydowałby się na rezygnację ze startu z powodu złych warunków to dziś miałby o jeden tytuł więcej. W rezultacie po koronę sięgną Hunt z jednopunktową przewagą nad rywalem.
Jednak nie jestem w stanie zapomnieć co działo się tam rok temu. Nie chodzi mi to wcale o to że wygrał Hamilton a Rosbergowi nie udało mu się go pokonać. W ostatnim wyścigu rozgrywanym na Suzuce ucierpiał Jules Bianchi, który zmarł w lipcu tego roku. Powodem śmierci były obrażenia właśnie z wypadku który miał miejsce w ostatnim GP Japonii.Mimo iż Formuła 1 straciła jednego z najlepszych zawodników, którego talent mógł zaprocentować w przyszłości bo przejście do lepszego zespołu było tylko formalnością to staram się żyć dalej. To był pierwszy taki wypadek i pierwsza śmierć jakiej byłam świadkiem oglądając F1. Wydarzenia sprzed roku utknęły mi w pamięci prawdopodobnie na zawsze, jednak przedstawienie musi trwać.
Pole position należało tym razem do Rosberga, jednak ten nie zdołał on obronić tej pozycji na starcie. Lepszy okazał się Hamilton który od razu pomknął do przodu. Rosbergowi, udało się powoli odzyskać utracone pozycje, jednak nie doszło do tego na co najbardziej liczyłam czyli do zaciętej walki dwóch Mercedesów. Po Singapurze ruszyła lawina pytań o obecną formę Srebrnych Strzał, jednak zła forma zespołu w poprzednim wyścigu mogła być tylko wypadkiem przy pracy. Hamilton i Rosberg zamknęli usta krytykom którzy twierdzili że po zmianie przepisów dotyczących ciśnień w oponach zwycięstwo Mercedesa stanie się tylko marzeniem.
Pierwszy jak zwykle Hamilton, tuż za nim dojechał Rosberg. Najniższy stopień podium zajął zwyczajowo Sebastian Vettel.
Nie podobał mi się ten wyścig bo był nudny. Pierwsza trójka była taka sama jak w zeszłym roku, no może nie całkiem bo w między czasie Vettel zdążył przejść z Red Bulla do Ferrari.
Tak więc oczekuje na już niecierpliwie na Rosję :)
W każdym hobby znajduje się jakieś coś co potrafi znudzić, a nawet coś co sprawi że cię zemdli albo obrazi. Ostatnio przynajmniej ja mam takie wrażenie. Teraz to już szczególnie jeśli chodzi o tematykę sci-fi, którą zaczęły podbijać komercyjne szmelce i szczerze to już lepiej żeby było nudne niż mdlące.
OdpowiedzUsuńCóż... Mam nadzieję, że czegoś takiego będzie coraz mniej, ale z drugiej strony (o ile nie wierzymy w ustawianie) nie możemy winić zwycięzców za to że wygrali i zajęli takie samo miejsce.
Pozdro.
No tak, przedstawienie musi trwać. Domyślam się, że ta pierwsza śmierć musiała być dla ciebie szokiem.
OdpowiedzUsuńOby Rosja była ciekawsza :)
Twoja pasja przed śmiercią Bianchina była na pewno pewniejsza, weselsza i podchodziłaś do niej z rozwagą i optymizmem. Po tragedii musiało się coś stać, z posta wnioskuję twoje trochę dalsze podejście do GP, z dystansem... Rozumiem że to utkwiło ci w pamięci na zawsze ale bardzo cieszy mnie nastawienie "przedstawienie musi trwać" ;)
OdpowiedzUsuńOczekuj na Rosję, oczekuj.. Na pewno będzie ciekawie (tak myślę...). Mam nadzieję że po Rosji pojawi się post
Pozdrawiam
Dziękuję za komentarz u mnie ;)
atkasblog.blogspot.com
masz oryginalną pasję :o
OdpowiedzUsuńzapraszam na KONKURS
Szkoda, że nie podobał Ci się ten wyścig, ale mam nadzieję, że ten w Rosji wzbudzi znacznie więcej emocji! :)
OdpowiedzUsuńArleta!