niedziela, 19 lipca 2015

Dobrzy kierowcy mają to do siebie, że niestety bardzo szybko odchodzą ...

Wiele razy zachwycałam się sportem jakim jest Formuła 1. Imponowały mi samochody, odwaga kierowców, adrenalina, walka do ostatnich metrów o zwycięstwo. Tyle razy czytałam o słynnych zawodnikach czy zespołach, które na stałe zmieniły historię tego sportu. Jednak często zapominam jak niebezpieczna jest Królowa Motosport, ilu ludzi straciło życie poświęcając się swoje pasji.
Wczoraj rano doszła do mnie wiadomość że Jules Bianchi nie żyje. Zmarł dziewięć miesięcy po tragicznym wypadu, który miał  miejsce piątego października ubiegłego roku podczas wyścigu w Japonii. Młody Francuz uderzył w dźwig który miał za zadanie usunąć z toru uszkodzony bolid Adriana Sutila. Przetransportowano go do szpitala gdzie przeszedł operacje. Przez te kilka miesięcy po wypadku był w śpiączce . Odszedł w nocy z piątku na sobotę. Bianchi jest pierwszą od ofiarą śmiertelną w Formule 1 od czasu nagłego odejścia Ayrtona Senny, czyli od 21 lat.
Ta wiadomość mnie bardzo zasmuciła, wręcz załamała. Od momentu jego wypadku myślałam że wszystko jakoś się ułoży, że zdoła wrócić do zdrowia. Miałam nadzieje że ten młody człowiek wybroni się od śmierci, wygra jeden z ważniejszych wyścigów w swoim życiu. Tak jak w Monako, kiedy dokonał niemożliwego i zdobył dwa punkty jadąc bolidem Marussi, która z resztą była dosyć daleko od stawki, bo kierowcy tego teamu prawie zawsze meldowali się na ostatnich miejscach.   Dzisiaj dociera do mnie świadomość jak kruche jest ludzkie życie. Jules Bianchi był niespełna dwudziestosześcioletnim kierowcą przed którym kariera w Formule 1 stała otworem. Wiele ludzi widząc jego jazdę i postawę podczas wyścigów twierdziło że przejście do lepszego zespołu jest tylko kwestią czasu. Mógł jeszcze wiele osiągnąć. Niestety jego życie zostało brutalnie przerwane. Francuz na pewno miał swoje plany i marzenia jednak wypadek przekreślił wszystko.
Świat Formuły 1 jest zszokowany jego śmiercią. Koledzy z padoku żegnają go na różnych portalach społecznościowych, wyrażają swój żal po jego odejściu. Motosport stracił jednego z lepszych kierowców którzy mieli szansę kiedykolwiek zasiąść w bolidzie. Po raz kolejny Formuła 1 jak bardzo jest brutalna. Będzie mi bardzo brakowało Julesa. Niech spoczywa w pokoju...
Jules Bianchi
1989-2015

14 komentarzy:

  1. Szybkość uzależnia i szybkość zabija. Poczucie adrenalina buzującej w twoich żyłach jest niesamowitym uczuciem, ale czy warto oddać za to życie?
    Podobne rozmyślenia miałam po śmierci Paula Walkera. Był utalentowanym aktorem i kochał samochody. Podobno powiedział że idealna śmierć to ta za kółkiem. Nie jestem pewna czy zdawał sobie wtedy sprawę z tragizmu i ironii tej sytuacji.
    CZARNA KROPKA

    OdpowiedzUsuń
  2. pięknie napisane.
    sama kiedy jeżdżę samochodem, czasami lubię "depnąć", ale czuję wtedy niepewność. Podobnie jak wypowiedź wyżej, też od razu skojarzył mi się Paul Walker, który zginął jako pasażer.

    http://pineyx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. To straszne jakie żniwa zbiera śmierć.Człowiek,który miał przed soba całe zycie musiał odejśc.
    http://aparatkaa97.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety, nie tylko Formuła 1 jest niebezpieczna. W dzisiejszych czasach, niebezpiecznie być nawet pieszym na drodze. Z tą różnicą, że kierowcy rajdowi wiedzą, co im grozi, jeśli popełnią błąd lub zdarzy się wypadek. Szkoda, że giną młodzi ludzie z pasją :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety i tak bywa, mimo że nie znam tego pana to i tak jest to dla mnie straszne. Śmierć zawsze jest przerażająca. Ale tak już bywa ze sportami ekstremalnymi. Fajnie, że jego koledzy próbują uczcić jego pamięć :(
    [klik]

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety :/ ehh.. Każdy sport ma jakieś zagrożenia... Zresztą wszystko ma chyba swoje plusy i minusy :(
    Zapraszam na mojego bloga Blog <--- klik ! klik !

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak życie jest mega kruche dlatego cieszmy się każdą chwilą. Nigdy nie znasz dnia ani godziny. To jest mega przykre. Życie jest zbyt krótkie by zamartwiać się rzeczami nieistotnymi, więc już teraz chodź i ŻYJ CHWILĄ!
    [*]

    www.agnes-malinowska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Heeey Sweetheart!
    I am Brazilian and I was looking for foreign blogs then I found his own, which by the way is beautiful and certainly I'm already following you.
    It makes me a visit there on my blog, I'll love it!
    Sucess always!
    XOXO *--*

    www.makedamotociclista.blogspot.com.br
    My Instagram: tamiya343
    My Twitter: @ cat_343

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiele razy pisałam ci już chyba jak bardzo podziwiam ludzi, którzy są gotowi poświęcić życie i zdrowie dla tego co kochają robić. Moje zamiłowania może nie są aż tak niebezpieczne, ale i tak mają u mnie szacun. Bardzo mi przykro z powodu tego wypadku :(
    Pozdro.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przykro mi z powodu wypadku, niestety zarówno kierowcy jak
    i fani muszą zdawać sobie sprawę z tego że to bardzo niebezpieczny
    sport. Nie wiem czy warto ryzykować życie dla pasji, ale może
    moje wachania pobudza fakt że aż tak silnej i emocjonalnej pasji nie posiadam.
    pozdrawiam cieplutko myszko :*
    ayuna-chan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Takie życie...
    http://mieckeymousefis.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. niestety tak działa świat, nic na to nie poradzisz :c

    pozdrawiam i zapraszam do siebie
    Mój blog - byAjina
    KONKURS FOTO klik

    OdpowiedzUsuń
  13. Smutne... Najbardziej według mnie są takie chwile. Kiedy wiemy, że ktoś miał przed sobą całe życie i odszedł.. Wiadomo - każda śmierć jest straszna. Jednak kiedy człowiek jest starszy, zadowolony z życia, w otoczeniu bliskich... To zupełnie inna sprawa. Tutaj - realizował swoje marzenia i przez jeden wypadek - już nigdy tego nie powtórzy... (*)

    Obserwuję :) Zapraszam do siebie:
    http://obudzona-ze-wschodem-slonca.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń