Kiedy Hill postanowił przejść do BRM, puste miejsce w zespole zastąpiono właśnie młodym Jimem. Szkot odnalazł się w nowym miejscu pracy. Podczas drugiego startu zdobył pierwsze punkty.
W sezonie 1962 zdobył wicemistrzostwo świata, wyżej do niego był tylko Graham Hill. Za to rok później wygrał siedem z dziesięciu wyścigów i to on stał na czele klasyfikacji kierowców. Ten sukces powtórzył jeszcze w sezonie 1965.
Jim Clark nie ograniczał się tylko do zwycięstw w Formule 1. Zdobył dwa tytuły mistrza świata oraz w 1965 roku wygrał Indianapolis 500 ( chociaż musiał zrezygnować z GP Monaco, aby pojechać do Ameryki ). Po mistrzowską koronę sięgnął również w serii wyścigów samochodów turystycznych BTCC
Po zdobyciu tytułu przez Clarka, w Lotusie nastąpiły chude lata. Jednak w 1967 roku Clark zakończył sezon z trzecim wynikiem. W tym samym czasie do zespołu wrócił Graham Hill i zakolegował się ze Szkotem.
W kolejnym sezonie Clark był bliski zdobycia trzeciego mistrzostwa. Z oporami przystąpił do nieplanowanego wyścigu Formuły 2.
Niestety los nie pozwolił mu po raz kolejny wyciągnąć rękę po tytuł. Czytając jego biografię mam wrażenie że coś przeczuwał, jednak nie zrezygnował, pasja była silniejsza.
Podczas okrążenia treningowego jego samochód wypadł z trasy i rozbił się na pobliskich drzewach. Clark zginął na miejscu . . .
Po raz kolejny wielki kierowca poniósł śmierć robiąc to co kocha. Nie koniecznie była to Formuła 1 ale oddał życie za ściganie się. Podziwiam takich ludzi, ponieważ nie potrafią się wycofać chociaż wiedzą ze igrają ze śmiercią.
Źródło :Mistrzowie Formuły 1 i Wikipedia
też podziwiam takich ludzi, by spełnić marzenia potrafią zginąć
OdpowiedzUsuńhttp://sendy-seendy.blogspot.com/
ciekawy temat bloga.
OdpowiedzUsuńniesamowity człowiek, podziwiam ludzi, którzy spełniają marzenia pomimo niebezpieczeństwa.
http://maqhda-julgha.blogspot.com
Był niesamowity. Szczerze sama bym taka chciała być, ale cóż nie potrafię.
OdpowiedzUsuńhttp://princesse-chocolate.blogspot.com
Twój blog na 100% spodoba sie nardziej chłopaka ale fajnie, że piszesz o tym :)
OdpowiedzUsuńPodziwiam takich ludzi. Fajny pomysł na bloga. Zapraszam do mnie :
OdpowiedzUsuńhttp://impossible1360.blogspot.com
Niestety nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy igrają ze śmiercią. Pewnie dlatego, że jestem totalnym tchórzem i sama boję się śmierci. Mimo to jakiś tam podziw na pewno mu się należy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Kolejna ciekawa kartka z historii sportu :P
OdpowiedzUsuńFajny pomysł na post ;)
OdpowiedzUsuńhttp://my-colorful-woorld.blogspot.com/
Kurde! Bardzo ciekawy post xd Poświęcić swoje życie dla pasji... Piękne ♥ ;( http://kolorowozakreceni.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńciekawe ! ;)
OdpowiedzUsuńzapraszma: whateveruwant0.blogspot.com
Bardzo ciekawe hobby (?) ^^ Ja bardzo lubię samochody ogólnie. Nie tyle Formułę 1, co motoryzację. Jestem zakochana w Dodge'ach, które tak pięknie ryczą... W każdym razie nie odbiegając od Twojego bloga... Bardzo mi się podoba, jest przynajmniej oryginalny :) Historia z notki jest PORUSZAJĄCA!
OdpowiedzUsuń+ na avatarze Lauri Ylonen, moja dawna wielka miłość :D
http://skinny-whale.blogspot.com/
Cóż, pasja może zabić... takie życie. myślę, tacy ludzie zasługują na pełen szacunek.
OdpowiedzUsuńsuper blog, bardzo oryginalna tematyka. pozdrawiam, Daria ;)
http://bardzobezsensownyblog.blogspot.com/
ciekawy temat. Niebezpieczne hobby, w sumie to naprawdę podiwiam ludzi, którzi zrobią wszytsko, aby osiągnąć cel.
OdpowiedzUsuńświetnie napisane, bardzo ciekawe hobby, ale i niesamowicie niebezpieczne pozdrawiam http://greyeyesandgreatshoes.blogspot.com/ może wzajemna obserwacja?
OdpowiedzUsuńBardzo fajny i ciekawy post. Oby tak dalej ;-)
OdpowiedzUsuńZa każdą obserwację się odwdzięczam
http://moda-ma-zasady.blogspot.com/
Podziwiam takich ludzi
OdpowiedzUsuńCiekawy post, i fajnie się go czyta :)
Zgadzam się z poprzedniczką- bardzo ciekawe i niebezpieczne hobby :)
www.panitruskaffeczka.blogspot.com
Uwielbiam sporty motorowe i podziwiam wszystkich, którzy się za to biorą. Tak to kochają, że nie mogą z tego rezygnować, mimo kontuzji czy groźnych wypadków. Los jednak czasem bywa okrutny i zawodnicy umierają za coś, co tak bardzo kochają.
OdpowiedzUsuńhttp://waysaboutme.blogspot.com/
No no ciekawie wgl to serio nie czaje ludzi którzy ryzykują zycie by spełnić marzenia-to mnie kręci :)
OdpowiedzUsuńJeżeli interesuje Cię dalsza część Czasu Honoru zapraszam http://kolejnadawkapatriotyzmu-czashonoru.blogspot.com/