Chyba każdy z nas słysząc Kajetan Kajetanowicz myśli sobie: ,, Oho, rajdowiec!" I to nie byle jaki! Ma na swoim koncie aż trzy mistrzostwa Europy.
Książka Kajto. Jadę po swoje jest to nic innego jak wywiad rzeka z jednym z najlepszych polskich kierowców. Krzysztof Pyzia i Kajetanowicz zaczynają rozmowę od dzieciństwa i młodości.
Którego dnia ojciec zabiera małego Kajtka na Rajd Wisły. Sam Kajetanowicz twierdzi, że wtedy rozpoczął się pewien proces. Chociaż startować zaczął kilka lat później, to uważa że to wydarzenie zapoczątkowało jego karierę. Główny bohater sam przyznaje że w czasach szkolnych był niezłym rozrabiaką. Jako małolat poznaje smak pierwszego papierosa a wagary były mu nie straszne. Gdy był nastolatkiem to podbierał samochód rodziców, cofał licznik by tego nie odkryli.
Kajetanowicz swój pierwszy start pamięta doskonale. Był to Rajd Cieszyńskiej Barbórki. Niestety nie dojechał nawet do mety. Ale mimo tego młody kierowca nie poddaje się i brnie dalej do przodu. Po nieudanym debiucie zaczyna się długa odbudowa auta. To nic że był to stary Maluch, priorytetem było doprowadzić go do stanu używalności. Ten moment jest doskonałym przykładem kiedy widzimy determinacje Kajto. Zamiast rzucić to wszystko w cholerę i zająć się czymś innym to spędza długie godziny w garażu. Nawet nie wraca do domu na obiad, tylko je mrożoną pizzę podgrzewaną na grzejniku. Z biegiem czasu przyszły mistrz uczy się na własnych błędach. Pojawiają się nowi sponsorzy, lepsze auta. Dzięki ciężkiej pracy i determinacji udaje mu się wywalczyć kolejne sukcesy.
Przyznam się wam, że jest to jeden z najlepszych wywiadów. Ta książka jest dla mnie powrotem do przeszłości.Kiedyś interesowałam się rajdami. Jak Kubica jeździł jeszcze w WRC to byłam na bieżąco, jednak z braku czasu musiałam z czegoś zrezygnować i teraz śledzę rajdy tylko pobieżnie.
Dzięki tej lekturze lepiej poznałam Kajetana Kajetanowicza. Muszę przyznać że ma bardzo ciekawy życiorys. Mimo iż na początku jego kariera nie wyglądała kolorowo to nie poddał się.
Uważam że jest to naprawdę świetna książka i polecam ją fanom motorsportu i nie tylko :)
Moja ocena: 10/10
Wszystkie informacje pochodzą z ksiażki Kajto. Jadę po swoje
niedziela, 9 grudnia 2018
niedziela, 26 sierpnia 2018
Biblioteczka Black Shadow: Enzo Ferrari Wizjoner z Maranello
Wielu z nas słysząc Formuła myśli Ferrari. Ale co tak naprawdę wiemy o założycielu tej marki? Kim był?
Książka pod tytułem Enzo Ferrari Wizjoner z Maranello jest poświęcona właśnie jemu. Jest to tak właściwie wywiad z Piero, synem słynnego Enzo. Z tego dialogu możemy dużo dowiedzieć się o założycielu drogiej marki samochodów, kojarzonej z prędkością, wyścigami i luksusem.
Przyznam się że czekałam na tą książkę, ponieważ zaciekawiła mnie jej tematyka.Interesuję się wyścigami więc Enzo Ferrari jest dla mnie dosyć ważną osobistością. Z tego powodu postanowiłam sobie kupić tą lekturę i włączyć ją do mojej wyścigowej biblioteczki.
W książce pojawiają się odniesienia do wielu kierowców jeżdżących w barwach Włosiego teamu na przykład Lauda, Schumacher, Fangio czy Villeneuve.
Czytając Enzo Ferrari Wizjoner z Maranello można dostrzec że wymiana zdań dotyczy tylko dwóch osób, dziennikarza: Leo Turrini i Piero Ferrari, więc obraz Enzo poznajemy tylko z perspektywy syna.
Przyznam się że całkiem inaczej wyobrażałam sobie koncepcję tej książki. Nie mówię że jest zła, czy coś, ale gdybym ja to miała pisać to zrobiłabym kompletnie inaczej.
Dzięki niej dosyć sporo dowiedziałam się o Enzo, jak i jego rodzinie. Byłam kompletnie zaskoczona, gdy w książce pojawiło się nawiązanie do papieża Jana Pawła II i polskiej reprezentacji.
Co do stylu, to pisana jest w bardzo podobny sposób jak Robert Kubica - Moja Pasja. Uwielbiam czytać wywiady, więc jest to dla mnie duży plus,
Muszę przyznać że czytało się ją bardzo szybko. Połknęłam ją zaledwie w jeden wieczór!
Ostatnio na rynku pojawia się coraz to więcej biografii o kierowcach i ludziach związanych z F1. Bardzo się z tego cieszę, bo do niedawna jedynymi lekturami o kierowcach były te o Kubicy i Schumacherze. Fajnie, że postanowili przetłumaczyć też książkę o Enzo Ferrarim, bo jest naprawdę ciekawa i dzięki niej dowiedziałam się dużo interesujących rzeczy, o człowieku który stoi za najsłynniejszą marką na świecie i najlepszym teamem w Formule 1.
Końcowa ocena: 7/10
Książka pod tytułem Enzo Ferrari Wizjoner z Maranello jest poświęcona właśnie jemu. Jest to tak właściwie wywiad z Piero, synem słynnego Enzo. Z tego dialogu możemy dużo dowiedzieć się o założycielu drogiej marki samochodów, kojarzonej z prędkością, wyścigami i luksusem.
Przyznam się że czekałam na tą książkę, ponieważ zaciekawiła mnie jej tematyka.Interesuję się wyścigami więc Enzo Ferrari jest dla mnie dosyć ważną osobistością. Z tego powodu postanowiłam sobie kupić tą lekturę i włączyć ją do mojej wyścigowej biblioteczki.
W książce pojawiają się odniesienia do wielu kierowców jeżdżących w barwach Włosiego teamu na przykład Lauda, Schumacher, Fangio czy Villeneuve.
Czytając Enzo Ferrari Wizjoner z Maranello można dostrzec że wymiana zdań dotyczy tylko dwóch osób, dziennikarza: Leo Turrini i Piero Ferrari, więc obraz Enzo poznajemy tylko z perspektywy syna.
Przyznam się że całkiem inaczej wyobrażałam sobie koncepcję tej książki. Nie mówię że jest zła, czy coś, ale gdybym ja to miała pisać to zrobiłabym kompletnie inaczej.
Dzięki niej dosyć sporo dowiedziałam się o Enzo, jak i jego rodzinie. Byłam kompletnie zaskoczona, gdy w książce pojawiło się nawiązanie do papieża Jana Pawła II i polskiej reprezentacji.
Co do stylu, to pisana jest w bardzo podobny sposób jak Robert Kubica - Moja Pasja. Uwielbiam czytać wywiady, więc jest to dla mnie duży plus,
Muszę przyznać że czytało się ją bardzo szybko. Połknęłam ją zaledwie w jeden wieczór!
Ostatnio na rynku pojawia się coraz to więcej biografii o kierowcach i ludziach związanych z F1. Bardzo się z tego cieszę, bo do niedawna jedynymi lekturami o kierowcach były te o Kubicy i Schumacherze. Fajnie, że postanowili przetłumaczyć też książkę o Enzo Ferrarim, bo jest naprawdę ciekawa i dzięki niej dowiedziałam się dużo interesujących rzeczy, o człowieku który stoi za najsłynniejszą marką na świecie i najlepszym teamem w Formule 1.
Końcowa ocena: 7/10
czwartek, 5 lipca 2018
A może by tak tu wrócić?
Ludzie częściej marzą o powrotach niż o odjazdach - Paulo Coelho, Alchemik
A co po za tym? Mimo iż o Formule 1 nie piszę, to nie znaczy że jej nie oglądam. Co niedzielę dalej ślęczę przed telewizorem i oglądam wyścigi, w mojej biblioteczce pojawiają się kolejne lektury dotyczące kierowców i Królowej Motorsportu.
Co do książek to na początku tego roku wyznaczyłam sobie cel by czytać przynajmniej jedną miesięcznie. Jak na razie trzymam się mocno tego postanowienia a mój wynik na dzień dzisiejszy to dwanaście lektur od stycznia.
Oprócz tego przeprosiłam się z fotografią i powróciłam do starej pasji po dosyć długiej przerwie. Zdjęcia mojego autorstwa możecie oglądać na moim Instagramie (instagram.com/blackshadowf1)
Od tego miesiąca planuję twardo wziąć się za tego bloga i przywrócić go do dawnej świetności, oraz napisać do paru teamów o autografy kierowców, bo ostatnie przyszły pod koniec grudnia tamtego roku. Nie wiem jak mi się uda to wszystko ogarnąć, ale mam nadzieję że nadrobię to pół roku nieobecności. Trzymajcie na mnie kciuki! Do następnego postu!
sobota, 3 lutego 2018
Niewyścigowo: Szamanka od Umarlaków
Los sprawia, że trafia pod opiekę specyficznej ciotki Tekli, która jako nieliczna wie o jej niezwykłym darze. Postanawia zająć się Idą, pomaga jej wkroczyć w świat duchów i uczy ją jak być dobrym medium.
Nie wiem dlaczego, ale główna bohaterka jakoś nie przypadła mi do gustu. Do samego końca moją ulubioną postacią była właśnie Tekla. Jej komentarze zawsze wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Muszę przyznać że jej postać jest najbardziej charakterystyczna w całej książce.
Na początku byłam sceptycznie nastawiona do Szamanki od Umarlaków. Z reguły jest tak, że to co podoba się większości to dla mnie jest do kitu. Z tą książką było całkiem inaczej.Wciągnęłam się już od pierwszych stron i nie mogłam oderwać. Bardzo szybko się ją czyta, jest pełna humoru, ciekawych opisów i niespodziewanych zwrotów akcji. Jedynym minusem są długaśne rozdziały, ale co kto lubi. Przyznam szczerze że naprawdę spodobała mi się ta książka mimo iż od jakiegoś czasu nie za często sięgam po podobne lektury. W każdym bądź razie nie mogę doczekać się kontynuacji.
Szamankę od Umarlaków miałam okazję przeczytać dzięki Kitty z bloga Biblioteczka Ciekawych Książek, która zorganizowała Book Tour, w którym wzięłam udział. Uznałam że będzie to świetną odskocznią od tradycyjnej tematyki bloga :)
Trzymajcie się ciepło do następnego postu :)
piątek, 19 stycznia 2018
Wyścigowa kronika filmowa: Auta 3 (2017)
Zygzak McQueen jest już prawdziwą legendą, osiągnął bardzo dużo jeżdżąc w wyścigach. Wraz z kolejnym sezonem pojawia się całkiem nowa generacja lepszych samochodów. Do stawki dołącza niejaki Jackson Sztorm, który niemal od razu staje się głównym rywalem McQueena. Jest od niego szybszy, młodszy i ma predyspozycje na zostanie mistrzem świata. Zygzak za wszelką cenę chce mu dorównać. Dochodzi do wypadku w którym McQueen zostaje poważnie ranny a następnie popada w depresję i zaszywa się w Chłodnicy Górskiej. Jednak dzięki Sally udaje mu się podnieść z życiowego dołka. Postanawia postawić wszystko na jedną kartę i wyrusza do specjalnego centrum szkoleniowego. Ma nadzieję, że to pomoże mu pokonać Sztorma. Poznaje tam Cruz Ramirez, która ma za zadanie pomóc mu przygotować się do wyścigu na Florydzie. Jest to jego jedyna szansa bo jeśli przegra będzie musiał definitywnie zakończyć karierę w wyścigach.
Przyznam się wam, że z niecierpliwością oczekiwałam premiery tego filmu. Od powstania drugiej części minęło sześć lat i powiem tak: opłacało się czekać. Tym razem nie dostajemy animowanej podróby Jamesa Bonda. Twórcy postanowili wrócić do korzeni, w filmie pojawia się wiele nawiązań do pierwszej części. Powracają tacy bohaterowie jak Tex, Król i Marucha oraz wielu innych. I co ważniejsze: film opowiada o wyścigach a nie o walce dobra ze złem. Wreszcie dostaje taką kontynuację Aut jaką chciałam.
Przyjrzyjmy się głównemu rywalowi Zygzaka - Jacksonowi Sztormowi. Mimo iż jest kreowany jako czarny charakter to bardzo go polubiłam. Pozwolę sobie stwierdzić że na przestrzeni tych wszystkich części jest najlepszym rywalem McQueena. W Polskiej wersji językowej jest dubbingowany przez Antoniego Pawlickiego. Miałam obawy czy jego głos będzie pasować do Sztorma, ale widać nie potrzebnie.
Z kolei postacią, która z początku nie przypadła mi do gustu była Cruz, udało mi się do niej przekonać dopiero pod koniec filmu.
W Autach 3 udaje mi się zauważyć brak nawiązać do poprzedniej części. Żaden wątek z dwójki nie zostaje pociągnięty dalej, tak jakby to co się działo w tamtym filmie nie istniało. Nie wiemy jak potoczyły się losy Seana oraz Liliany (ale to mnie nie boli bo jakoś specjalnie za nimi nie tęsknię)
Interesujący jest decydujący pojedynek McQueena i Sztorma, a raczej to co dotarło do Zygzaka. Końcówka naprawdę mnie zaskoczyła i muszę stwierdzić że takiego posunięcia się kompletnie nie spodziewałam.
Podsumowując: Auta 3 to naprawdę ciekawa i godna uwagi animacja. Nadaje się zarówno dla starszych jak i dla młodszych widzów. Muszę przyznać że twórcy się naprawdę postarali i dostałam takie Auta jakie chciałam.
niedziela, 17 grudnia 2017
Wygrana zamiast tortu i pech Seby
Po fatalnym wyścigu w Singapurze miałam nadzieję że Vettel odrobi straty. Z niecierpliwością oczekiwałam na wyścig w Malezji. Po treningach byłam niemal pewna że Sebastian będzie jednym z kandydatów do Pole Position. Niestety mój optymizm zniknął po pierwszej z trzech części kwalifikacji, kiedy to awaria samochodu zmusiła go do zjechania do garażu. To przekreśliło jego szanse na dobry start. Zapowiadało się że do wyścigu ruszy z samego końca stawki. Moja reakcja była mniej więcej taka:
Rok temu Malezja także nie była szczęśliwa dla Vettela bo tuż po starcie zmuszony był się wycofać, ze względu na incydent z Rosbergiem.
Pierwsza linia należała do Hamiltona i Raikkonena, jednak Iceman ze względu na problemy z samochodem nawet nie wystartował.
Co prawda Lewis utrzymał pierwsze miejsce na starcie, ale z okazji postanowił skorzystać Max Verstappen i już na czwartym okrążeniu doszło między nimi do walki z której obronną ręką wyszedł holender. Na dziewiątym kółku doszło do walki na linii Ricciardo - Bottas. Red Bull po raz drugi w tym wyścigu pokazał ze to właśnie on ma lepszą passę w tym wyścigu.
W Grand Prix Malezji doszło do zmiany w jednym fotelu Scuderii Toro Rosso. Zespół postanowił zastąpić Daniłła Kvyata innym kierowcą - Pierrem Gasly. Niestety jego debiut do idealnych nie należał bo dwudziestojednoletni zawodnik zakończył swoje pierwsze zawody na odległym i niepunktowanym czternastym miejscu.
Wyścig w Malezji należał do Maxa Verstappena. Mimo iż nie przepadam za nim to cieszy mnie jego wygrana. Tuż za nim na mecie zameldował się Lewis Hamilton, podtrzymując przy tym dobre imię Mercedesa. Trzecie miejsce zajął kolega z z zespołu Maxa - Daniel Ricciardo, który rok temu triumfował na tym torze ipił szampan z buta. Tuż za podium zameldował się Sebastian Vettel, który przez całe zawody dzielnie przebijał się do przodu po kolejne punkty.
I tuż po przekroczeniu mety przez Sebę zrozumiałam że moje siedem sezonów ślęczenia nad wyścigami to za mało i nie wszystko jeszcze widziałam. Uświadomił mi to Lance Stroll, który wjechał w tył bolidu Vettela.Tak że ten ...
Rok temu Malezja także nie była szczęśliwa dla Vettela bo tuż po starcie zmuszony był się wycofać, ze względu na incydent z Rosbergiem.
Pierwsza linia należała do Hamiltona i Raikkonena, jednak Iceman ze względu na problemy z samochodem nawet nie wystartował.
Co prawda Lewis utrzymał pierwsze miejsce na starcie, ale z okazji postanowił skorzystać Max Verstappen i już na czwartym okrążeniu doszło między nimi do walki z której obronną ręką wyszedł holender. Na dziewiątym kółku doszło do walki na linii Ricciardo - Bottas. Red Bull po raz drugi w tym wyścigu pokazał ze to właśnie on ma lepszą passę w tym wyścigu.
W Grand Prix Malezji doszło do zmiany w jednym fotelu Scuderii Toro Rosso. Zespół postanowił zastąpić Daniłła Kvyata innym kierowcą - Pierrem Gasly. Niestety jego debiut do idealnych nie należał bo dwudziestojednoletni zawodnik zakończył swoje pierwsze zawody na odległym i niepunktowanym czternastym miejscu.
Wyścig w Malezji należał do Maxa Verstappena. Mimo iż nie przepadam za nim to cieszy mnie jego wygrana. Tuż za nim na mecie zameldował się Lewis Hamilton, podtrzymując przy tym dobre imię Mercedesa. Trzecie miejsce zajął kolega z z zespołu Maxa - Daniel Ricciardo, który rok temu triumfował na tym torze i
I tuż po przekroczeniu mety przez Sebę zrozumiałam że moje siedem sezonów ślęczenia nad wyścigami to za mało i nie wszystko jeszcze widziałam. Uświadomił mi to Lance Stroll, który wjechał w tył bolidu Vettela.Tak że ten ...
niedziela, 10 grudnia 2017
(Nie)Szczęśliwy Singapur ...
Oglądając wyścigi mam stycznosć z różnymi sytuacjami, które mają miejsce na torze. A zwłaszcza w Singapurze, gdzie nigdy nie ma miejsca na nudę. Jest to bardzo specyficzne miejsce. Uliczny wąski tor sprawia że trudno jest o wyprzedzanie, niewielki błąd może sprawić ze pożegnamy się z wyścigiem i dobrym rezultatem. Wtedy kierowca samochodu bezpieczeństwa ma pełne ręce roboty.
Co roku czekam aż kierowcy zawitają na Marina Bay.Te zawody są o tyle wyjątkowe, ponieważ rozgrywają się w nocy przy sztucznym świetle. Dzięki temu wyścig nabiera specyficznego tak jakby magicznego klimatu. Niektórzy mówią ze w Grand Prix Singapuru zwycięstwo odnoszą tylko mistrzowie świata. Jest w tym trochę prawdy. Rok temu zwyciężył tutaj Nico Rosenberg mimo iż po mistrzowską koronę sięgnął dopiero na koniec sezonu.
W tym roku kwalifikacje należały do Sebastiana Vettela. Liczyłam że wyścig także pójdzie według jego myśli, zwłaszcza że toczy walkę z Lewisem Hamiltonem o tytuł. Niestety tak dobrze nie było.
Już na pierwszym okrążeniu doszło do kraksy i zarówno Vettel jak i Raikkonen musieli pożegnać się z rywalizacją. Trochę szkodami było że obydwaj kierowcy Ferrari odpadli na starcie, bo liczyłam na dobry wynik z ich strony a tu takie rozczarowanie. W tym wypadku swój udział miał także Max Verstappen, który także zakończył rywalizacje i przy okazji wpadł na Fernando Alonso. Na szczęście żadnemu z kierowców nic się nie stało.
Ten spektakularny wypadek na początku wyścigu sprawił że startujący z odległej pozycji Hamilton miał ułatwione zadanie. Dwaj najwięksi rywale odpadli więc dobry wynik w wyścigu był tylko formalnością. Udało mu się dojechać do mety na pierwszym miejscu. Za nim znalazł się ratujący honor Red Bulla Daniel Ricciardo. Najniższy stopień podium przypadł Valtteriemu Bottasowi.
Ogółem w wyścigu do mety dojechało tylko dwunastu z dwudziestu kierowców. Marina Bay okazała się być bezlitosna dla wielu zawodników. Po za punktowaną dziesiątką znaleźli się Felipe Massa i Pascal Wehrlein.
W Singapurze potwierdziła się także kolejna teoria, że ten wyścig nie może obejść się bez samochodu bezpieczeństwa. Od początku istnienia tej Grand Prix w każdych zawodach musiał wyjechać samochód bezpieczeństwa. W tym roku także był widziany na torze.
Tak więc pożegnaliśmy Singapur, czas się pakować i jechać do Malezji, gdzie już za niedługo rozpocznie się kolejna walka o mistrzowską koronę.
Zapraszam Was na mojego Instagrama: instagram.com/blackshadowf1
Co roku czekam aż kierowcy zawitają na Marina Bay.Te zawody są o tyle wyjątkowe, ponieważ rozgrywają się w nocy przy sztucznym świetle. Dzięki temu wyścig nabiera specyficznego tak jakby magicznego klimatu. Niektórzy mówią ze w Grand Prix Singapuru zwycięstwo odnoszą tylko mistrzowie świata. Jest w tym trochę prawdy. Rok temu zwyciężył tutaj Nico Rosenberg mimo iż po mistrzowską koronę sięgnął dopiero na koniec sezonu.
W tym roku kwalifikacje należały do Sebastiana Vettela. Liczyłam że wyścig także pójdzie według jego myśli, zwłaszcza że toczy walkę z Lewisem Hamiltonem o tytuł. Niestety tak dobrze nie było.
Już na pierwszym okrążeniu doszło do kraksy i zarówno Vettel jak i Raikkonen musieli pożegnać się z rywalizacją. Trochę szkodami było że obydwaj kierowcy Ferrari odpadli na starcie, bo liczyłam na dobry wynik z ich strony a tu takie rozczarowanie. W tym wypadku swój udział miał także Max Verstappen, który także zakończył rywalizacje i przy okazji wpadł na Fernando Alonso. Na szczęście żadnemu z kierowców nic się nie stało.
Ten spektakularny wypadek na początku wyścigu sprawił że startujący z odległej pozycji Hamilton miał ułatwione zadanie. Dwaj najwięksi rywale odpadli więc dobry wynik w wyścigu był tylko formalnością. Udało mu się dojechać do mety na pierwszym miejscu. Za nim znalazł się ratujący honor Red Bulla Daniel Ricciardo. Najniższy stopień podium przypadł Valtteriemu Bottasowi.
Ogółem w wyścigu do mety dojechało tylko dwunastu z dwudziestu kierowców. Marina Bay okazała się być bezlitosna dla wielu zawodników. Po za punktowaną dziesiątką znaleźli się Felipe Massa i Pascal Wehrlein.
W Singapurze potwierdziła się także kolejna teoria, że ten wyścig nie może obejść się bez samochodu bezpieczeństwa. Od początku istnienia tej Grand Prix w każdych zawodach musiał wyjechać samochód bezpieczeństwa. W tym roku także był widziany na torze.
Tak więc pożegnaliśmy Singapur, czas się pakować i jechać do Malezji, gdzie już za niedługo rozpocznie się kolejna walka o mistrzowską koronę.
Zapraszam Was na mojego Instagrama: instagram.com/blackshadowf1
Subskrybuj:
Posty (Atom)




