sobota, 26 marca 2016

Nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca - Australia 2016

Formuła wróciła. Na innym kanale, z innymi komentatorami, ale wróciła. I to nie byle gdzie bo do Melbourne na Albert Park. W pamięci mam GP Australii z 2011 roku, kiedy ścigali się jeszcze tacy kierowcy jak Mark Webber, Michael Schumacher, kiedy to na dobre zaczęła się moja przygoda z F1.
Obecny sezon będzie już moim szóstym, który poświęcam na wyścigi a czwartym na  blogu.
Na starcie ciekawiły mnie dwie pierwsze linie. Przód obstawiony przez Merce, z Hamiltonem na czele, za Srebrnymi Strzałami obaj zawodnicy Ferrari.
Już przed startem pojawiły się problemy w bolidzie Daniłła Kvyata, które nie dopuściły rosyjskiego zawodnika do rywalizacji i zadecydowały o dodatkowym okrążeniu rozgrzewkowym..
Na starcie genialnie spisali się zawodnicy Ferrari. Vetel jak i Raikkonen pokonali Mercedesy. Po tym incydencie prowadzenie objął zespół z Maranello, a Hamilton startujący  z pierwszego pola spadł na szósta pozycję.  Już na pierwszym okrążeniu Kevin Magnussen przebił oponę w swoim samochodzie. Duński kierowca debiutował dwa lata temu na tym torze w barwach McLarena i zajął wtedy miejsce na podium.
W tegorocznym wyścigu nie brakowało także dramatycznych wydarzeń, na przykład kolizja Alonso z Gutierrezem, gdzie reprezentant McLarena najechał na bolid rywala. Wypadek wyglądał bardzo dramatycznie, bolid kilkukrotnie przekoziołkował i uderzył w bandę. Kierowca na szczęście wyszedł o własnych siłach, ale z bolidu tak naprawdę niewiele zostało. On jak i Gutierrez zostali wyeliminowani z dalszej rozgrywki. Po tym incydencie pojawiła się czerwona flaga, czyli wyścig został wstrzymany.
Na dwudziestym trzecim okrążeniu czyli cztery kółka później z rywalizacji odpadł Kimi Raikkonen ponieważ z wlotu powietrza w jego bolidzie zaczął wydobywać się ogień.
Na mecie pierwszy zameldował się Rosberg a za  nim Hamilton i Vettel. Byłam bardzo zadowolona z wygranej Nico, ponieważ od dłuższego czasu kibicuje mu w drodze po tytuł mistrzowski. W dodatku jestem zadowolona z szóstego miejsca Grosjeana, który znalazł się w całkiem nowym zespole o nazwie Haas F1. Szkoda że Gutierrez nie dojechał do mety, bo punkty mogły być większe ale jak na debiutancki wyścig tego teamu jest całkiem nieźle.
Teraz czekam na Bahrajn i przy okazji wracam do stałego pisania bo trochę zaniedbałam tego bloga.

6 komentarzy:

  1. Mój tata bardzo interesuje się F1, więc dzięki niemu znam parę z wymienionych nazwisk.
    Akurat tata jest dość zawiedziony tymi zmianami, pewnie dlatego, że po prostu na płatnym kanale.
    Interesujący wyścig. Szkoda, że nie wszystkim udało się dojechać do mety...
    Dość interesująca pasja jak na dziewczynę:)

    Pozdrawiam!
    http://my-little-world-olimpia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż trudno uwierzyć, że wszystko to pisze dziewczyna! Nie interesuje się samochodami, F1 ani tego typu rzeczami ale przyznaję, że Twój post przeczytałam z ogromnym zaciekawieniem mimo, że nie znam ani jednej wymienionej osoby haha.

    W wolnej chwili zapraszam do mnie!
    the-fight-for-a-dream.blogspot.com
    Blog się spodoba? Zaobserwuj

    OdpowiedzUsuń
  3. Już samo czytanie o groźnych kolizjach sprawia, że dziwnie się czuję. Ciężko opisać to uczucie.
    Na szczęście nic się nikomu nie stało to najważniejsze. Autka szkoda to oczywiste - dobry sprzęt jest ważny niezależnie od pasji, ale życie jest ważniejsze.
    To był jego debiut? Dobrze wyczytałam? Jeśli tak to mam nadzieję, że się nie zniechęci :)
    Pozdro.
    Ps.: sprawdź maila :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki debiutant, dwukrotny mistrz świata :)

      Usuń
    2. Herezje popełniłam... wybacz.
      Czytanie ze zrozumieniem się kłania. I ja chcę zdawać rozszerzony polski. Porażka :(
      Dosłownie przed chwilą opublikowałam recenzję Wyścigu. Obym tam nie popełniła żadnej gafy. Jeśli jesteś ciekawa to zapraszam. I dzięki, że mi go poleciłaś, to był naprawdę fajny seans.

      Usuń